Tęgie baty od beniaminka

0
282
Stal Stalowa Wola - Skra Częstochowa 1-4 (0-1), 30.03.2019

               Kolejna z rzędu sobota z przepiękną aurą napawała nie tylko wiosennym optymizmem, ale także dawała możliwość wyboru różnorodnych atrakcji na świeżym powietrzu. Blisko 150 mieszkańców Stalowej Woli postawiło na spędzenie tego popołudnia w Boguchwale, licząc na to, że Stal będzie się chciała odkuć za pechową, jesienną porażkę w Częstochowie w ostatnich sekundach gry. Na trybunach rodzinna atmosfera z wieloma sympatykami, których zaliczone w życiu wiosny można by policzyć na palcach jednej ręki. Na boisku sielanka ze strony piłkarzy Stali Stalowa Wola, którzy spotkanie 26 kolejki II ligi ze Skrą Częstochowa przegrali 1-4(0-1). Jedynego gola dla piłkarzy ze Stalowej Woli strzelił Grzegorz Janiszewski w 53 minucie. Dla częstochowian bramki strzelali: Damian Nowak w 8 minucie, Piotr Nocoń w 56 minucie oraz dwie Sebastian Siwek w 61 i 70 minucie.
                        Skra Częstochowa to drużyna niewiele znacząca na piłkarskiej mapie Polski i ekipa niezbyt interesująca piłkarskich statystyków. To absolutny beniaminek z cudownym orężem na swoim kameralnym stadioniku ze sztuczną nawierzchnią, na której pośliznęło się już sporo w tym sezonie ekip, w tym jesienią nasza Stal. Zresztą nasi piłkarze przegrali prawie wygrany tam mecz i porażka była brzemienna w skutkach dla trenera Łętochy. Zarząd piłkarskiej spółki nie wytrzymał wówczas, a Krzysztof Łętocha zamiast zawodowy czas spędzać na trenerskiej ławce Stalówki, błąka się po arenach podrzędnej kategorii dwie klasy niżej od Przemyśla zaczynając, a gdzieś tam w Wiązownicy czy na niejakim Besku kończąc. Wydawać by się mogło więc, że piłkarze Stali z pazurem przystąpią do dzisiejszej rywalizacji, by plamę tamtą zmazać.
Wiosenne słońce rozleniwiło naszych graczy, którzy w pierwszych minutach zawodów zaczęli uprawiać wolną amerykankę. Na skutki czekano niespełna 8 minut. Po zagraniu w środku pola nie wiadomo do kogo, nastąpiło przejęcie piłki przez gracza Skry, który błyskawicznie zagrał do wbiegającego przed linie stalowowolskiej obrony swego kolegi. Częstochowianin dodał gazu, a nasi defensorzy ruszyli za nim tak jakby mieli dopiero co w nogach pielgrzymkę ze Stalowej Woli do Częstochowy. Gracz Skry popatrzył na reakcję Łukasza Konefała i technicznie kopnął piłkę ponad bramkarzem Stali i Skra prowadziła 1-0.
Piłkarze Stali średnio się tą stratą przejęli. Trochę zwiększyli tempo gry i nic poza tym. Dopiero w 17 minucie Michał Trąbka wykorzystując trochę wolnej przestrzeni, pociągnął środkiem, minął jeszcze obrońcę i spróbował chytrego strzału. Bramkarz Skry z trudem poradził sobie z tym uderzeniem. Poza tym nic szczególnego w I połowie się nie działo, jeśli nie liczyć dośrodkowań w pole karne Grzegorza Sobotki, po których zawodnicy Stali chcieli coś zdziałać. Piłkarze Skry cofnęli się do tyłu ustawiając szczelną strefę na własnym przedpolu. Stal co prawda przeważała, ale te czterdzieści pięć minut publikę rozczarowało.
Od początku II części gry dwie zmiany w drużynie ze Stalowej Woli. Jednym z zawodników wchodzących po raz pierwszy na plac gry w dniu dzisiejszym jest Krzysztof Łętocha. Kto jak nie on będzie chciał pomścić zwolnionego z pracy w Stali swojego ojca, a przecież piłkarze Skry za sprawą jesiennej wygranej ze Stalą, to główni winowajcy. Wśród naszych graczy powiew świeżości i piłka coraz bliżej częstochowskiej bramki. Jeszcze obrony Częstochowy nie ma, ale piłka wielokrotnie tańczy po polu karnym gości. W 56 minucie rzut rożny dla Stali. Trąbka jak profesor wrzuca w pole karne, a tam najwyżej wyskakuje Grzegorz Janiszewski i bramkarz Skry musi wyciągać piłkę z siatki ! 1-1 i czekamy, że Stal pójdzie za ciosem. Tymczasem nic takiego się nie kroi. Niegroźna sytuacja przed stalowowolskim polem karnym i szkolne nieporozumienie. Ni bramkarz ni obrońca Stali nie wiedzą kto ma zagrać piłkę – jakby pierwszy raz się na boisku widzieli. To nieporozumienie sprawia, że jakoś byle jak na aut piłka została wybita, by za chwilę jeden z naszych pomocników musiał ratować się przed narożnikiem pola karnego faulem. Po rzucie wolnym w 56 minucie piłkarza Skry piłka ociera się o wewnętrzną część słupka bramki zielono-czarnych i wpada do środka. Precyzyjniej już być nie mogło. Po trzech minutach nadziei na korzystny wynik gospodarzy znów Skra na prowadzeniu.
Pięć minut później koszmarny błąd naszego zawodnika. Jeden z zawodników Skry uderza na bramkę, Konefał odbija pod nogi czyhającego już napastnika Skry i ten podwyższa wynik na 3-1 dla gości. Dyspozycja bramkarza i obrońców Stali bez rewelacji w dzisiejszym meczu. Widząc to zawodnicy z pod Jasnej Góry zaczynają stosować najprostsze środki. Kiedy pojawia się jakaś luka w obronie, wchodzą jak w masło i oddają strzał. W 62 minucie po kolejnym strzale Konefał odbija przez siebie piłkę, a rywal zamiast podwyższyć na 4-1 trafia wprost w stróża stalowowoskiej bramki, który instynktownie pojawia się na linii tego uderzenia. Co się odwlecze… W 70 minucie już nikt na stadionie się nie łudzi. Po raz kolejny zespół z Częstochowy przeprowadza akcję, tym razem finalizując ją lewą stroną. Zegar stadionowy w słońcu niemal niewidoczny. Jakby promienie słoneczne chciały przykryć „4” widniejącą pod nazwą Skra Częstochowa.
Ostatni kwadrans to już żenada w wykonaniu Stalówki. Nieodpowiedzialne zagrania doprowadziły do kolejnych nie stu, ale nawet dwustuprocentowych sytuacji dla częstochowskiej Skry. W odstępach trzyminutowych Stal na dobrą sprawę powinna stracić jeszcze trzy bramki. Najpierw piłkarz Skry w dobrej pozycji przestrzelił z kilkunastu metrów, później lecąca do naszej bramki pika wślizgiem została uratowana przez naszego zawodnika, a w ostatniej akcji przyjezdnych najlepszą obroną w tym meczu błysnął golkiper Stalówki.
W taki sposób częstochowski beniaminek sprowadził stalowowolską ekipę na ziemię, teraz bardziej okazale aniżeli w wyjazdowym pojedynku jesienią. Kilkanaście godzin przed zmianą czasu z zimowego na letni rozregulowały się biometryczne zegary naszych piłkarzy. Słabiej radzą sobie mentalnie, gdy naprzeciw stają rywale z dolnej połówki tabeli. Zupełnie inaczej to wygląda, jak choćby przez tygodniem, gdy Stali przychodzi grać z faworyzowanym przeciwnikiem. W najbliższych dniach więcej zatem pracy w dziedzinie psychologii. Coś jest nie tak z motywacją, gdyż zanik cech wolincjonalnych w wielu fragmentach bardzo jest widoczny. A z tego rodzi się nonszalancja i nieprzemyślane zagrania. Cóż z tego, że Stal dzisiaj przeważała, skoro sytuacje na gole zamieniała Skra. Panowie piłkarze, trzeba wziąć się w garść ! To dopiero koniec marca, do majówki jeszcze daleko. Jeszcze osiem meczów do końca i zagrajcie ta, aby progres wyniku na koniec sezonu w porównaniu z poprzednimi latami był zdecydowanie widoczny.
Stal rozegrała mecz następującymi graczami: Łukasz Konefał – Szymon Jopek, Szymon Jarosz, Grzegorz Janiszewski, Bartosz Sobotka -Robert Dadok (od 72 min. Michał Kitliński), Przemysław Stelmach (od 46 min. Łukasz Pietras), Piotr Mroziński, Adrian Dziubiński, Michał Trąbka – Andrzej Trubeha (od 46 min. Sebastian Łętocha).

STAL STALOWA WOLA – SKRA CZĘSTOCHOWA 1-4 (0-1)

8 min. 0-1 DAMIAN NOWAK
53 min. 1-1 GRZEGORZ JANISZEWSKI
56 min. 1-2 PIOTR NOCOŃ
61 min. 1-3 SEBASTIAN SIWEK
70 min. 1-4 SEBASTIAN SIWEK

Po 26 meczach sezonu 2018/2019 Stal mimo wysokiej porażki utrzymała 7 miejsce w tabeli ze zdobytymi do tej pory 37 punktami. Prowadzi w niej Radomiak z dorobkiem 47 punktów (mecz rozegra jutro), przed Widzewem 45 punktów, lecz łodzianie też grają w niedzielę, a ponadto mają mecz zaległy.

                                                          Krzysztof Szkutnik

Dodaj komentarz