Fatum wisi nad reprezentacją narodową

          Nie mogą się przełamać polscy piłkarze w meczach początkujących mundialowe występy. To nasz trzeci występ w trzecim tysiącleciu na mistrzostwach świata i po raz trzeci zaczynamy od porażki tracąc dwa gole. W porównaniu z meczami z Koreą Południową w 2002 roku i Ekwadorem w 2006 roku, tym razem nasz występ zaznaczyliśmy zdobyciem gola, który może – mimo porażki i słabej gry w tym meczu – mieć duże znaczenie w ostatecznym rachunku. Pod warunkiem, że kolejnego meczu już nie przegramy.

      Pompowany w ostatnich tygodniach balonik przy nogach i głowach naszych piłkarzy sparaliżował sztab trenerski i zawodników. Bo jak inaczej można nazwać ustawienie i skład w jakim nasi wyszli oraz jak nazwać grę, którą ujrzeliśmy?

Zaczynając od pierwszej myśli gdzieś się w głowie nie mieści, by wychodzić na boisku w składzie, jakby to był mecz towarzyski co najmniej kilka tygodni przed mistrzostwami świata. Wtedy jest jeszcze czas na znalezienie optymalnych wariantów. Trener Nawałka zapomniał, że cykl przygotowań już się zakończył i eksperymentując po raz kolejny zdecydował się na widowisko aktorów, którzy w tym zestawieniu zagrali po raz pierwszy. I trzeba przyznać, że przy większej dozie szczęścia, a mniej przypadków spotkanie mogło i powinno się zakończyć podziałem punktów.

Tak nasi reprezentanci, jak i Senegalczycy zagrali słabo, a dłuższymi fragmentami spotkanie raczej przypominało bicie z obu stron głową w mur niż walkę na poziomie mistrzostw świata. Za wyjątkiem taktyki skupionej na obronie własnej bramki i totalnego zawężania pola gry w momencie oddania piłki przeciwnikowi. Ponadto trudno cokolwiek dobrego o tym meczu powiedzieć, jak to że był słaby, mało emocjonujący i rozczarowujący, szczególnie dla kibiców biało-czerwonych.

O porażce zadecydowały dwa kuriozalne gole. Nie często się bowiem zdarza, że na linii niecelnego strzału znajdzie się obrońca i wkładając instynktownie nogę całkowicie myli swojego bramkarza. A już zupełnie rzadko mamy do czynienia z obrazkami, że zza boiska wybiega zawodnik niczym pies zerwany z łańcucha i biegnie do piłki, dekoncentrując zupełnie trzech zawodników przeciwnika w jednym momencie, którzy skąd mieli rozpoznać intencje rywala jak nie potrafili zrozumieć swoich.

Takie „numery” przesądziły o naszej porażce, a gracze z zachodniej Afryki choć niczym szczególnym nie zaimponowali to szczęśliwe prezenty przyjęli godnie. Ten mecz nam nie wyszedł, bo dwie sytuacje ze stałych fragmentów gry tylko w jednym przypadku zamieniliśmy na gola. Co nie udało się Lewandowskiemu po wolnym mierzonym przy prawym słupku, udało się Krychowiakowi po wrzutce w pole karne. Na zatarcie złego wrażenia po nieudanym występie zabrakło najzwyczajniej czasu. Przegraliśmy w ogólnej piłkarskiej mizerii, której nie chcielibyśmy więcej oglądać.

Polacy mają więc pospuszczane nosy na kwintę. W pomeczowych dyskusjach dominuje fala złości i krytyki. Słychać najczęściej, że pojechaliśmy po sukces, mieliśmy przecież wygrać, a to że mieliśmy nastrzelać bramek, bo mamy w składzie „Lewego” czy Milika. Tylko nie bierzemy pod uwagę, że Senegal przyjechał do Rosji ze swoim potencjałem i na pewno nie z zamiarem porażek. A nasza grupa jest bardzo wyrównana – co ekspert to wskazanie innego faworyta. Wielu do dziś nie panuje nad słowami, choć od spotkania minęło dwie doby. Nie potrafili panować nad atmosferą również nasi rodacy zasiadający na stadionie Spartaka Moskwa. Bardzo szybko sportowy doping zamienił się w kocią muzykę – po niedanych zagraniach Polaków słychać było gwizdy. Nie mówiąc o tym, co było po zakończeniu I połowy i po ostatnim gwizdku sędziego. W sektorach zajmowanych przez polskich kibiców gwizdał kto umiał. Nasze żądania są co najmniej takie jakbyśmy byli drugą Brazylią, Argentyną, Francją czy Niemcami, a przecież te ekipy w pierwszej serii spotkań sprawiły zawód, a zachodni sąsiedzi nie mają ani punktu ani gola.

Mistrzostwa w Rosji imponują dotychczas pełnymi stadionami kibiców i emocjonującymi do samego końca meczami. W tych pierwszych występach, za wyjątkiem spotkań z udziałem Arabii Saudyjskiej rozbitej przez Rosję 5-0 oraz Chorwacji z Nigerią wygranym przez piłkarzy znad Adriatyku 2-0 wyniki były sprawą otwartą do ostatnich chwil.

Niemniej wszyscy są świadomi, że to turniej i trzeba rozłożyć siły, więc z poziomem spotkań jest różnie. Za dużo jednak zachowawczej gry i dużo piłkarskich „szachów”, jak to zwykle na początku turniejów bywa. Kibice chcą się delektować takimi spektaklami, jak prawdziwy hit drużyn Półwyspu Iberyjskiego, w którym Hiszpania zremisowała z Portugalią 3-3. W tym spotkaniu zabłysnęła po raz kolejny największa gwiazda Realu Madryt Cristiano Ronaldo który trzykrotnie trafił do siatki  rywali, ale inni piłkarze obu drużyn też stanęli na wysokości zadania.

Rosyjski mundial dopiero się rozkręca, a najwięksi potentaci nic jeszcze nie pokazali. Prawdziwe argumenty zostaną dopiero zaprezentowane.

Miejmy nadzieje, że tak samo będzie w przypadku biało-czerwonych. Pozostaje nam czekać do najbliższej niedzieli i liczyć na metamorfozę. Chcemy te dwa pozostałe mecze grupowe zagrać o wszystko, bo o honor już grywaliśmy…

                                                                                                                               

                  

ZOSTAW ODPOWIEDŹ