Kazimierz "Zaremba" Piłat z żoną (Fot.przywrocmypamiec.pl)

Parę słów o pomniku Pilata

W niedalekiej odległości od Szkoły Muzycznej, na skraju nowego parku miejskiego przy ul. Skoczyńskiego w Stalowej Woli znajduje się pomnik z jednolitego kamienia. Na samej górze znajduje się płaskorzeźba popiersie młodego Kazimierza Pilata komendanta Armii Krajowej okręgu Nisko-Stalowa Wola.

Wspomniany już kamień stoi na posadce murowanej zbudowanej z kawałków czerwonego piaskowca. Pomnikowy kamień porasta mech. Na samym jego czole wyryto napis: Inż. Kazimierz Pilat Ps: “Zaremba” 1897-1944 organizator ruchu oporu w okupowanej przez Niemców Stalowej Woli, współtwórca ogniw ZWZ i AK, zamordowany przez niemieckich oprawców w pobliskiej siedzibie gestapo, w marcu 1944 roku, najprawdopodobniej został pochowany wśród drzew tego lasku… Obelisk ten został odsłonięty, w celu upamiętnienia tej postaci “Zaremby” i innych walczących na terenie Stalowej Woli konspiratorów AK, którzy poświęcili swoje życie w walce o wolną Polskę. Wrzesień 1989 rok, Społeczeństwo Stalowej Woli.

Pomnik K. Pilata został odsłonięty 1 września 1989 w 50 rocznicę wybuchu wojny w Polsce. Jest to dzieło Józefa Opali z podsandomierskiej Koprzywnicy, obelisk odsłaniali: Filomena Pilat-Kocój – rodzona siostra Kazimierza, Antoni Musialik “Piorun”, ówczesny prezydent Stalowej Woli Edward Stendiuch, przewodniczący Miejskiej Rady Narodowej Tomasz Strusiński. Obecna była tam delegacja Związku Żołnierzy Armii Krajowej z Biało-Czerwonymi opaskami na ramieniu z napisem “AK”, nie zabrakło również kompanii honorowej WP. Odbył się apel poległych, z udziałem jednostki wojskowej z Niska. Były także okoliczne przemówienia. Potem nastąpiło złożenie kwiatów przy nowym jak na tamte czasy pomnikiem. Gdy uroczystość odsłonięcia obelisku dobiegła końca, na niebie zapadły ciemności. Po ponad 45 latach w Stalowej Woli wreszcie uczczono pamięć K. Pilata. Nadchodziły czas przemian w Polsce, padała już władza komunistyczna i “zapluty karzeł reakcji” jak to mówiła komunistyczna propaganda na temat żołnierzy byłego podziemia, wreszcie się doczekali sprawiedliwości i rehabilitacji za zapomniane lata 1945-1989.

Lutowe aresztowania

Stalowa Wola, jest ostatni dzień lutego 1944 roku. W domu inżyniera Romana Jaśkiewicza przychodzą goście imieninowi. Zebrali się już wszyscy, ale zabrakło inżyniera Wołka-Łaniewskiego. Aż tu nagle ktoś przyniósł wiadomość, że Romuald Wołk-Łaniewski nie przyjdzie na przyjęcie imieninowe. Ponieważ tego samego dnia został aresztowany w biurze wydziału artyleryjskiego zakładu mechanicznego przez gestapo. Niemal natychmiast informacja o jego aresztowaniu dotarła do komendy głównej Armii Krajowej Obwodu Stalowa Wola. Jego Komendant Kazimierz Pilat nie zlekceważył niebezpieczeństwa, jakie zawisło nad jego konspiratorami. Bowiem jego zastępcą był Romuald Wołk-Łaniewski, wiedział bardzo dużo, znał też dużo akowców. A gestapo swoimi torturami potrafiło złamać niejednego twardego człowieka i zmusić go do mówienia. Nagle do komendy dotarła informacja, że Niemcy planują wywieźć więźnia do Radomia pociągiem.

Nieudana akcja odbicia

Pilat wydał więc bezpośrednio rozkaz stalowowolskiej grupie “Kedywu” (Kierownictwo Dywersji), aby zrealizować plan odbicia na stacji kolejowej z rąk niemieckich Łaniewskiego. Stanisław Bełżyński “Kret” zabrał swoich żołnierzy i nimi obstawił rozwadowski dworzec. Czekali oni kilka godzin na gestapowski konwój. Na darmo. Bo okazało się, że w kilka godzin po aresztowaniu gestapowcy samochodem zawieźli Wołka Łaniewskiego do Radomia. Widocznie, oni się spodziewali, że aresztowany posiada informacje, które mogły rozpracować podziemie w Stalowej Woli, a także w pobliskich miasteczkach: Nisku i Rozwadowie, a zwłaszcza w zakładach hutniczo-mechanicznych.

Pobyt w Radomiu

Komendantem Radomskiego gestapo był hauptsturmfuhrer Paul Fuchs, niemiecki specjalista od walk z polskim podziemiem, szef dwóch najważniejszych referatów w Sicherpolizei. To on miał zająć się sprawą Stalowej Woli, która miała ogromne znaczenie dla przemysłu zbrojeniowego. W tym czasie stalowowolskie zakłady południowe zaczęły montować działa uniwersalne flak 8,8, były idealne do zwalczania obiektów pancernych, lotniczych oraz piechoty.

Jak mogło dojść do aresztowania inż. Łaniewskiego?

Przez całe lata, nawet już po wojnie zastanawiano się nad tym. Jan Orzeł “Kmicic”, był w czasie okupacji niemieckiej dowódcą oddziału partyzanckiego AK na Zasaniu, po latach po zakończeniu działań wojennych, że w niemieckie ręce dostały się fotografie części do dział przeciwlotniczych, jakie były wytwarzane w Stalowej Woli. Zajmujący się kontrwywiadem Fuchs zdołał ustalić, że te zdjęcia zostały wykonane w biurze zakładu mechanicznego stalowowolskich zakładów. A tam właśnie pracował Wołk-Łaniewski. Od tego momentu na polskiego inżyniera zapadł wyrok. W czasie trwania drugiej zmiany do biura wydziału artyleryjskiego (Gechschutz) wszedł Klemens Morick komendant straży zakładowej (Werkschutz) w towarzystwie inż. Nowaka, kilku pracujących w straży Ukraińców i nieznanych Niemców w Stalowej Woli. Dyżur pełnił wtedy Wołk-Łaniewski. W pomieszczeniu na długim stole leżały obsady zamka, kliny i pozostałe części działa flak 8,8. Natychmiast Niemcy porównali, zauważyła to sekretarka, fragmenty stołu, z tym, co znajdowało się na fotografiach. Zgadzało się. Wołka-Łaniewskiego wyprowadzono z zakładów pod niemiecką eskortą.

Wiosenne aresztowania

Na początku marca 1944 roku nastąpiły niemieckie aresztowania członków AK. Nie sposób dziś ustalić, ilu akowców wzięło gestapo, pierwszy proboszcz Stalowej Woli Ks. Józef Skoczyński, w swoich pamiętnikach wspomniał o czterdziestu aresztowanych, ale na afiszu niemieckim z dnia 27 marca 1944 widnieją 33 nazwiska osób, w większości byli to mieszkańcy Stalowej Woli, skazanych na karę śmierci “za zbrodnie przeciwko par. 1 i 2 rozporządzenia o zwalczaniu napadów na dzieło niemieckiej odbudowy w Generalnym Gubernatorstwie” i za “przynależenie do nielegalnej organizacji”. Byli to pracownicy stalowowolskich zakładów. Aresztowania, na dobre rozpoczęły się 4 marca, odbywały się one najczęściej w zakładach przy udziale Werkschutzu (Straży Zakładowej). Nielicznych aresztowano z domów. Ale część zagrożonych aresztowaniem zdołało uciec ze Stalowej Woli, porzucając swoją dotychczasową pracę i swój dom rodzinny. Ukrywali się daleko od Stalowej Woli albo stawali się żołnierzami stacjonujących na Zasaniu “Ojca Jana” (Franciszek Przysiężniak) i “Kmicica” (Jan Orzeł). Z osiedla uciekli także ludzie nienależących do żadnych organizacji podziemnych. Zjawisko to przybrało masowy wymiar; w marcu pracę w Zakładach porzuciło blisko czterystu ludzi. Kierownictwo niemieckie zaniepokojone rezultatem tych ucieczek wydało stosowny komunikat, w którym obiecywano amnestię dla tych, co porzucili pracę. Kurt Scholze- dyrektor zakładów uważał, że wielu zbiegło z nieuzasadnionego strachu przed aresztowaniem. Ubytek tak duże ilości pracowników wyraźnie zagrażał w uzyskaniu planowanej wielkości produkcyjnej.

Kazimierz Pilat aresztowany

9 marca do zakładów przybyli gestapowcy, komendant obwodu Pilat został ostrzeżony. Lecz on zdecydował się na powrót do biura, aby zniszczyć kompromitujące go materiały. Zdążył je zniszczyć. Ale zabrakło mu czasu, aby się wymknąć z niemieckiej obławy. Podjął decyzję o ucieczce, dokonał sforsowania ogrodzenia oddzielającego zakład mechaniczny od hutniczego, ale po drugiej strony parkanu jeden z strażników pochodzenia ukraińskiego zdołał schwytać Pilata za płaszcz. Natychmiast został otoczony i pod eskortą zawieziono autem do siedziby stalowowolskiego gestapo przy ul. Bismarckstrasse (Obecna ul.Ks. Skoczyńskiego). Tymczasem w piwnicach gestapowskich przetrzymywano aresztowanych konspiratorów. Niektórzy się znaleźli w areszcie w Rozwadowie, mieszczącym się w siedzibie sądu. Okrutne przesłuchania trwały dniem i nocą. Potem aresztowanych członków konspiracji rozdzielono i przywieziono do innych miast. Niektórzy zostali rozstrzelani w Tarnowie w Kwietniu, innych rozstrzelano w Łańcucie. Niektóre nazwiska rozstrzelanych przez Niemców znajdują się dziś na tablicy stalowowolskiego mauzoleum. Końcem lipca 1944, tuż przed wybuchem powstania, R. Wołk-Łaniewski przebywał już w Warszawie. Z Radomskiego więzienia wydostał się dzięki usilnym staraniom metropolity krakowskiego arcybiskupa Sapiehy, z którym z nim łączyły bliżej nieokreślone relacje rodzinne. Samą wojnę przeżył. Stwierdził, że jego aresztowanie nastąpiło na skutek zaniedbania. Otóż, jak twierdził, sporządził osobny wykonany odręcznie meldunek na temat produkcji zbrojeniowej i przekazał go inżynierowi Witoldowi Sznukowi. Miał być on przepisany na maszynie i przekazany łącznikowi jadącemu do Warszawy. Lecz Sznuk, jak to utrzymywał Łaniewski, meldunku nie przepisał. Sam łącznik został ujęty przez Niemców, sam meldunek wpadł w ich ręce. I tak właśnie natrafiono na trop Wołka-Łaniewskiego.

Czy aresztowania z marca 1944 r były bezpośrednim skutkiem przesłuchania “Moskala” (R. Wołk-Łaniewski)?

Władysław Pilat “Niwiński” przepisywał meldunki komendy obwodu na maszynie, jakie sporządzono na temat aresztowań, nie było więc mowy, że mógł sypać Łaniewski. Podobnego zdania był “Kmicic” (Jan Orzeł), który uważał, że aresztowania z marca nie mogły być wynikiem małej odporności “Moskala” w czasie przesłuchań gestapowskich. Podparciem tego poglądu było aresztowanie ludzi, których Wołk-Łaniewski w ogóle nie znał.

Jak Niemcy wpadli na ich trop?

Jak dokładnie Paul Fuchs i jego podkomendni wpadli na ich trop? Dziś wszyscy bohaterowie tych wydarzeń już nie żyją. Wołk-Łaniewski zmarł w Warszawie, Sznuk w latach 80-tych na śląsku, Jan Orzeł także w latach 80-tych w Warszawie. W Stalowej Woli w latach 90-tych zmarł Władysław Piłat, 18 maja 1944 roku tragicznie zginął Bełżyński…

Wieczorową porą dnia 9 marca, jeszcze przed samą godziną policyjną, “Zaremba” (Kazimierz Pilat), komendant obwodu AK, spacerował razem ze swoim synkiem Wojtkiem. Spotkał się z Wacławem Górskim “Żmudą” (Wacław Górski był przedwojennym kierownikiem szkoły powszechnej w Stalowej Woli, obecnej Szkoły podstawowej nr.1 w Stalowej Woli), zamienili między sobą kilka zdań. Na drugi dzień udał się do zakładów. Ostrzeżono go przed aresztowaniami jeszcze z samego rana. Został aresztowany 9 marca. Rudolf Opyrchał “Marek” po latach powiedział, że ktoś z torturowanych przez gestapo sypnął mojego szwagra – Wacława Grzędzińskiego i Pilata, bo aresztowano ich tego samego dnia 9 marca.

Wacław Górski w swojej relacji o latach okupacji kategorycznie stwierdził, że Niemcy znali pseudonim “Zaremba” i doskonale wiedzieli, że pod tym pseudonimem, kryje się komendant stalowowolskiego obwodu AK. Wsypał go człowiek, który jest mi znany i żyje. Teraz nazwisko jest nieważne…

Pilat dołączył do aresztowanych wcześniej ponad dwudziestu akowców. Informacja o aresztowaniu komendanta w ciągu tego samego dnia dotarła do inspektoratu AK w Tarnobrzegu, a także do komendy podokręgu “Woda” w Rzeszowie. Tarnobrzeski inspektor “Boryna” (Mjr. Stefan Łuczyński) podjął decyzję o odbiciu “Zaremby” i uwięzionych żołnierzy AK. W piwnicach gestapo osadzono około czterdziestu akowców, ale najgroźniejsze w skutkach zatrzymanie “Zaremby”, ponieważ na skutek okrutnych tortur Niemcy mogli wiele uzyskać informacji, co mogło w rezultacie doprowadzić do rozbicia konspiracji. Początkowo “Boryna” zamierzał podjąć akcję odbicia, wykorzystując własne siły i nawet wydał stosowne rozkazy. Ale w samej komendzie podokręgu uznano, że zadanie uwolnienia więźniów przy Bismarckstrasse należy powierzyć jednak oficerowi dywersji “Wody”, Zenonowi Sobocie ps. “Świda”, który miał już za sobą niezwykle udaną akcję opanowania więzienia i uwolnienia członków podziemia w Jaśle.

Plan odbicia “Zaremby”

Przebywając w Mielcu (a wcześniej na początku marca przebywał na inspekcji w obwodzie niżańskim) “Świda”, rozpoczął dowodzenie, wydając pierwsze rozkazy przez łączników, w dniu 10 marca swoje obowiązki powierzył do odwołania komendanta obwodu “Bystremu” (Ryszard Śliżyński). Ponadto z jego polecenia postawiono natychmiast w stan pogotowia bojowego – marszowego specjalny zespół bojowy w składzie: “Kret” (Stanisław Bełżyński – wówczas zastępca oficera dywersji obwodu AK Nisko)

+ 12 członków zespołu i zaopatrzyć ich w najlepszą broń krótką i maszynową oraz granaty. Wydania broni zażądzać od dowódców placówek terenowych, a to zgodnie z poprzednio wydanymi rozkazami “Zaremby” (…) “Wójt” (Sołtys Stanisław, ówczesny oficer dywersji obwodu. Nisko) zgłosi się na moim np. W Mleku (Mielec) w dniu 11 bm. O godzinie 6.20 na punkt, który wskaże mu “Leśnik” (Leon Kobzdej).

“Bystry” i oficer informacyjny “Wilczur” (Marian Dziubiński) otrzymali rozkaz dokładnego rozpoznania miejsca, w którym to przetrzymywano aresztowanych akowców ze Stalowej Woli i Rozwadowa, jak dobrze jest strzeżone więzienie i jakie są możliwości porozumienia z “Zarembą”. W rejonie Niska przewidziano punkty na koncentracje 5 oddziałów bojowych w łącznej sile 65 ludzi. Sobota zwrócił się więc do komendy rzeszowskiego Podokręgu, aby ustalić, czy czasem Niemcy nie przewieźli więźniów ze Stalowej Woli do Jarosławia lub Rzeszowa. Wtedy zaplanowaną akcję odbicia więźniów przeprowadzaliby akowcy z inspektoratu przemyskiego lub rzeszowskiego. W planowanej akcji odbicia więźniów ze Stalowej Woli miał wziąć udział oddział “Jędrusiów” i obwodu tarnobrzeskiego. Zarządzono również pogotowie bojowe oddziału “Tygrysa” (Mikołaj Turczyn) działającego na Zasaniu. W akcji odbicia aresztowanych miały ponadto wziąć udział oddział dywersyjny “Lwa” (Henryk Paterek), oddział partyzancki “Stalin” (Jan Orzeł) oraz żołnierze AK z Niska, Pysznicy, Jastkowic, Rudnika i Rozwadowa.

Do Stalowej Woli zjechało się kilkudziesięciu bojowników z Rzeszowa, Mielca, Tarnobrzega, Rudnika, a nawet z samego Krakowa. Na dworcu “odbierały” ich siostry Zofia i Krystyna Skowronówny, pełniły one rolę łączniczek. Problemem było rozlokowanie przybyszów. Niektórych zakwaterowano w lokalu “Kedywu” na “Górce” w Rozwadowie, dwudziestu w klasztorze OO. Kapucynów, innych rozlokowano po domach prywatnych w Rozwadowie, Stalowej Woli, Charzewicach, Pławie. Zdarzył się w Rozwadowie przypadek, gdzie wcześniej godzący się na przyjęcie mieszkańcy, ze strachu przed konsekwencjami, w ostatniej chwili zrezygnowali, pozostawiając ich na pastwę godziny policyjnej. Jedzenie stanowiło dla nich nie lada problem, bowiem wykupowanie nadmiernej ilości jedzenia mogło wzbudzić podejrzenia. Na szczęście piekarz Tadeusz Skruch, zresztą nie należał on do konspiratorów, zaopatrywał ich w świeży chleb. Zgromadzono broń i materiały wybuchowe, 15 marca “Świda” był już gotowy do przeprowadzenia akcji. Miał przy sobie do dyspozycji 2 cekaemy, 12 erkaemów, 4 mpi, 80 granatów ręcznych.

W związku z przewidzianym wycofaniem oddziałów i ewakuacją odbitych więźniów za San przygotowano środki przewozowe w postaci 2 łodzi o łącznej pojemności 18 osób. W dniu akcji dojdzie jeszcze dwa łodzie na około 20 osób. Dla zabezpieczenia przewozu oddziałów i więźniów przygotowano utworzenie na obu brzegach Sanu odpowiednio bronionych przyczółków.

Koniec części pierwszej

Artykuł napisał Jacek Furman

 

Dodaj komentarz