Znicz skuteczniejszy

0
263
Stl Stalowa Wola - Znicz Pruszków 1-2 (0-0), 4.05.2019

                  Spotkanie dwóch piłkarskich ekip –ze Stalowej Woli i Pruszkowa – toczone było dzisiaj w klimacie niewielkiego ciężaru gatunkowego. Zarówno Stal jak też Znicz potyczkę w ramach rozgrywanej 32 kolejki II ligi mogły potraktować jako początkowy etap przygotowań do nowego sezonu. Mecz był żywym i interesującym widowiskiem, lecz to mała pociecha dla kibiców Stali Stalowa Wola, która przegrała ze Zniczem Pruszków 1-2 (0-0). Bramkę dl Stali zdobył Michał Trąbka w 71 minucie z rzutu karnego, z kolei piłki ugrzęzły w stalowowolskiej bramce po strzałach Marcina Bochenka w 54 minucie oraz Patryka Czarnowskiego w 79 minucie.
                 Jesienią bardzo udanie reprezentowała się drużyna ze Stalowej Woli. Z kolei po zimowej przerwie rycerzami wiosny można okrzyknąć piłkarzy z podwarszawskiego Pruszkowa. Efekt jest taki, że futboliści obu drużyn mogą od kilkunastu dni spać spokojnie, gdyż spadek nikomu nie grozi. Ligowi pewniacy mogli więc dzisiaj zagrać bez balastu i pokazać trochę dobrego futbolu. Spotkanie nie stało na najwyższym poziomie – wiele w nim było niedokładności, chaosu w grze poszczególnych formacji, szczególnie błędów w strefie środkowej. Niemniej poza tym, wiele było interesujących zdarzeń. Wysokie tempo gry przez cały mecz, zmienność sytuacji na boisku, wiele męskich wejść, świetne bramkarskie interwencje, słupki, poprzeczki i bramki. To był bardzo wyrównany mecz, w którym trenerzy mogli sprawdzić piłkarzy, którzy wcześniej nie grali, albo wystąpili w niewielkim wymiarze czasowym.
Lepiej zaczął Znicz, który w 7 minucie groźnie zaatakował, jednak strzał z powietrza jednego z zawodników odbił w bok debiutujący w stalowowolskiej bramce Maciej Siudak. W odpowiedzi jeszcze lepszą sytuację miał w 15 minucie Krzysztof Łętocha, lecz piłka po jego strzale zamiast wylądować w długim rogu pruszkowskiej bramki, minęła jej lewy słupek o parę centymetrów. Kolejne kilkanaście minut piłkarze grali bardzo szybko, lecz nie grzeszyli celnością podań. Na trybunach kibice w pogoni za piłką kręcili głowami niczym widzowie tenisa ziemnego. Dopiero w 28 minucie składna akcja Stalówki powinna przynieść jej prowadzenie. Adam Waszkiewicz celnie nagrał do Piotra Mrozińskiego, zaś ten posłał piłkę obok interweniującego bramkarza, ale skończyło się na słupku. Również słupek – w dodatku ten sam – stanął na drodze do zdobycia gola przez Łętochę 7 minut później, który znalazł się w jeszcze lepszej sytuacji. W Boguchwale zatem było nadal wszystko, oprócz bramek. Czy aby na pewno jednak wszystko ? Nie widzieliśmy strzału w poprzeczkę, ale chwila, moment. 38 minuta gry,  zagapiła się obrona Stali i fenomenalną pozycję do zdobycia gola ma piłkarz Znicza, lecz uderza w poprzeczkę właśnie. Piłka jeszcze odbija się w okolicy linii bramkowej i chwyta ją Siudak. Do przerwy 0-0.
Po zmianie stron gra toczy się podobnie. Tyle że Stal chowa się za podwójną gardą i piłkarze z przedmieść Warszawy poczynają sobie coraz śmielej. Wzmożoną czujność w bramce wykazuje w kolejnych interwencjach Siudak. W 54 minucie spotkania potężną dziurę w naszej obronie wykorzystują pruszkowianie. Na linii pola karnego piłkę otrzymuje zawodnik Znicza i plasowanym strzałem zmusza do kapitulacji Siudaka. Znicz obejmuje prowadzenie 1-0, a ławka trenerska reaguje dwoma zmianami. Z chwilę na murawie Izo-Areny są już Michał Trąbka i Andrzej Trubeha. Teraz większe ożywienie w szeregach gospodarzy. Po rajdzie Trąbki prawą stroną piłka zmierza w kierunku nabiegającego z lewej strony Wiktora Stępniowskiego, który parę chwil wcześniej dołączył do zmienników na murawie, ale po jego strzale wyciąga się bramkarz przyjezdnych i gola nie ma. W 70 minucie oskrzydlające podanie do Trubehy, ten dogrywa na czystą pozycję do Mrozińskiego i strzał znowu obija poprzeczkę ! Ulga w szeregach pruszkowian, lecz sędzia gwizdnął i wskazał na ”wapno”. Nasz pomocnik bramki nie strzelił, jednak sędzia zauważył przytrzymanie za koszulkę przy strzale i tego pruszkowianom nie podarował. Rzut karny pewnie na bramkę zamienił Trąbka. Przez kolejne minuty pachnie prowadzeniem gospodarzy. Bartosz Sobotka, Trąbka i Przemysław Stelmach próbują oszukać obronę pruszkowian, a Trubeha walczy jakby stawką tego meczu był awans co najmniej. Wystarczyła jednak chwila nieuwagi, a jeden z pruszkowian wjechał w nasze pole karne niczym jakiś hokeista NHL w tercję obronną i pokonał po długim rogu bramkarza Stali. Mieli nasi prowadzić, a tu znów muszą odrabiać straty. Ostatnie minuty gry zdecydowanie dla Stali. W 86 min. piłkę środkiem holuje Stelmach, prawą stroną wychodzi Trąbka i otrzymuje na czas piłkę od partnera, lecz strzał znów efektowną paradą odbija bramkarz przyjezdnych. Za chwilę po kornerze zmiana ról. Trąbka tańczy na prawej flance, mija obrońcę pruszkowskiego, wrzuca na środek pola karnego, a stamtąd głową strzela Stelmach. Obrońcy i bramkarz Znicza nie interweniują, wszyscy patrzą gdzie piłka, a ta… który to już raz mija światło bramki dla Znicza. W 90 min. w pole karne wpada jeszcze Mroziński, lecz zostaje z niego wypchany przez obrońców Znicza, chwilę później przewraca się w „szesnastce” Sobotka, jednak sędzia pokazuje, że wszystko odbyło się zgodnie z przepisami. Światło Znicza świeciło się już do końca meczu. Stal przegrała, choć dzisiaj z gry gorsza nie była. Nawet minimalnie lepsza. Na usprawiedliwienie pozostaje otucha – w Boguchwale grano dziś w piłkę nożną, a w tej dyscyplinie sportu nie zawsze lepszy wygrywa…

STAL STALOWA WOLA – ZNICZ PRUSZKÓW 1-2(0-0)
54 min. 0-1 Marcin Bochenek
71 min. 1-1 Michał Trąbka z rzutu karnego
79 min. 1-2 Patryk Czarnowski

Stal Stalowa Wola walczyła w składzie: Maciej Siudak – Adam Waszkiewicz, Grzegorz Janiszewski, Fryderyk Stasiak, Bartosz Sobotka – Michał Kitliński (od 56 min. Michał Trąbka), Kacper Śpiewak (od 46 min. Szymon Jopek), Przemysław Stelmach, Piotr Mroziński, Robert Dadok (od 61 min. Wiktor Stępniowski) – Sebastian Łętocha (od 56 min. Andrzej Trubeha).
Po 32 rozegranych meczach Stal Stalowa Wola okupuje 8 pozycję w tabeli z dorobkiem 45 punktów. Dokończenie kolejki dziś wieczorem oraz jutro.

                                Krzysztof Szkutnik

Dodaj komentarz