Powstańczy oddział pułkownika Kajetana Cieszkowskiego "Ćwieka". Brali oni udział w potyczce pod Ireną. Zdjęcie pochodzi z pl.wikipedia.org

Wprowadzenie

Tuż przy drodze asfaltowej w miejscowości Irena pod Zaklikowem, znajduje się mały cmentarz ogrodzony żelaznym płotem. Na samym końcu wyżej wspomnianego cmentarza stoi krzyż metalowy z Chrystusem. Pod nim znajdowała się kamienna tablica, na której było napisane: W hołdzie bohaterom walk o niepodległość Rodacy. Było tam szesnaście ocembrowanych mogił z krzyżykami maleńkimi. Wokół nich rosną czerwone dęby. To tam spoczywają polegli powstańcy z roku 1863.

Oddział “Ćwieka”

Oddział powstańczy pod dowództwem Kajetana Cieszkowskiego “Ćwieka” na rozkaz samego generała. Aleksandra Waligórskiego przeszedł z okolic Sandomierza do Lubelskiej strony Wisły. Pod Puławami jego oddział sforsował rzekę i tam połączywszy się z oddziałem Dolińskiego wyruszył w stronę rejonu przygranicznego w pobliżu jeszcze miasta Zaklików (Podobnie jak Krzeszów utracił prawa miejskie w roku 1864, za czynny udział jego mieszkańców w powstaniu styczniowym). Do pierwszego starcia jego oddziału z wojskiem rosyjskim pod Ireną doszło w dniu 31 sierpnia 1863 roku.

Wspomnienia Stefana Bryczkowskiego

Tak po latach opisuje dokonaną zasadzkę na Rosjanach pod Ireną:

Nareszcie przyszliśmy nad granicę galicyjską” ożywić tą okolicę”, a przede wszystkim oczyścić ją z “objeszczyków”, którzy na nowo przy granicy rozwielmożnili, przeszkadzali w dostawach broni i w ogóle komunikacji z Galicją. Uwinęliśmy się z nimi szybko, rozpędziwszy ich na cztery łapy i popaliwszy ich domy (…). Ciągnąc nad samą granicą, natknęliśmy się na wysłany naprzeciw nas oddział. Szedł jakoś z dziwnym lekceważeniem a zaufaniem w swą siłę. Aczkolwiek bowiem był poprzedzony przez silną kawaleryjską awangardę, ale nie miał flankierów ani rekonesansu i maszerował sobie kolumną po szosie, jakby nigdy nic!

Rozstawiono tedy naszą piechotę z obu stron owej szosy i oczekiwaliśmy w cichości. Byłem właśnie dyżurnym. Posłano mnie zatrzymać furgony i wydać rozkaz kawalerii sformowania się z tyłu, aby zsiadłszy z koni trzymali je krótko przy pysku, pilnując, żeby nie parskały ani zarżały. Wracając właśnie po wydaniu owego polecenia piaszczystą dróżką w lesie, równolegle do szosy, widziałem, jak nasi żuawi i strzelcy gęsto poza drzewami, posmarowawszy karabiny i bagnety błotem, żeby nie błyszczały, a jednocześnie zobaczyłem swą awangardę, a za nią postępującą całą kolumnę piechoty rosyjskiej. Byli tak blisko, że nie tylko każdy wyraz śpiewanej pieśni: “Szto pod dożdikom trawa, to sołdata gołowa”, ale nawet słyszałem krok marszu i rozmowę dwóch jadących na czele oficerów, z których jeden robił drugiemu wymówki, że gdzieś zgubił zapałki i że nie ma czym papierosa zapalić.

Przyszło mi na myśl: zaraz wam tutaj takiego ognia zapalą, że się bez zapałek obejdzie. Jakim jednak sposobem oni mnie zobaczyli, a zwłaszcza mojego konia, tego nigdy nie zrozumiem, gdyż słońce świeciło jasno, bo było koło południa (…). Właśnie wozy, furgony, a potem cała ariergarda wjechały pomiędzy nas, kiedy rozległ się cienki krótki odgłos trąbki, usłyszałem wyraźnie komendę: “Pal”, i huknęło z obu stron jak grzmot, aż echo poniosło daleko po lesie. Zrobiła się na szosie formalna kasza. Rosjanie w pierwszej chwili prawie się nie odstrzeliwali, tylko pędem puścili się szosą, a za nimi i furgony. Ale kawaleria nie cała wymijała piechotę, część została z tyłu. Żuawi, nie nabijając, rzucili się na bagnety pierwsi, za nimi strzelcy. Wśród dymu i kurzu nie bardzo było dobrze widać, ale słychać doskonale krzyk i szczęk broni.

Ja wypaliłem dwa razy z rewolweru w kupę, a potem ruszyłem za naszą kawalerią. Cały las zagrzmiał, napełnił się tętentem, hukiem i brzękiem, i to w jednej chwili, a że poprzednio było tak cicho, że słychać było doskonale kującego korę dzięcioła, więc wrażenie było nader dziwne i silne. Widziałem mego pana brata, jak z żuawami, do których go zapisano, biegł z pochylonym bagnetem po owej szosie, ja zaś dojechałem do naczelnika i ruszyliśmy razem.

Naraz w lesie zobaczyliśmy silny oddział kawalerii tak blisko, że już cofać nie było można, ale poznaliśmy od razu, że to węgierscy huzary. Ćwiek salutował, oni odpowiedzieli i odezwali się: “Gratuliere, gratuliere, vorzueglich, ausgezichnet, Glueck auf!”

Ruszyliśmy dalej ową dróżką, która stanowiła granicę, a za którą stali huzarzy, wkrótce za nami nadjechała nasza kawaleria. Antoszewicz i Gryglaszewski doskonale znali Austriaków, więc wdali się z nimi w pogawędkę i otrzymawszy masę powinszowań ruszyli za nami. Rosjanie zaś, zostawiwszy w naszych rękach większą część furgonów, wszystkich rannych i kilkudziesięciu jeńców, uciekli za granicę.

Raport Ludwika Webera o marszu wojsk powstańczych do Ireny

Główny adiutant “Ćwieka” Ludwik Weber tak opisał w swoim dzienniku przebieg marszu powstańców:

30 VIII Marsz do Gościeradowa – przybycie Dolińskiego z 30-stoma ludźmi konnymi – nocleg – nawet urlopników – od 27 równie częste dezercje – marsze uciążliwe dla spieki, piasków i złych dróg leśnych.

31 XIII Marsz ponad granicą przez Łążek Czerwony do Ireny – w Łążku spotkanie z 3 ma rotami i 50-ma – Moskale (Rosjanie) nie rozpoznawszy sił, wcale nie stawili czoła, tylko w rejteradzie odstrzeliwali –przez Irenę uciekli w stronę Janowa – z naszych 5 rannych, jeden zabity – spoza Ireny po wypędzeniu wroga marsz obszernymi lasami ordynacji do Lipy – nocleg.

Krótka informacja o Kajetanie Cieszkowskim “Ćwieku”

Kajetan Cieszkowski, posiadał w wojsku powstańczym stopień pułkownika, mimo to nie miał przygotowania wojskowego, ale za to był świetnym organizatorem w oddziałach partyzanckich. Z przysługującemu jemu, tytułowi naczelnika korzystał jedynie w oficjalnych marszach i w stanie odpoczynku, ale w czasie walk powstańczych walczył z karabinem w ręku, tak jak każdy żołnierz. Brał udział razem ze swoim oddziałem w Lubelskim i w Radomskiem. Następnie dzierżawił wieś Kozia Góra pod Krasnymstawem. Pobrał się z Emilią z rodziny Kuczewskich, dziedziczką dóbr Starościn. Dom Cieszkowskich, od roku 1861 stanowił jeden z ośrodków ruchu patriotycznego i spiskowego zarazem. Emilia Cieszkowska była znaną kurierką, utrzymywała bardzo ważne kontakty Lubelszczyzny z położoną w Austrii Autonomią Galicji. Dzięki jej staraniom regularnie była dostarczana broń i amunicję z Galicji na Lubelszczyznę, a także niezbędny do życia ekwipunek żołnierski. Ponadto oddziały powstańcze były wzmacniane rekrutowanymi w Galicji oddziałów (W tym oddziałów z Ulanowa, Rudnika, Krzeszowa i innych miejscowości rejonu przygranicznego), które były regularnie przerzucane do Królestwa Kongresowego. Po klęsce powstania “Ćwiek” przebywał na emigracji. Zmarł, mając zaledwie 51 lat. Został pochowany na Krakowskim cmentarzu Rakowieckim.

Starcia w okolicy Zaklikowa

W rejonie miasteczka Zaklików i wyżej wspomnianej wyprawy do miejscowości Irena z sierpnia 1863 roku stoczono wiele potyczek:

8.02.1863 r-Potyczka pod Zaklikowem.

15.02.1863 r-Potyczka niedaleko Lipy.

24.04.1863r- Ponowna potyczka pod Zaklikowem.

28.04.1863 r- Potyczka pod Zdziechowicami.

7.05.1863 r-Potyczka pod Ireną.

30.05.1863 r-Po raz trzeci potyczka pod Zaklikowem.

Rozbicie magazynów carskich przez Marcina “Lelewela” Borelowskiego.

W marcu roku 1863 razem ze swoim liczącym 200 żołnierzy “Lelewel”, dokonał rozbicia magazynów carskiej straży granicznej w Zaklikowie, zdobywając pokaźne zapasy zaopatrzenia wojskowego. W jego oddziale brało kilku mieszkańców miasteczka.

Źródło Artykułu:

“Fragm. Książki “Przechodniu Pochyl, czoła”, Autorstwa Dionizego Garbacza, wydawnictwo sztafeta 2017”.

Jacek Furman

 

 

 

Dodaj komentarz