Jubilatka ma 103 latka

0
286
Maria Mirecka - Loryś, źródło : stalowka.net

                                            7 lutego 1916 roku w Ulanowie na Podkarpaciu urodziła się Maria Mirecka-Loryś ps „Marta” -działaczka polskiego podziemia narodowego, członkini Narodowej Organizacji Wojskowej, Komendantka Główna Narodowego Zjednoczenia Wojskowego Kobiet, członkini ZG  Związku Polek w Ameryce oraz dyrektor Krajowego Zarządu Kongresu Polonii Amerykańskiej .
Pochodzi z rodziny o bogatych tradycjach patriotycznych. Jest absolwentką Wydziału Prawa Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie.
W czasie okupacji zajmowała się działalnością konspiracyjną. W roku 1940 została komendantką Narodowej Organizacji Wojskowej Kobiet w powiecie niżańskim, a następnie w okręgu rzeszowskim. Następnie objęła funkcję kapitana Wojskowej Służby Kobiet. W roku 1943 uczestniczyła, jako delegatka Lwowa w odnowieniu ślubów na Jasnej Górze. W spotkaniu tym wziął również późniejszy papież Jan Paweł drugi czyli Karol Wojtyła, co pani Maria do dziś wspomina z wielkim wzruszeniem. W sierpniu 1945 roku została aresztowana na dworcu kolejowym w Nisku i osadzona na miesiąc w tutejszym areszcie dla kobiet. Na skutek kolejnego zagrożenia aresztowaniem, razem innymi działaczami narodowymi wyjechała z Polski, by podjąć służbę w II Korpusie generała Władysława Andersa pod Ankoną. Tam poznała swego męża, oficera rezerwy, Henryka Lorysia, z którym w październiku 1946 r. wyemigrowała do Anglii. W roku 1952 wyjechała do Stanów Zjednoczonych, gdzie przez wiele lat zajmowała się działalnością polonijną . Była między innymi członkiem Zarządu Głównego Związku Polek w Ameryce oraz redaktorem pisma Głos Polek. Po 32 latach powróciła do Polski.
Pani Maria mimo sędziwego wieku do dziś zajmuje się działalnością patriotyczną, udzielając się między innymi w pomoc Polakom na Kresach. Ostatnia jej podróż na Ukrainę miała miejsce w grudniu 2017 roku. Jest też autorką książki pt ” Odszukane w pamięci”, w której zawarła historię rodu Mireckich oraz własne wspomnienia. Poniżej przytaczam jej fragment dotyczący pierwszego dnia wojny:
„1 września Waleria (siostra Marii przyp. B.D) wysłała mnie do Stalowej Woli w sprawie dalszych zamówień na szycie kombinezonów dla Zakładów. Dzień był pochmurny, dużo ludzi czekało na pociąg, jechali do pracy. Jakieś samoloty latały nad stacją, ale wszyscy myśleli, że to nasze, polskie. Dziś nie do pomyślenia, żeby taka wiadomość, jak napaść wroga na kraj, nie rozniosła się momentalnie. Wówczas sieć komunikacyjna nie była tak powszechna i na takim poziomie jak obecnie.
Nie mogąc doczekać się pociągu, ruszyliśmy piechotą wzdłuż torów. Dopiero w Stalowej Woli przywitały nas pierwsze naloty, rozległy się syreny i biegło się do rowów przeciwlotniczych. Na Stalową Wolę nie spadła żadna bomba. Niemcy wiedzieli, że opanują Polskę, a Zakłady będą dla nich pracować. Tak się stało. Wówczas uświadomiłam sobie, że skończyły się piękne, pogodne, beztroskie dni, pełne dumy narodowej.”

                                                                    Bogusław Drelich

 

Dodaj komentarz