Pierwsza egzekucja niemiecka w okolicach Niska

0
354

Miejsce zbrodni

Piątek 8 grudnia 1939 roku był dniem pochmurnym, ale ciepłym. Na drodze Nisko-Bojanów (obecna droga wojewódzka Nisko-Nowa Dęba) przy wzgórzu zwanym Wrotnia Góra zatrzymują się samochody niemieckie. Wysiadają z nich niemieccy żołnierze i żandarmerii. Tuż w przydrożnym rowie znajdowała się grupka Polaków. Niemcy zapędzają ich do kopania dołu.

Wspomnienia Józefa Zawitkowskiego

Tego samego dnia dwaj młodzi chłopcy z Niska – Józef Zawitkowski i Aleksander Bajak, wybrali się nad rzekę Łęg do Przyszowa na łowienie ryb. Jednak ten połów im się nie udał, więc postanowili po kilku godzinach spędzonych nad Łęgiem udać się w drogę powrotną. Tak wspominał ten dzień Zawitkowski:

“Wracamy drogą główną z Przyszowa w kierunku na Nisko. Tuż za zakrętem w lesie stały niemieckie samochody z żandarmerią i Wehrmachtem. Jeden z żołnierzy legitymuje nas i prowadzi do grupki polskich cywilów. Było ich dziewięciu, w lasku kopali dół. Wtedy do nas podchodzi policjant z policji tajnej Jan Wołos, który pełnił tą samą funkcję przed wybuchem wojny, a poza tym mieszkał u rodziców Aleksandra Bajaka. Poznał nas, był mocno podenerwowany, mieliśmy jemu przyrzec, że nic tam nie widzieliśmy, jakoś nas przed oficerem żandarmerii wytłumaczył. Mimo tłumaczeń żandarm z krzykiem ostrym przepędził nas z przekleństwem. Wołos powtórzył: uciekać! I nakazał nam, żeby się nie oglądać. Zmiatamy co sił w nogach, niemal po dziesięciu minutach słyszymy serie z karabinu maszynowego. Wpadamy w coraz głębokie obszary Puszczy Sandomierskiej. Po pół godzinie usłyszeliśmy warkot niemieckich samochodów. Więc uznaliśmy, że to Niemcy wracają z powrotem do Niska. Olek był po drugim roku Szkoły Podoficerskiej Saperów dla Małoletnich w podwarszawskim Modlinie, podjął decyzję, że musimy zobaczyć, co się tam dokładnie stało. Z ogromnym strachem, z wielką ostrożnością, bacznie obserwując leśne okolice, tak doszliśmy do naszego spotkania z Niemcami. Wokół się rozglądaliśmy. Była kompletna cisza. Nie było żadnej żywej duszy, z górki wznoszącej się ponad jezdnią, dokładnie się przypatrzyliśmy na miejsce kopanego dołu. Był on już zasypany. Więc zeszliśmy niżej. Rosnące za dołem krzaki samosiewki sosny – były uszkodzone od oddanych pocisków z karabinu. Zdecydowaliśmy się na odgrzebanie rękoma luźnego piasku. Z boku przebijała się plama krwi. Na głębokości sztycha natrafiliśmy na ciepłe ludzkie ciało”.

Co było przyczyną egzekucji

Zanim doszło do egzekucji przy drodze Nisko-Bojanów, tuż na początku grudnia nie wykryci przez Niemców sprawcy ścieli w wyniku sabotażu dziewięć słupów telefonicznych (mogli to być sami żołnierze Wehrmachtu). Chociaż Niemcy nadal utrzymywali łączność za pomocą kabla specjalnego, a nie ogólnodostępnego, postanowili zastosować pierwszą represję na ziemi niżańskiej. Aresztowano dziewięciu zakładników: trzech z niżańskich Barc i sześciu z pobliskiego Przyszowa. Wszyscy zostali rozstrzelani. W ramach dziewięciu zakładników za dziewięć zniszczonych słupów. Niektórzy żyjący w tamtych czasach świadkowie twierdzą, że to była niemiecka prowokacja. Jeden z nich Michał Sibiga po latach od zakończenia wojny tak wspomniał:

(…) na drogę Nisko-Bojanów, w odległości 9 kilometrów od Niska, podjechał samochód z grupką liczącą kilku żołnierzy, którzy mieli za zadanie zwalić kilka słupów telefonicznych i przeciąć druty. Wzięli następnie ludzi z Przyszowa i Barc koło Niska. Wmówili im, że to oni zrobili, rozstrzelali ich przy przeciętych drutach. Potem ogłosili na całą okolicę, że za sabotaż zostało ukaranych śmiercią dziewięć osób”

Podobnego zdania był Stanisław Puchalski, mieszkaniec Niska, autor książki Partyzanci “Ojca Jana” .

Gdzie znajduje się miejsce pamięci egzekucji?

W piątek 8 grudnia w czasie pierwszej egzekucji niemieckiej na ziemi niżańskiej na Wrotniej Górze zginęli:

Franciszek Szewczyk, Władysław Kozimala i Jan Strojek. Pochodzili oni z Barc niedaleko Niska.

Michał Kowalski, Walenty Kowalski, Franciszek Kruk, Franciszek Lesica, Jan Tonderys, Grzegorz Wolak.  Byli to mieszkańcy Przyszowa.

Aby ich godnie pochować na cmentarzach w Nisku i Stanach, rodziny pomordowanych musiały się starać o zezwolenie na wykopanie zwłok z miejsca egzekucji. Tuż po wojnie, z inicjatywy Józefa Wolaka znanego pod przydomkiem Pałat z Przyszowa, postawiono pamiątkowy krzyż. Nieco później postawiono większy krzyż, przy którym odbywały się uroczystości upamiętniające wydarzenia z 8 grudnia 1939 roku z licznym udziałem miejscowej młodzieży szkolnej. Znajdował się tam również głaz, ale ktoś go zabrał. Dziś przy drodze z Niska do Bojanowa stoi brązowy krzyż z tablicą upamiętniającą dzień 8 grudnia 1939 r. Tablica została tam zamieszczona w związku z obchodami stulecia niepodległej Polski przez Wójta i Radę Gminy Bojanów.

Jacek Furman

Dodaj komentarz