Błękitni Stargard - Stal Stalowa Wola 18.08.2018

Pierwszy mecz piłkarzy Stalówki bez zdobytego gola w sezonie 2018/2019 przełożył się negatywnie również na zdobycz punktową. W spotkaniu V kolejki II ligi Stal przegrała w Stargardzie 0-1 (0-0) po bramce straconej w 63 minucie gry.

Za kilka godzin piłkarze Stali będą już mieć najdłuższą meczową podróż w całym sezonie za sobą. Marna to pociecha jak ze Stargardu wracamy bez strzelonego gola i bez choćby punktu. W dodatku wracamy z terenu, z którego zawsze coś przywoziliśmy, a najczęściej zwycięstwa…

Często jednak zapominamy, że nie tylko sport ma to do siebie, że po sukcesach przychodzi odprężenie. Piłkarze Stali na zbytnio odprężonych w I połowie stargardzkiego meczu nie wyglądali. Jeśli już to bardziej na przemęczonych długą drogą i przerażonych tropikalnym upałem, jaki towarzyszył zawodnikom.

Gospodarze podeszli do tego spotkania, jak do gry z faworytem do awansu. Oddali pole naszej drużynie, która poza tym że o wiele częściej operowała piłką nic z tego nie wynikało. Przez 20 minut z boiska wiało nudą, a zawody bardziej przypominały kinowy seans obyczajowy niż mecz piłkarski – tak na boisku jak i wśród publiczności. Następnie przewaga Stali zaczęła przynosić większe korzyści. W 22 min. Adrian Dziubiński 3 metry obok pola karnego egzekwował rzut wolny. Gdy wszyscy spodziewali się centry w pole karne, nasz gracz kopnął na bramkę stargardzian, ale we wszystkim połapał się bramkarz miejscowych. W 28 min. bardzo dobra akcja Stali. Robert Dadok otrzymał znakomite podanie w uliczkę, przerzucił piłkę z prawej na lewą nogę nad obrońcą gospodarzy i oddał strzał, jednak piłka minęła cel.

Przyjezdni coraz śmielej zaczęli sobie poczynać na boisku, na co piłkarze Błękitnych odpowiedzieli ostrą grą, którą najbardziej odczuł Kacper Czajkowski. W 36 minucie po wejściu nakładką omal nie urwał mu nogi gracz ze Stargardu, a cztery minuty później gracz Stali oberwał  w plecy. W 42 minucie niezrażeni tym piłkarze ze Stalowej Woli przeprowadzili akcję, po której z 25 metrów strzelał Michał Trąbka. Gdyby po drodze nie plecy… tym razem stargardzkiego obrońcy, moglibyśmy do przerwy prowadzić.

Na II część spotkania więcej sił w wysokiej temperaturze i niemal zerowej wilgotności powietrza zachowali Błękitni. Nasi zawodnicy zostali zepchnięci do defensywy. W 61 min. groźnie przy końcowej linii boiska zagrywał jeden z miejscowych, niemniej Dorian Frątczak skrócił kąt i nie pozwolił piłce zmierzać w kierunku bramki. W 62 min. grająca przez godzinę bardzo solidnie nasza defensywa dopuściła do groźnej sytuacji i mimo rozpaczliwej interwencji obrońcy i bramkarza, piłka została z bliska skierowana do siatki Stali.

Początkowo Stal szybko chciała odrobić straty. Po zagraniu z rzutu wolnego z centralnych sektorów boiska piłkę na głowie w polu karnym miał Dadok, lecz uderzenie z trudnej pozycji znalazło się w rękach golkipera Błękitnych. W 68 min. sędzia nie wiedzieć czemu przerwał akcję po efektownym wygarnięciu piłki przez naszego obrońcę spod nóg atakującego rywala, gdy mogliśmy wyprowadzić ciekawą kontrę. Tymczasem kontrę przeprowadzili po minucie stargardzianie i futbolówka szczęśliwie przeleciała kilka centymetrów obok słupka bramki Frątczaka.

Piłkarze Stali coraz bardziej odczuwali trudy spotkania, natomiast Błękitni dla osiągnięcia celu racjonalnie korzystali z geometrii boiska, grając ze wzmożoną aktywnością w obronie, środku pola, a także wciąż szukając szans w ataku. Stalowcy nie myśleli jednak o godzeniu się porażką. W 75 min. do centry z kolejnego dalekiego stałego fragmentu gry pofrunął Sebastian Łętocha, przerzucając bramkarza Stargardu, ale także niewiele nad poprzeczką jego bramkę. Dwie minuty później bo stracie piłki pomocnika Błękitnych w środkowej części boiska znów atakujemy i to kolejny raz Łętocha w roli głównej. Nasz napastnik wpadł w pole karne, jednak jego strzał został w porę zamortyzowany przez miejscowego obrońcę i piłkę bez kłopotu złapał bramkarz. W 83 min. mogło być bardzo interesująco. Andrzej Trubeha wygrał pojedynek biegowy z ostatnim już obrońcą gospodarzy, lecz błąd techniczny zniweczył dojście do stuprocentowej okazji na wyrównanie.

Niemal tradycyjnie emocje na najwyższym poziomie nasi piłkarze zostawili zafundowali w ostatnich momentach, tym razem sporo się działo w doliczonych przez sędziego pięciu minutach gry. Najpierw ponownie po dośrodkowaniu wyszedł w górę Łętocha, lecz tym razem próba strącenia piłki do bramki skończyła się faulem na bramkarzu. W 92 min. dwóch środkowych obrońców Błękitnych wzajemnie się niezrozumiało i Łętocha omal nie doszedł do sytuacji na oddanie strzału. Za chwilę niefrasobliwość strażnika stargardzkiej bramki starał się wykorzystać wślizgiem Trubeha. Jeszcze 100 sekund przed końcem piłka jak po łańcuszku krążyła pomiędzy naszymi graczami, Michał Kitliński zagrał świetnie piętą do Fryderyka Stasiaka, ale dośrodkowanie w pole karne przecięli stargardzcy obrońcy i wynik już nie uległ zmianie.  

Ambicja nie wystarczyła Stali do sukcesu, lecz nie ma czasu na rozpamiętywanie tego meczu. Trzeba wracać ze Stargardu i odpoczywać, bo już w najbliższą środę „gospodarski ‘’ wyjazd do Boguchwały na mecz z Pogonią Siedlce, a potem z kolei najkrótszy z możliwych wyjazdów – do Tarnobrzega na mecz derbowy z Siarką.

Stal wystąpiła w składzie: Frątczak – Waszkiewicz, Czajkowski, Janiszewski, Sobotka (79. Stasiak) – Dadok (72. Mroziński), Stelmach – Żyliński, Trąbka (70. Trubeha), Dziubiński (58. Łętocha) – Kitliński.

Po piątej serii gier w II lidze na jej czele sąsiadka ze stolicy byłego województwa – tarnobrzeska Siarka. Nasi piłkarze zajmują 8 pozycję, ze stratą 3 punktów.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ