Wstęp
Znajdująca się w Rozwadowie krótka uliczka, która w czasach PRL nosiła nazwę 15 grudnia, był to dzień zjazdu Polskiej Partii Robotniczej i Polskiej Partii Socjalistycznej, w którego wyniku tego połączenia powstała Polska Zjednoczona Partia Robotnicza. Po wielu latach po wojnie, w grudniu 1992 roku Rada Miejska Stalowej Woli podjęła decyzję o zmianie ulicy z 15 grudnia na Stanisława Bełżyńskiego.
Gdzie znajdowała się siedziba dawnego Kedywu
Przy tej ulicy, na ścianie dawnego kina Skoczka w Rozwadowie znajduje się wykonana ze stali tablica pamiątkowa, a nad nią znajduje się krzyż, na którego złączeniu ramion jest stylizowany orzeł bez korony z napisem: Za Polskę wolność i lud.
Poniżej znajduje się tablica z napisem:
W tym budynku znajdował się w okresie okupacji hitlerowskiej lokal konspiracyjny stalowowolskiego obwodu Armii Krajowej, główna siedziba Kedywu tzw. Rozwadowska “Górka”
Niniejszą tablicę odsłonięto 18 maja 1984 roku w czterdziestą rocznicę likwidacji “Górki” przez Niemieckie gestapo, celem upamiętnienia tego miejsca oraz walki bohaterskiej podziemia konspiracyjnego w Stalowej Woli i okolicach z niemieckim najeźdźcą, Społeczeństwo Stalowej Woli.
Na samym dole, pod tablicą znajdują się pręty ze stali, orzeł bez korony na głowie, miejsce na znicze. Na chodniku jest pojemnik na kwiaty. W części centralnej znajduje się napis “AK” …
Co opisuje kronika O. Geralda Rysza pod dniem 18 V 1944 r.
Kronikarz rozwadowskiego klasztoru oo. Kapucynów O. Gerald Rysz pod dniem 18 maj 1944 napisał:
Z rana było pochmurno i robi się coraz niespokojnie, bo znowu na torze kolejowym między Rozwadowem a Stalową Wolą podłożono materiał wybuchowy, na który w nocy ok. 1-ej najechał pociąg towarowy. Już do południa uruchomiono ruch kolejowy. Nad ranem była strzelanina koło stacji kolejowej do jakiś osobników w domu dawnego kina. Są podobno zabici i ranni. Były też jakieś aresztowania (?)
“Ostoja”
W roku 1943 wysiedleniec z Poznania Zbigniew Gogojewicz “Ostoja”, pracował w rejonie Rozwadowa w wywiadzie Armii Krajowej. Był przez jakiś czas łącznikiem Eryka Kandziory, także wysiedleńca z Wielkopolski, który zajmował się wywiadem strategicznym AK. W jego warsztacie zegarmistrzowskim mieściła się skrzynka kontaktowa. Ale po czasie Gogojewicza odsunięto od pracy w wywiadzie. Wówczas uzyskał kontakty z jednym z działających na terenie Lubelszczyzny oddziałów partyzanckich. W swoje działania raz udało mu się wciągnąć Eryka Kandziorę. Zostawił u jego domu broń, po którą miał zgłosić się łącznik. “Ostoja” zdradził Niemcom miejsce złożenia broni. Kandziora został przez Niemców aresztowany i wywieziony do rzeszowskiego więzienia na zamku.
Samego Gogojewicza gestapo aresztowało 17 maja 1944 roku. W ciągu następnego dnia, z samego białego rana dwaj funkcjonariusze gestapo udali się w kierunku domu Leszka Kamińskiego, aby go aresztować, Gogojewicz znał potencjalnie Kamińskiego. Mieszkał na poddaszu budynku dawnego kina. Był pracownikiem Zakładów Południowych, a do AK został zaprzysiężony w roku 1943.
Jak wyglądała baza rozwadowskiego “Kedywu”
Członek Armii Krajowej Obwodu Stalowa Wola Jerzy Łyżwa w ramach swojej książki “Wierchami Karpat” tak wspomina mieszkanie Kamińskiego, w którym to znajdowała się baza stalowowolskich bojówek AK Kedywu (Kierownictwo Dywersji Armii Krajowej):
Był to stały mieszkaniec “Górki”, Leszek zwany “Głazem” wraz z nim dyżurowała łączniczka Zosia. Prowadzeni za ręce przez ciemny strych dotarliśmy, potykając się o belki stropowe, do następnych drzwi, które szeroko rozwarte, wpuściły nas do wnętrza. To ta sławna “Górka” (…) Pokój, a właściwie pokoik, był niewielki, cztery metry na trzy, oświetlony małą żarówką. Nie miał zupełnie okien (Później wybito w ścianie szczytowej okienko, który właściwie służyło do obserwacji ulicy). Jedyne światło dzienne dostawało się przez oszklony otwór w dachu, zaciemniony papierem (…) “Górka” stała się własnością publiczną i przeszła do historii (…) Wchodzącego do tego pokoiku uderzało jedno – rysunki na ścianie. Na wybielonych ścianach pełno było rysunków węglem i kolorowych malowideł (…) Potem dopiero zwracało się uwagę na umeblowanie. Cóż, mebli tam właściwie nie było. Jeden tapczan – prycza ogromnych rozmiarów, dwie półki wiszące, a raczej regały pełne broni i amunicji (…) Na zwykłym stole najprawdziwszy cekaem pod taśmą (…) Obok niego leżał karabin z lunetą i sztucer myśliwski. Na półkach regałów równo poukładane pistolety różnego typów, ale jednego kalibru 9 mm. Były tam między innymi visy i mauzery. Obok każdego pistoletu leżała dość duża skórzana torebka z amunicją i zapasowymi magazynkami. To była broń dywersyjna i niezawodna amunicja, którą przydzielono na akcję. Obok broni leżały kostki trotylu, zapalniki do min i granaty obronne, przewody ogniowe i lonty Pickforda, “Górka” była nie tylko lokalem konspiracyjnym, ale i podręczną zbrojownią. Zapasami broni i amunicji opiekował się Leszek – nasz oficer broni.
Dzień likwidacji przez Niemców lokalu “Górka”
Początkowo Niemcy nie zdawały sobie sprawy, co im dostało się w ręce. Dwaj gestapowcy, o godzinie 5-tej rano i zapytali się oni tutejszych gospodarzy o Leszka Kamińskiego. Młoda dziewczyna Janina Kalarusówna zorientowała się, o co Niemcom chodzi i zgodnie ze faktycznym stanem, że taki tu nie mieszka. W dokumentach starostwa Kamiński miał na imię Czesław i tak był właśnie odnotowany w książce meldunkowej. Natomiast ochrzczony był w kościele jako Leszek. Po tej wizycie Niemcy poszli sprawdzić ten stan faktyczny, co może potwierdzić, że nie poznali swojego odkrycia. Niemal po wizycie Niemców dziewczyna dała o niemieckiej wizycie. I wtedy była szansa na spokojne opuszczenie miejsca zagrożonego. Ale nerwy i tak dały sobie znać – zabrać czy ukryć niezbędne przedmioty takie jak broń, dokumenty… “Głaz “ (Leszek Kamiński) tak wspomina wydarzenia z 18 maja 1944 roku:
Zaczyna się bałagan. Co robić? Przede wszystkim ukryć, co jest do ukrycia. Przez okno widzę, że dwa domy dalej jakiś ruch, tam mieszkała nauczycielka. Może to jakieś branie zakładników? “Kret” mówi “Realizujemy nasz plan”. W sali kinowej były wentylatory zakończone metalową ozdobą. I tam była klapa stale zamknięta. Gdyby doszło do wpadki mieliśmy wybić te ozdóbki i tamtędy uciekać. Zaczynaliśmy wybijać, ale idzie nam opornie, nie możemy usunąć tych wszystkich przeklętych ozdóbek. Co robić? Sytuacja bez wyjścia, nie przewidzieliśmy takiej ewentualności. Skryliśmy się więc na strychu, gdzie kto mógł, za belki, w kątach. Ja z granatem zostałem w pokoju. Gestapowcy wrócili. Kalarusówna dostała po twarzy, idą po schodach na górę. Zaczynają atakować drzwi, wreszcie udało się im je wywalić. Widzę jak “Kret” naciska spust pistoletu maszynowego i nic. Cisza. Jeszcze raz i znów nic. Dwaj gestapowcy stoją przy drzwiach. Wtedy “Mały” zaczął strzelać. Niemcy zbiegają po schodach, ostrzeliwując się z pistoletów. “Korski” strzelał za nami, ale sam oberwał, co prawda była to lekka rana, ponieważ uratował go zwój banknotów w kieszeni na piersi. I nadal nie wiemy co robić. Wtedy, gdy Niemcy pobiegli po pomoc, mogliśmy wyjść spokojnie, ale nam, to chyba, obsesja, zachciało się forsować salę kinową wypełnioną po sufit koszami. Do sali kinowej dostaliśmy się przez balkon, drzwi zamknęły za nami “Słoniątka” i spokojnie wyszły na zewnątrz. Bez żadnych napotkanych trudności oddaliły się od “Górki”. Rozgrzebujemy kosze, wreszcie przebiliśmy się do wolnej przestrzeni i na nas zwaliły się kosze. Ktoś zgubił broń, ktoś latarkę. I znów: co robić? Patrzę, a tu prześwituje światło. Okna w sali kinowej miały od zewnątrz drewniane okiennice. Dostaliśmy się do okna, udało się je otworzyć i jeden za drugim stawał i “szczupakiem” skakał do ogrodu. Jesteśmy wszyscy na zewnątrz, został tylko Staszek Szumielewicz “Kryspin”. Ze Staszkiem Korflem “Korskim” i Zygmuntem Kajzerem “Małym” wpadłem w ogrody i udało się nam zbiec. “Kret” zaś uznał, że należy realizować dalszą część planu odwrotu: ucieczka przez stację kolejową, tory i do lasu. W czasie odwrotu zaczął się ostrzeliwać (gestapowcom pomoc zapewniło oddział bahnschutzów w razie obławy), udało się mu przesadzić parkan, przebiec przez tory kolejowe. I znalazł się na otwartej powierzchni. Gdy żołnierze niemieccy zauważyli “Kreta” po prostu go zastrzelili “Kret” (Stanisław Bełżyński) padł, a między czasie “Kryspin” został w koszach. Zmuszeni przez Gestapo pracownicy zakładów, którzy oczekiwali na pociąg do Stalowej Woli do wybierania z sali kinowej koszy. Wreszcie dokopali się do okien, na którym jednym z nich był Szumielewicz. Mógł zabić gestapowca i uciekać, co w sił nogach, zawahał się, ale strzelający w jego kierunku Niemiec już nie. Ciężko rannego w brzuch “Kryspina” wsadzono do samochodu i zawieziono go do Stalowej Woli. Prawdopodobnie zmarł już w drodze.




















