Uratowali rozstawienie

0
81
Portugalia - Polska, 20.11.2018

                                Miano drużyny niepokonanej na obcym terenie nie wystarczyło piłkarzom reprezentacji Polski do osiągnięcia sukcesu w pierwszej edycji Ligi Narodów, w której nasi ostatni mecz zagrali na wyjeździe przeciwko Portugalii, remisując 1-1 (0-1). Prowadzenie dla Portugalczyków zdobył Andre Silva w 34 minucie, a wyrównał z rzutu karnego Arkadiusz Milik w 66 minucie. Główne rozstrzygnięcia w tej grupie zapadły jednak kilka dni wcześniej, kiedy to remis  w pojedynku naszych grupowych rywali – Włoch i Portugalii – definitywnie przesądził o wypchnięciu nas poza Dywizję A tych nowych rozgrywek. Niemniej jedyny i ostatni już cel czterech grupowych pojedynków  osiągnęliśmy – był to cenny remis  polskich piłkarzy, dający rozstawienie w losowaniu eliminacji do Euro 2020 z pierwszego koszyka.

                               Średniej wielkości stadion w 150-tysięcznym Guimares zapełnił się na ten mecz w całości, co mniej podyktowane było stawką spotkania, a bardziej rzadkimi spotkaniami reprezentacji Portugalii na tym obiekcie. Dla Portugalczyków stawki właściwie nie było żadnej. Oni już wcześniej zapewnili sobie pierwsze miejsce w grupie i awans do finałów Ligi Narodów, które właśnie w ich kraju się odbędą, a dwa z zaplanowanych meczów dokładnie na stadionie Victorii Guimares. W jednej i drugiej drużynie zabrakło najjaśniejszych gwiazd – Cristiano Ronaldo i Roberta Lewandowskiego.

                              W I połowie naszych rywali charakteryzował głównie sakramencki spokój i spacerowe tempo, które nie przeszkodziło im w objęciu prowadzenia. W 34 min. gry Adre Silva wyskoczył idealnie do dośrodkowania z rzutu rożnego i soczystą główką nie dał szans Wojciechowi Szczęsnemu w naszej bramce. Trzy minuty później do centry Kamila Grosickiego  – równie świetnie co wcześniej Silva –  wyskoczył Tomasz Kędziora, lecz strzał był mniej precyzyjny – piłka trafiła w poprzeczkę. Ponieważ w piłce nożnej często najdrobniejsze detale decydują, na przerwę nasi reprezentanci schodzili, przegrywając 0-1.

Po przerwie obraz gry się nie zmienił. Choć Portugalczycy nie  forsowali tempa, a polscy piłkarze nieśmiało szukali recepty na zagrożenie bramki przeciwników, mecz momentami dla oka mógł się podobać. To dlatego, że biało-czerwoni często zmieniali tempo gry, chcąc w taki sposób zaskoczyć obecnych mistrzów Europy. W 63 minucie do precyzyjnego prostopadłego podania z głębi pola idealnie w tempo do piłki wyszedł Arkadiusz Milik i gdy składał się do strzału został w obrębie pola karnego sfaulowany. Sędzia wskazał na „wapno” i to była jedna z nielicznych prawidłowych decyzji sędziego z Rosji, który podjął kilka dziwnych werdyktów na czele z wyrzuceniem po tym faulu portugalskiego gracza z boiska. Nasz snajper aż dwukrotnie musiał pokonać bramkarza, aby gol nareszcie mógł zostać nam zapisany. Cała ceremonia od akcji z faulem do wznowienia gry trwała dobre trzy minuty. Potem jeszcze w 80 min. nasi przeprowadzili szybką akcję i chytry strzał oddał Piotr Zieliński, niemniej bramkarz gospodarzy nie dał się zaskoczyć. Im bliżej końca gry, tym częściej zawodnicy obu drużyn spoglądali na sędziego technicznego z ciekawością,  o ile ten mecz będzie trwał dłużej. Mocno zapachniało również powtórką końcówki meczu z ostatnich mistrz świata Polska – Japonia, w którym jednym i drugim na odwróceniu losów meczu nie zależało, a piłka krążyła w środku boiska długie minuty.  Teraz też Polacy zaczęli kopać piłkę wzdłuż środkowej linii, a Portugalczycy gdzieś tam porozstawiali się na swojej połowie blisko zawodników z kraju nad Bałtykiem. Naszych ten remis  zadowalał bo zapewniał nam losowanie kolejnych eliminacji Euro z pierwszego koszyka, natomiast rywale też chyba już więcej od siebie nie wymagali. Polska zajęła więc ostatnie miejsce w grupie i spadła do Dywizji B, ale gwizdy otrzymali od swojej publiczności piłkarze gospodarze, po postawie których w tym meczu na Półwyspie Iberyjskim obiecywano sobie więcej. Jedyne co w tej sytuacji dało się zrobić udało się – w losowaniu eliminacji do mistrzostw Europy piłkarze polscy będą rozstawieni.

Zatem reprezentacja Polski pod wodzą selekcjonera Jerzego Brzęczka gra ambitnie, ale nie zachwyca. Chrzest bojowy już za Brzęczkiem i za zawodnikami, którzy mieli okazję w czterech meczach Ligi Narodów i dwóch towarzyskich wystąpić. Ogółem Polacy nie mają się czego wstydzić, gdyż z byle kim nie graliśmy. Trzy remisy w stosunku 1-1 (w tym dwa na wyjeździe, z Włochami oraz tym wczorajszym z Portugalią) oraz trzy minimalne, bo jednobramkowe porażki,  jakiejś specjalnej ujmy nie przynoszą. Nowy opiekun zaczął od razu meczami o stawkę. Jeszcze nie zaczął dobrze swoich eksperymentów na wielu płaszczyznach piłkarskiego rzemiosła, a już po dwóch porażkach na Stadionie Śląskim w Chorzowie bicie się o laury w Lidze Narodów mieliśmy z głowy.

To nie jest problem, że spadamy do Dywizji B, że osiągnęliśmy takie a nie inne wyniki, że też strategia, taktyka, personalia i ruchy kadrowe w większości nie przekonywały. Wcale też nie chodzi o to jak to niektórzy zrzędzą, że w sześciu meczach Jerzy Brzęczek nie zasmakował zwycięstwa i sięgają pamięcią, kto i kiedy zanotował taką tragiczną passę Gorzej zdecydowanie, że doprawdy nikt nie wie, w którym kierunku to wszystko zmierza i na jakim etapie jest budowa tej reprezentacji. Nie wiemy czy w porządku jest z atmosferą wewnątrz kadry. Wcześniej przecież przy zgoła  lepszych wynikach różnie to bywało, a teraz co niektórzy wysypują z ust rozwojowe inwektywy, tak by resztę sobie już dopowiedzieć.

Czy od wiosny przyszłego roku będziemy postrachem dla rywali, czy zaczniemy sami drżeć już nie tylko przed potentatami europejskiej piłki, ale również tak zwanym drugim i trzecim piłkarskim garniturem kontynentu ?  Mamy zawodników, którzy ubierają się w trykoty dobrych europejskich ekip i takich graczy na dzisiaj jest naprawdę sporo. Jednak coraz więcej z nich w tych najlepszych spektaklach może i bierze udział, ale z poziomu stadionowych trybun. Tych speców od kopania piłki, grających ważne skrzypce w naprawdę mocnych klubach po okresie kilkuletniej hossy  jest jakby mniej. Nie będzie łatwo, gdyż nawet jeśli zerkniemy na indywidualności i objawienia typu Krzysztof Piątek, siła tego pociągu sunącego po sportowe sukcesy musi tkwić w kolektywie. Do tego dochodzi najważniejszy interes, jak to poukładać.

W najbliższych miesiącach odpowiedzi na te kwestie nie oczekujmy. Do siego piłkarskiego roku w wydaniu naszej narodowej reprezentacji.

                                                                Krzysztof Szkutnik

ZOSTAW ODPOWIEDŹ