Za daleko do mistrzów Europy

0
170
Polska -Portugalia 2-3, 11.10.2018

                         W drugim spotkaniu Dywizji A Ligi Narodów reprezentacja Polskich piłkarzy przegrała na Stadionie Śląskim w Chorzowie 2-3 (1-2) z Portugalią, będąc w przekroju zawodów drużyną ustępującą rywalowi pod każdym względem. Tylko w statystyce dotyczącej zdobytych goli Polacy byli lepsi, ale… nie wszystkie trafienia wpadły do bramki przeciwników. Gole dla Polski zdobyli Krzysztof Piątek w 18 minucie oraz Jakub Błaszczykowski w 77 minucie. Dla Portugalii gole zdobywali: Andre Silva w 31 minucie, Kamil Glik w 43 minucie (samobójcza) oraz Bernardo Silva w 52 minucie.

Przyjazd na Górny Śląsk aktualnych mistrzów Europy osłabionych (?) brakiem Cristiano Ronaldo nie spowodował umniejszenia siły uderzeniowej piłkarzy z Półwyspu Iberyjskiego. Od początku gry Portugalczycy narzucili swój styl gry, uzyskując przewagę w polu i gołym okiem było widać, która ekipa jest silniejsza. Mimo tego w 18 min. meczu gruntownie zmodernizowany Stadion Śląski eksplodował, gdy po dośrodkowaniu z kornera Rafała Kurzawy najwyżej w polu karnym wyskoczyła nowa gwiazda reprezentacji Krzysztof Piątek i z bliskiej odległości wbił głową piłkę do bramki. To zdopingowało i pobudziło rywali do szybszej gry, z której wynikały groźne zagrania pod naszym polem karnym. W 31 min. znów zaatakowali Portugalczycy, a nasi obrońcy zrobili sobie drzemkę i Andre Silva nie miał problemu z umieszczeniem piłki w naszej bramce. Gdy spodziewano się zwarcia szyków obronnych wśród polskich reprezentantów, stało się odwrotnie. Jeszcze przed przerwą podanie aż zza połowy sparaliżowało dwóch środkowych naszych obrońców, którzy patrzyli się jak w tempo wychodzi do piłki Rafa Silva. Miejsca miał tyle niczym samolot na pasie startowym lotniska. Przyjął piłkę, ograł wychodzącego z bramki Łukasza Fabiańskiego. Sytuację wślizgiem ratował Kamil Glik, jednak tą interwencją zapisał się  jako strzelec bramki w tym meczu dla gości.

Na początku II połowy obie drużyny zmarnowały po jednej dobrej sytuacji. Trzecią stworzyła Portugalia, choć i tu mocno zaspała polska obrona. Na tablicy świetlnej pojawił się wynik 1-3 i publika, która jeszcze kilkadziesiąt minut wcześniej na dwukondygnacyjnej chorzowskiej arenie z dumą przy efekcie biało – czerwonej kartoniady zaśpiewała hymn, tym razem ucichła. To Portugalczycy byli dokładniejsi, lepsi technicznie i dużo, dużo szybsi.

Po przeprowadzonych przez selekcjonera Jerzego Brzęczka zmianach, nasi wzięli się nieco w garść. Po wrzutce Piotra Zielińskiego i mierzonym uderzeniu głową Jana Bednarka wydawało się, że piłka musi wpaść do bramki. Ta jednak upadła gdzieś tam kilka centymetrów przy słupku z… zewnętrznej strony. W 77 min. odżyła iskierka nadziei po klasowym uderzeniu Jakuba Błaszczykowskiego, którego obsłużył serdecznie Kamil Grosicki. Strzał palce lizać, interweniujący bramkarz Portugalii do piłki nie zdążył. Historyczna, choć zgoła odmieniona w porównania z tą sprzed laty mekka polskiego futbolu znów na nowo odżyła, gdyż poruszający się po boisku rodacy ambitnie biegali za piłką. Szkoda że na bieganiu się skończyło – na nic więcej w tym dniu już lepsi rywale nie pozwolili. To obecni mistrzowie Europy mieli już tylko podbramkowe sytuacje, podobnie jak wcześniej w całym meczu i gdyby lepiej mieli ustawione celowniki, wynik byłby zdecydowanie hokejowy.

Przed piłkarską kadrą Polski wiele pracy. Świadczy o tym nie tyle wynik, bo porażka minimalna, lecz różnica piłkarskich umiejętności. To jednak Portugalczycy grający bez popularnego „CR 7” byli znacznie lepsi. To że kilkukrotny posiadacz złotej piłki nie został powołany o niczym wcale to nie świadczy. Wystarczy sobie przypomnieć, że na ostatnich mistrzostwach Europy  piłkarze z najdalej na zachód wysuniętego państwa na całym kontynencie pokazali największą moc, gdy ich gwiazda z powodu kontuzji musiała opuścić boisko.

Dlatego nie ma co się sugerować osłabieniem przeciwników w postaci braku Ronaldo, który w porównaniu z mistrzostwami kontynentu jest dwa lata starszy i ma swoje problemy natury pozasportowej. Portugalia również bez tego gracza  to potentat, z którym możemy walczyć jak równy z równym, ale nie w każdej sytuacji. W tym meczu popełnialiśmy kardynalne błędy w obronie, dużo zastrzeżeń trzeba mieć do środka pola, a i atak – choć to była w tym pojedynku najlepsza formacja – musi mieć mocniejszego Roberta Lewandowskiego, bo nasz najlepszy piłkarz wydaje się być w takiej formie jak cały Bayern Monachium.

Dwa lata temu drogę do mistrzostwa Portugalia otworzyła sobie po bardzo szczęśliwym zwycięstwie nad naszą reprezentacją, gdy Błaszczykowski w serii rzutów karnych nie trafił z jedenastu metrów. Dzisiaj się Portugalczykom zrewanżował. Jednak wtedy byliśmy co najmniej równorzędnym przeciwnikiem dla piłkarzy odbierających za kilka dni trofeum po mistrzostwie Europy. Dziś po dwóch latach znowu z grą mamy do nich daleko.

Przegrywamy z Portugalią w momencie przemeblowania drużyny, koncepcji gry, szukania rozmaitych rozwiązań. My tę siłę w pewnym sensie na nowo tworzymy, oni tą drużynę już mają. Za cztery dni kolejny mecz na Stadionie Śląskim w Lidze Narodów. W niedzielę z Włochami będzie lepiej.

                                                                                            Krzysztof Szkutnik

ZOSTAW ODPOWIEDŹ