Likwidacja Rozwadowskiego “Kedywu”

0
363

Wstęp

Znajdująca się w Rozwadowie krótka uliczka, która w czasach PRL nosiła nazwę 15 grudnia, był to dzień zjazdu Polskiej Partii Robotniczej i Polskiej Partii Socjalistycznej, w którego wyniku tego połączenia powstała Polska Zjednoczona Partia Robotnicza. Po wielu latach po wojnie, w grudniu 1992 roku Rada Miejska Stalowej Woli podjęła decyzję o zmianie ulicy z 15 grudnia na Stanisława Bełżyńskiego.

Gdzie znajdowała się siedziba dawnego Kedywu

Przy tej ulicy, na ścianie dawnego kina Skoczka w Rozwadowie znajduje się wykonana ze stali tablica pamiątkowa, a nad nią znajduje się krzyż, na którego złączeniu ramion jest stylizowany orzeł bez korony z napisem: Za Polskę wolność i lud.

Poniżej znajduje się tablica z napisem:

W tym budynku znajdował się w okresie okupacji hitlerowskiej lokal konspiracyjny stalowowolskiego obwodu Armii Krajowej, główna siedziba Kedywu tzw. Rozwadowska “Górka”

Niniejszą tablicę odsłonięto 18 maja 1984 roku w czterdziestą rocznicę likwidacji “Górki” przez Niemieckie gestapo, celem upamiętnienia tego miejsca oraz walki bohaterskiej podziemia konspiracyjnego w Stalowej Woli i okolicach z niemieckim najeźdźcą, Społeczeństwo Stalowej Woli.

Na samym dole, pod tablicą znajdują się pręty ze stali, orzeł bez korony na głowie, miejsce na znicze. Na chodniku jest pojemnik na kwiaty. W części centralnej znajduje się napis “AK” …

Co opisuje kronika O. Geralda Rysza pod dniem 18 V 1944 r.

Kronikarz rozwadowskiego klasztoru oo. Kapucynów O. Gerald Rysz pod dniem 18 maj 1944 napisał:

Z rana było pochmurno i robi się coraz niespokojnie, bo znowu na torze kolejowym między Rozwadowem a Stalową Wolą podłożono materiał wybuchowy, na który w nocy ok. 1-ej najechał pociąg towarowy. Już do południa uruchomiono ruch kolejowy. Nad ranem była strzelanina koło stacji kolejowej do jakiś osobników w domu dawnego kina. Są podobno zabici i ranni. Były też jakieś aresztowania (?)

“Ostoja”

W roku 1943 wysiedleniec z Poznania Zbigniew Gogojewicz “Ostoja”, pracował w rejonie Rozwadowa w wywiadzie Armii Krajowej. Był przez jakiś czas łącznikiem Eryka Kandziory, także wysiedleńca z Wielkopolski, który zajmował się wywiadem strategicznym AK. W jego warsztacie zegarmistrzowskim mieściła się skrzynka kontaktowa. Ale po czasie Gogojewicza odsunięto od pracy w wywiadzie. Wówczas uzyskał kontakty z jednym z działających na terenie Lubelszczyzny oddziałów partyzanckich. W swoje działania raz udało mu się wciągnąć Eryka Kandziorę. Zostawił u jego domu broń, po którą miał zgłosić się łącznik. “Ostoja” zdradził Niemcom miejsce złożenia broni. Kandziora został przez Niemców aresztowany i wywieziony do rzeszowskiego więzienia na zamku.

Samego Gogojewicza gestapo aresztowało 17 maja 1944 roku. W ciągu następnego dnia, z samego białego rana dwaj funkcjonariusze gestapo udali się w kierunku domu Leszka Kamińskiego, aby go aresztować, Gogojewicz znał potencjalnie Kamińskiego. Mieszkał na poddaszu budynku dawnego kina. Był pracownikiem Zakładów Południowych, a do AK został zaprzysiężony w roku 1943.

Jak wyglądała baza rozwadowskiego “Kedywu”

Członek Armii Krajowej Obwodu Stalowa Wola Jerzy Łyżwa w ramach swojej książki “Wierchami Karpat” tak wspomina mieszkanie Kamińskiego, w którym to znajdowała się baza stalowowolskich bojówek AK Kedywu (Kierownictwo Dywersji Armii Krajowej):

Był to stały mieszkaniec “Górki”, Leszek zwany “Głazem” wraz z nim dyżurowała łączniczka Zosia. Prowadzeni za ręce przez ciemny strych dotarliśmy, potykając się o belki stropowe, do następnych drzwi, które szeroko rozwarte, wpuściły nas do wnętrza. To ta sławna “Górka” (…) Pokój, a właściwie pokoik, był niewielki, cztery metry na trzy, oświetlony małą żarówką. Nie miał zupełnie okien (Później wybito w ścianie szczytowej okienko, który właściwie służyło do obserwacji ulicy). Jedyne światło dzienne dostawało się przez oszklony otwór w dachu, zaciemniony papierem (…) “Górka” stała się własnością publiczną i przeszła do historii (…) Wchodzącego do tego pokoiku uderzało jedno – rysunki na ścianie. Na wybielonych ścianach pełno było rysunków węglem i kolorowych malowideł (…) Potem dopiero zwracało się uwagę na umeblowanie. Cóż, mebli tam właściwie nie było. Jeden tapczan – prycza ogromnych rozmiarów, dwie półki wiszące, a raczej regały pełne broni i amunicji (…) Na zwykłym stole najprawdziwszy cekaem pod taśmą (…) Obok niego leżał karabin z lunetą i sztucer myśliwski. Na półkach regałów równo poukładane pistolety różnego typów, ale jednego kalibru 9 mm. Były tam między innymi visy i mauzery. Obok każdego pistoletu leżała dość duża skórzana torebka z amunicją i zapasowymi magazynkami. To była broń dywersyjna i niezawodna amunicja, którą przydzielono na akcję. Obok broni leżały kostki trotylu, zapalniki do min i granaty obronne, przewody ogniowe i lonty Pickforda, “Górka” była nie tylko lokalem konspiracyjnym, ale i podręczną zbrojownią. Zapasami broni i amunicji opiekował się Leszek – nasz oficer broni.

Dzień likwidacji przez Niemców lokalu “Górka”

Początkowo Niemcy nie zdawały sobie sprawy, co im dostało się w ręce. Dwaj gestapowcy, o godzinie 5-tej rano i zapytali się oni tutejszych gospodarzy o Leszka Kamińskiego. Młoda dziewczyna Janina Kalarusówna zorientowała się, o co Niemcom chodzi i zgodnie ze faktycznym stanem, że taki tu nie mieszka. W dokumentach starostwa Kamiński miał na imię Czesław i tak był właśnie odnotowany w książce meldunkowej. Natomiast ochrzczony był w kościele jako Leszek. Po tej wizycie Niemcy poszli sprawdzić ten stan faktyczny, co może potwierdzić, że nie poznali swojego odkrycia. Niemal po wizycie Niemców dziewczyna dała o niemieckiej wizycie. I wtedy była szansa na spokojne opuszczenie miejsca zagrożonego. Ale nerwy i tak dały sobie znać – zabrać czy ukryć niezbędne przedmioty takie jak broń, dokumenty… “Głaz “ (Leszek Kamiński) tak wspomina wydarzenia z 18 maja 1944 roku:

Zaczyna się bałagan. Co robić? Przede wszystkim ukryć, co jest do ukrycia. Przez okno widzę, że dwa domy dalej jakiś ruch, tam mieszkała nauczycielka. Może to jakieś branie zakładników? “Kret” mówi “Realizujemy nasz plan”. W sali kinowej były wentylatory zakończone metalową ozdobą. I tam była klapa stale zamknięta. Gdyby doszło do wpadki mieliśmy wybić te ozdóbki i tamtędy uciekać. Zaczynaliśmy wybijać, ale idzie nam opornie, nie możemy usunąć tych wszystkich przeklętych ozdóbek. Co robić? Sytuacja bez wyjścia, nie przewidzieliśmy takiej ewentualności. Skryliśmy się więc na strychu, gdzie kto mógł, za belki, w kątach. Ja z granatem zostałem w pokoju. Gestapowcy wrócili. Kalarusówna dostała po twarzy, idą po schodach na górę. Zaczynają atakować drzwi, wreszcie udało się im je wywalić. Widzę jak “Kret” naciska spust pistoletu maszynowego i nic. Cisza. Jeszcze raz i znów nic. Dwaj gestapowcy stoją przy drzwiach. Wtedy “Mały” zaczął strzelać. Niemcy zbiegają po schodach, ostrzeliwując się z pistoletów. “Korski” strzelał za nami, ale sam oberwał, co prawda była to lekka rana, ponieważ uratował go zwój banknotów w kieszeni na piersi. I nadal nie wiemy co robić. Wtedy, gdy Niemcy pobiegli po pomoc, mogliśmy wyjść spokojnie, ale nam, to chyba, obsesja, zachciało się forsować salę kinową wypełnioną po sufit koszami. Do sali kinowej dostaliśmy się przez balkon, drzwi zamknęły za nami “Słoniątka” i spokojnie wyszły na zewnątrz. Bez żadnych napotkanych trudności oddaliły się od “Górki”. Rozgrzebujemy kosze, wreszcie przebiliśmy się do wolnej przestrzeni i na nas zwaliły się kosze. Ktoś zgubił broń, ktoś latarkę. I znów: co robić? Patrzę, a tu prześwituje światło. Okna w sali kinowej miały od zewnątrz drewniane okiennice. Dostaliśmy się do okna, udało się je otworzyć i jeden za drugim stawał i “szczupakiem” skakał do ogrodu. Jesteśmy wszyscy na zewnątrz, został tylko Staszek Szumielewicz “Kryspin”. Ze Staszkiem Korflem “Korskim” i Zygmuntem Kajzerem “Małym” wpadłem w ogrody i udało się nam zbiec. “Kret” zaś uznał, że należy realizować dalszą część planu odwrotu: ucieczka przez stację kolejową, tory i do lasu. W czasie odwrotu zaczął się ostrzeliwać  (gestapowcom pomoc zapewniło oddział bahnschutzów w razie obławy), udało się mu przesadzić parkan, przebiec przez tory kolejowe. I znalazł się na otwartej powierzchni. Gdy żołnierze niemieccy zauważyli “Kreta” po prostu go zastrzelili “Kret” (Stanisław Bełżyński) padł, a między czasie “Kryspin” został w koszach. Zmuszeni przez Gestapo pracownicy zakładów, którzy oczekiwali na pociąg do Stalowej Woli do wybierania z sali kinowej koszy. Wreszcie dokopali się do okien, na którym jednym z nich był Szumielewicz. Mógł zabić gestapowca i uciekać, co w sił nogach, zawahał się, ale strzelający w jego kierunku Niemiec już nie. Ciężko rannego w brzuch “Kryspina” wsadzono do samochodu i zawieziono go do Stalowej Woli. Prawdopodobnie zmarł już w drodze.

Na strychu dawnego kina rozwadowskiego, znajdował się lokal konspiracyjny „Górka”. Został zlikwidowany 18 maja 1944 roku przez niemieckie gestapo (Fot. Leliwa.pl)

Twierdzono, że Szumielewicz o pomoc medyczną poprosił doktora Krasonia – Doktor Krasoń został wezwany przez Niemców – aby on pomógł on skończyć Szumielewiczowi życie. Gdzie został pochowany “Kryspin”? Nie wiadomo. Zbiegowie ukrywali się w pobliskich Charzewicach u “Sybiraka”, na drugi dzień pojechali do Rudnika, skąd po niedługim czasie zostali przerzuceni na Zasanie do oddziału partyzanckiego “Kmicica” (Jan Orzeł).

Jak doszło do wsypy, która miała tragiczny skutek

Gestapo w czasie akcji na “Górce” zdobyło doskonały punkt rozbicia stalowowolskiego obwodu AK, w ich ręce wpadły lista pseudonimów, a nawet zdjęcia do fałszywych kennkart. Niemieckie aresztowania zmuszały zagrożonych Akowców do ucieczki ze Stalowej Woli i Rozwadowa. Nieliczni trafili do oddziału partyzanckiego “Kmicica” (Jan Orzeł), a niektórzy znaleźli schronienie u samego “Ojca Jana” (Franciszek Przysiężniak), większość uciekinierów ukrywała się w odległych miejscowościach.

Raport “Wilczego Łyka” placówki AK (Rozwadów) tak opisuje zdradę “Ostoi” z dnia 23 maja 1944 roku:

W trzecim dniu po zamknięciu “Ostoi” Gestapo wydobyło z magazynów “Ostoi” paczkę amunicji, materiały wybuchowy, miny. Dla nas memento “Ostoja” sypie! Wszelkie środki ostrożności zostały zachowane.

Niespełna dwadzieścia dni później po likwidacji rozwadowskiego “Kedywu” w sprawozdaniu rozwadowskiej AK pisano:

Dnia 6 VI 44 Gestapo otoczyło dom Wolskich poszukując ich. Wolskiego nie było. Wolska niemal cudem ocalała (wymknęła się Niemcom) został jednak aresztowany brat Wolskiego.

“Ostoja” nie należał do zbyt zorientowanych w układzie konspiracyjnym, bo zanim gestapowcy przystąpili do obławy na “Wolskiego” (Józef Wachsman-Kruczkiewicz) wzięli z mieszkania inż. Bogumiła Wolskiego. Poprowadzono go w kierunku samochodów z zasłoniętymi oknami, otwarły się drzwi i ktoś nagle powiedział, że o tego chodzi i przerażonego inżyniera zwolniono. A miał powody do paniki, bo był aresztowany w maju 1940 (18 maj 1940 r- pierwsze niemieckie aresztowania w Rozwadowie, Stalowej Woli, Nisku i okolicznych miejscowości), przebywał wówczas w więzieniu w Tarnowie, nie będąc pewny swego jutra.

Wspomnienie “Waschmana” (Józef Kruczkiewicz) próby jego aresztowania:

6 czerwca 1944 okrążono dom, ale nie byłem wtedy u siebie, jakbym coś przeczuwał. Zresztą po wpadce “Górki” czułem się zagrożony byłem nie raz, z żoną żywność chłopakom donosiliśmy, prawie codziennie. Gdy okrążono dom, mnie nie było, więc zabrali brata, który nie był w nic wtajemniczony. Zresztą niedawno przyjechał ze wschodu. Gdy Niemcy rewidowali gospodarstwo Cacajów, naszych sąsiadów (były tam dwa budnyki, jeden drewniany, drugi murowany), zastali tam moją żonę. Powiedziała, że nazywa się Ciołkosz, bo gdyby powiedziała, że Waschman, z miejsca by ją zabrali. Ciołkosz to było jej panieńskie nazwisko. Ale kenkartę miała na nazwisko Waschman. Rzuciła ją niepostrzeżenie za łóżko i położyła dziecko. Jeden z Niemców spytał, co kombinuje, ale na szczęście uwierzono, że układa dziecko do snu. Żaden z nich nie spojrzał na łóżko. Niemcy odkryli tunel z mego domu na posesję Cacajów, znaleźli tam radio. Aresztowali Ślepeckiego i mojego brata Jana Waschmana. Obu wywieziono do Rzeszowa. Ślepeckiego, już jako nowego człowieka na terenie Rozwadowa po jakimś czasie wypuszczono na wolnośc, brata mojego natomiast zesłano do Auschwitz, a potem do Orianienburga, gdzie został rozstrzelany w czasie ewakuacji obozu. Musiałem uciekać po tej wpadce. Władek Kuryłko, Ukrainiec mieszkający na rozwadowskich Piaskach, załatwił mi i trzem moim najbliższym towarzyszom niedoli malowanie mostu kolejowego niedaleko Beska. Mieszkaliśmy na wsi, tam mieliśmy wynajęte mieszkanie. Wtedy występowałem już pod nazwiskiem Kruczkiewicz. Do Rozwadowa już nie powróciłem. Po wejściu Armii Czerwonej w 1945 roku razem z żoną wyjechaliśmy na ziemie zachodnie (Ziemie Odzyskane).

Po wpadce “Górki” pod koniec maja 1944 roku komendant obwodu AK “Irka” (Bolesław Rudziński) przeniósł swą siedzibę do Rudnika nad Sanem, dokonał w stopniu znacznym zmianę kryptonimów placówek i dowódców, swój pseudonim zmienił na “Selim”. Te drastyczne ruchy w tamtym czasie miały na celu ratowanie przed aresztowaniami przez gestapowców. Te trwały, ale nie na taką skale jak w marcu, ale jednak one trwały. Ujęty został Jan Pałczyński, Spytka Jordana – kierownika gospodarczego ze Stalowej Woli, powód aresztowania Jordana to “Pomoc w napadach dokonanych przez przynależnych do nielegalnej organizacji” – jak to obwieszczali to Niemcy, Juliana Górala z zawodu tokarz ze Stalowej Woli “Za nielegalne nabycie broni względnie części do broni”. Henryka Żelaznego. Wszyscy zostali zamordowani przez Niemców. W Stalowej Woli schwytano jeszcze, lecz w późniejszym czasie Feliksa Kidawę i Henryka Trojanowskiego, a także kobietę Jadwigę Budkiewicz. Zostali zesłani do obozu koncentracyjnego, który wszyscy szczęśliwie go przeżyli.

Majowe aresztowania w Nisku i okolicznych miejscowościach

21 maja 1944 roku współpracujące gestapo z żandarmerią niemiecką dokonały aresztowań w Wolinie niedaleko Niska. Zostali aresztowani Maria Pyzińska z domu rodzinnego Kozów, Walentego Kozę, Romana Wojtaka, Wawrzyńca Hetnara. Nikt z nich nie przeżył. Czy te ostatnie aresztowania były wynikiem wsypy “Ostoi”, trudno otrzymać na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi. Niemcy w ostatnich miesiącach wojny nie poprzestali na zaplanowanych akcjach. Zdarzyło się i tak. Według wspomnień Czesława Cubera “Cygan”:

24 maja 44 roku była obława na dworcu kolejowym w Rozwadowie. Zaczęło się gdzieś o szóstej rano. Stację otoczyli bahnschutze, werkschutze, niemiecka żandarmeria, policja granatowa. Obecni tam byli również trzej gestapowcy. Już na dworcu, w przejściu następowała selekcja przeprowadzona przez gestapo. Wówczas jechałem z polecenia organizacji do Sandomierza, żeby w określonym miejscu przekazać niewielki pakuneczek. Zatrzymano mnie podobnie jak wielu innych. Na szczęście znalazł się na miejscu policjant granatowy i zaryzykowałem, Szeptem mówię mu, że chce się czegoś pozbyć. Skinął na mnie, abym się przesunął między zatrzymanymi. Gdy byłem już blisko niego spod mojej pachy wyciągnął teczkę z fatalną przesyłką. Zdołał mi przekazać, że pochodzi z Gorzyc i nazywa się Lipna, więc poprosiłem go, aby w tamtej wsi przekazał paczkę Dulowi. Udało się. Potem nas ustawiono w czwórki i poprowadzono do rozwadowskiego aresztu. Tego samego dnia odbyło się przesłuchanie. Miałem iść jako pierwszy, byłem przerażony. Widział to jeden z zatrzymanych, postawny mężczyzna w skórzanym płaszczu poszedł za mnie. I zaczęli go bić. Niedługo i mnie zaczęli przesłuchiwać. Dokąd jechałeś? “Do Sandomierza”, “Po co?” Dlaczego nie jesteś w pracy? “Dziś mam wolny dzień”. Faktycznie się zgadzało, miałem wtedy dzień wolny od pracy. Kazali mi wszystko wyjąć z kieszeni. A miałem niewiele, różne drobiazgi, fotografię narzeczonej z dedykacją, instrukcję hodowli królików. Obszukano mnie całego, nawet polecali mi buty zdjąć, co szło mi zresztą bardzo opornie. Widząc to, jeden z Niemców pomógł je zsunąć. O osiemnastej wieczorem do celi naszej – a było – przychodzi do nas strażnik i mówi, wychodzić. Już nam zdawało się, że biorą nas “na rozwałkę”. A tymczasem on powiedział, brać swoje rzeczy i oto znaleźliśmy na ulicy. Natychmiast z miejsca wyruszyłem do Stalowej Woli, żeby dać się znać. W mieszkaniu Kislingera zastałem jego samego, Dziubińskiego i Trojanowskiego. Zastanawiali się oni co robić dalej, skoro mnie aresztowano. Jakaż była radość z ich strony, jak mnie zobaczyli i dowiedzieli się jak upłynniłem przesyłkę… Jak się później okazało policjant granatowy o nazwisku Lipina przekazał ową teczkę z zawartością.

Zakończenie

Zbigniew Gogojewicz “Ostoja” ocalił swoją skórę. Zdradził AK, godząc się na współpracę z Niemcami, ale jednak został wywieziony w lipcu do więzienia przy ulicy Montelupich w Krakowie i tam był bezużyteczny dla gestapo. Wyzwolenie przez Rosjan w styczniu 1945 roku dało mu wolność. Tuż po wojnie przystąpiono do ekshumacji zwłok Stanisława Bełzyńskiego, jego ciało zostało przeniesione do stalowowolskiego mauzoleum. Po jego śmierci żona Krystyna razem z córkami wyjechała do Warszawy. Zginęła w Powstaniu Warszawskim. Stanisław Korfel uratował swoje życie, ale niespełna miesiąc później i on poległ, walcząc z niemiecką obławą na partyzantów w okolicach Ulanowa. Jego szczątki znajdują się także na stalowowolskim cmentarzu.

Żródło

“Fragm książki “Przechodniu, pochyl czoła” autorstwa Dionizego Garbacza, sztafeta 2017”

Artykuł napisał:

Jacek Furman

 

Dodaj komentarz