Występy polskiej reprezentacji narodowej na mistrzostwach świata nie różnią się niczym od dwóch poprzednich mundiali z udziałem biało-czerwonych. Ledwie zaczęliśmy te rozgrywki, a już powoli zbliżamy się do ich końca. Pozostaje nam jeszcze tradycyjny mecz o honor. Nasi piłkarze bardziej skupieni są na pakowaniu manatków, niż na meczu z Japonią.

Roszady w składzie dokonane przez trenera Nawałkę po inauguracyjnej porażce na graczach Kolumbii większego wrażenia nie zrobiły. Bardziej już te pierwsze minuty gry, kiedy nasi natarli z animuszemi piłka kilka razy „zakręciła”  się w polu karnym graczy z południowej Ameryki. Te co najwyżej kilkanaście minut grane w przyzwoitym tempie  zwiastowało dojrzały futbol, mający szanse doprowadzić nas do zdobyczy punktowej. Potem wszystko przebiegało już według tego samego scenariusza co w grze z Senegalem, z tym że przeciwnik wydawał się jeszcze mocniejszy. Tempo z naszej strony siadło, a Kolumbia coraz pewniej prowadziła grę, której uwieńczeniem była strzelona bramka. Pierwsza połowa zakończyła się identycznie jak w pierwszym meczu – straconym golem i bez nawet jednego  strzału w światło bramki z naszej strony.

Nadzieje na nawiązanie równorzędnej walki odżyły po przerwie. Znowu reprezentacja Polski podkręciła tempo gry i zaczęła szukać drogi do bramki rywali. Wtedy ni stąd ni zowąd do akcji wkroczył nasz selekcjoner, postanawiając zagrać kolejne piętnaście minut jednym napastnikiem mniej, gdy każda chwila była na wagę pozostania w turnieju. W tym okresie osamotniony Lewandowski po przyjęciu arcytrudnej piłki znalazł się przed bramkarzem Ospiną. Tak jak w kilka chwil pojawiła się okazja, tak niebawem cała nadzieja prysła jak bańka mydlana. Zamiast wyrównania była druga bramka dla Kolumbii, zaś dla nas na całego lekcja pokory.

Nasza reprezentacje jest do tych mistrzostw nieprzygotowana, pod względem fizycznym głównie, tudzież mentalnym, technicznym i taktycznym. Nie mamy pomysłu na grę, może coś tam chcielibyśmy rozegrać, ale najczęściej szukamy partnerów w podaniach do tyłu. Prawie wszystkie statystyki nas przerażają, prowadzimy w tych najmniej chlubnych.

Ostatni mecz grupowy będzie zatem konfrontacją o honor i  nie łatwo nam będzie udowodnić, że na tych mistrzostwach nie jesteśmy przypadkowo.

Turniej w Rosji się rozkręca z dnia na dzień. W ostatnich dwóch dniach w których rozgrywano po trzy mecze, padło odpowiednio 13 i 14 bramek. W II kolejce gier po raz kolejny swoją moc pokazały Belgia i Chorwacja. Swoje wysokie aspiracje sprolongowała Rosja, Anglia, Urugwaj oraz Francuzi, którzy po pierwszych męczarniach w drugim spotkaniu zagrali już o niebo lepiej. Wszystkie te drużyny zapewniły sobie już udział w II fazie turnieju. Blisko tego czynu jest reprezentacja Hiszpanii. W ostatnich sekundach meczu ze Szwecją „katowi spod topora” uciekły Niemcy. Sytuacja w ich grupie jest taka, że kilkadziesiąt sekund przed końcem meczu byli jedną nogą poza turniejem, ale fenomenalny strzał z rzutu wolnego sprawił, że parę chwil później byli już tą samą nogą w 1/8 rosyjskiego mundialu.  Chwile grozy przeżywa naszpikowana wielkimi nazwiskami reprezentacja Argentyny. Choć przed ostatnią serią gier wszystko jeszcze możliwe, to sam fakt upokorzenia ich przez Chorwatów może negatywnie wpłynąć na południowoamerykańską ekipę.

Mimo fatalnej postawy naszej drużyny emocji nie zabraknie, bo stawka spotkań teraz tylko będzie rosnąć.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ