Twórca przemysłu wikliniarskiego W Rudniku nad Sanem. Dobrodziej tego miasteczka. Hr. Ferdynand Hompesch (fot.rudnik.pl)

Do takich należy uznać hrabiego Wilhelma Hompescha i jego rodowitego syna Ferdynanda. Hrabia Wilhelm Hugo von Hompesch i jego żona Maria Adolfina Jadwiga związali się z Rudnikiem pod koniec pierwszej połowy XIX wieku, mówiąc dokładnie 9 września 1845 roku. Wielu się zastanawia do czasów dzisiejszych, dlaczego utytułowany szlachcic z Austrii, który miał w swoim posiadaniu majątek w Bergu (Hofmark), Bolheimie i Jaroslavicach (Czechy) na Morawach, podjął decyzję o porzuceniu swoich rodzinnych stron i karierę u boku dworu cesarskiego, a przeniósł się na północne peryferie Cesarstwa Austriackiego. Rudnik nad Sanem był wówczas niewielkim, zaniedbanym miasteczkiem, a wybudowany przez poprzednich właścicieli dwór w Kopkach popadał w coraz większą ruinę. Według Janusza Chmiela, autora rozprawki “Krótka historia rodziny Hompeschów” tak opisał wygląd ówczesnego Rudnika:

Nie było tam żadnych bogactw, ani przemysłu, ani kolei (kolej pojawiła się w 1899 roku), nawet nie wiadomo, czy tam ogólnie można dojechać. Obfitujący w ryby San, w czasie wiosny szeroko rozlewał się po okolicznych polach. Wokół rozciągały się lasy, a jedynym tam bogactwem było drewno, które od Ulanowa można spławiać do dalekiego Morza Bałtyckiego, przekraczając granice trzech państw zaborczych. Wokół – całkowity ugór. Nie było żadnej cywilizacji, wśród Rudnickiego społeczeństwa brakowało ludności wykształconych, czy choćby przygotowanych do podjęcia odpowiednio kwalifikowanej pracy, nie wspominając już o pomocy medycznej. Minął kolejne lata zanim zostanie zbudowany dwór, zanim pojawią się pierwsi rzemieślnicy, lekarze, zanim powstanie pierwsza apteka lub młyn. Trzeba było mieć dużo wyobraźni, czasu, cierpliwości oraz zresztą niemałych środków finansowych, aby ta ziemia rudnicka zmieniła swoje oblicze.

Złoty wiek Rudnika – Rudnik stał się wtedy stolicą polskiego wikliniarstwa

Niespełna kilka lat później, z samej inicjatywy Wilhelma Hompescha w zadbanym parku dworskim stanął zupełnie nowy pałac, zbudowany w zbliżonym stylu do neogotyku angielskiego, wybudowano kaplicę dworską, założono stawy rybne, uruchomiono tartak, garbarnię i gorzelnię. Po śmierci Hrabiego Wilhelma Hompescha w 1861 roku, spadkobiercą Rudnika został jego syn Ferdynand von Hompesch. Był on człowiekiem młodym, miał zaledwie 18 lat, gdy przejął majątek rudnicki, z powodzeniem kontynuował dzieło ojca. W 1866 roku 23-letni Ferdynand, wziął sobie za żonę Karolinę Julię Wilhelminę Ernestynę  Notgerę von Oettingen – Wallerstein, była ona księżniczką. Razem zamieszkali w dobrach rudnickich, z dala od salonów i wiedeńskiego dworu, mimo to bywali tam często. Koneksje sprawiły, że w roku 1866 Ferdynand otrzymał tytuł szambelana. Dbał o swój rodzinny majątek, ale też wspierał rodziny zamieszkałe w obrębie jego dóbr. Widział też panującą biedę w Rudniku i jego najbliższych okolicach. Mając to na uwadze, szukał wielu sposobów, na poprawienie bytu rudniczan. Kiedyś zauważył, że nad brzegiem Sanu rośnie bardzo dużo wikliny, z której można wyplatać, a później sprzedawać kosze. Na swój koszt w 1872 roku wysłał pięciu chłopaków z Rudnika na naukę do Wiednia, stolicy ówczesnych Austro-Węgier. Po trwającej dwa lata nauce młodzi adepci sztuki wyplatania z wikliny, czyli inaczej mówiąc sztuki koszykarstwa: Jan Ryński, Jan Gancarz, Karol Koszałka, Marcin Madej, Franciszek Konior i Franciszek Pawłowski zaczęli rozpowszechniać tą sztukę rzemiosła w rudnickim środowisku. Jan Gancarz, jeden z adeptów tej sztuki, został zatrudniony nawet w 1896 roku przez lubelskiego ziemianina Jana Kleniewskiego pochodzącego z Kluczkowic pod Opolem Lubelskim. Napisała o tym w swoich pamiętnikach żona Jana Kleniewskiego Maria Kleniewska:

Duże plantacje wikliny założone na Bożym Darze i na lubelskim pobrzeżu Wisły, nasunęła mi myśl założenia fabryki koszyków. Zabrałam się do tego zadania bardzo gorliwie, sprowadziłam pana Gancarza z Galicji, który to wspaniale prowadził fabrykę wiklinowych koszyków we Wrzelowcu. Zatrudniał tam trzydziestu uczniów. Koszyki z tej fabryki miały uznanie w Królestwie Polskim, wysyłano je nawet na daleką Syberię, a także do Kurlandii (Był to rejon przygraniczny Rzeczpospolitej obojga Narodów, położony na obszarze północnej części Łotwy), gdzie tam nie było już plantacji wikliny. Kilka lat potem powstała druga szkoła w Brzozowej, gdzie kilkunastu uczniów wyrabia kosze do pakowania owoców. Ale w moich fabrykach nie tylko produkowano kosze. Mistrz Jan Gancarz wypuszcza na rynek rosyjski wspaniałe wiklinowe meble, które znajdują zainteresowanych ich kupnem nabywców, są one wytrzymałe i estetyczne. Ukazują się coraz nowsze modele i wzory – wytwarzane z wisu. Zimą ludność plotła cienkie plecionki z wisu po chatach niezbędnie potrzebne do produkcji mebli, wycieraczek, itp., a zarobiony grosz był nie lada pomocą.

Tak jak Hr. Ferdynand Hompesch był wielkim orędownikiem rudnickiego wikliniarstwa, tak Maria Kleniewska rozpowszechniła to rzemiosło w obszarze Królestwa Polskiego. Podam przykład, 10 grudnia 1904 roku, w sali Warszawskiego Towarzystwa Popierania Przemysłu i Handlu odbyło się ogólne doroczne zebranie delegacji gospodyń wiejskich, na którym pani Maria Kleniewska wygłosiła swój referat na temat “O potrzebie rozwinięcia plantacji wikliny, koszykarstwa, oraz używania rogoziny”. Wykład Marii Kleniewskiej został następująco opublikowany w “Świecie Kobiecym”. Należy także wspomnieć, że Maria Kleniewska tworzyła także Koła Ziemianek. Z jej osobistej inicjatywy zostało zawiązane Bractwo Pielgrzymstwa Polskiego (inaczej mówiąc Bratki) zrzeszające młode kobiety wywodzące się z rodzin ziemiańskich. Dla nienależących do tej organizacji kobiet, rekolekcje, dni skupienia, dyskusje, nabożeństwa i nauki prowadzili znakomici księża w tym Stefan Wyszyński, późniejszy biskup diecezji lubelskiej, a w latach 50-tych został wybrany jako prymas polski. Na terenie “Kongresówki” powstawało wiele kół “Bratek”, którymi przewodniczącymi byli przedstawicielki wielkich i znanych rodów arystokratycznych: m. im. Zofia Zamoyska, Krystyna Popiel, Maria Walewska, Ilja Lubomirska. Do koła “Bratek”, którym to przewodniczyła założycielka, należała także Stanisława Gancarz, żona  koszykarza i kierownika fabryki wytwarzające wiklinowe kosze Jana Gancarza. Stanisława Gancarz pełniła także tam funkcję sekretarki i członkini Koła Ziemiańskiego w Zagłobie (była to osada położona tuż obok cukrowni Jana Kleniewskiego). Był to niewątpliwy awans społeczny rodziny mieszczańskiej pochodzącej z Rudnika nad Sanem. W samym Rudniku także zadbano o rozwój tego rzemiosła. W 1882 z inicjatywy Ferdynanda Hompescha powstała szkoła koszykarstwa, która kształciła chałupników. Zachęcał mieszkańców do uprawiania wikliny i sam zakładał plantacje tego surowca. Niebawem koszyki wiklinowe zaczęto wyplatać nie tylko w samym Rudniku, ale także w okolicznych wioskach. Rudnickie wyroby zaczęły trafiać w różne zakątki Austrii, a nawet całej Europy. To spowodowało znaczną poprawę sposobu bytu rudniczan. W 1890 wybudowano murowany budynek szkoły oraz tartak parowy. W 1896 roku w Rudniku doszło do katastrofalnego w skutkach pożaru. W wyniku działań ognia całkowicie spłonęła zachodnia część miasteczka. Niemal od razu przystąpiono do odbudowy Rudnika. W tym celu Ferdynand Hompesch zlecił architektom sporządzenie nowych planów. Część spalona miasteczka została na nowo rozmierzona, wytyczono regularną siatkę ulic przecinających się pod kątem prostym, a także zostały wytyczone nowe działki siedliskowe. Wszyscy pogorzelcy bezpłatnie otrzymali drewno od Ferdynanda Hompescha na odbudowę swoich domów.

Śmierć Hrabiego Ferdynanda

Pod koniec 1896 roku lub na samym początku 1897 r. hrabia Ferdynand wybrał się saniami na wyprawę po zamarzniętym Sanie. W czasie trwania jazdy na Sanie załamał się lód. Hrabiemu udało się wyjść z opresji, ale przeziębił się i bardzo mocno zachorował na zapalenie płuc. W celu podratowania swojego zdrowia wyjechał do Wiednia. Tam, niestety, zmarł w dniu 27 października 1897 r. Został pochowany w swoim rodzinnym majątku w Jaroslavicach na Morawach. Żona Hrabiego Zofia Hompesch sprzedała rudnickie dobra hrabiostwu Róży i Stanisława Tarnowskich. Następnie wyjechała na stałe do Austrii, gdzie zmarła w 1928 roku.

Popiersie hr.Ferdynanda Hompescha (fot.Nowiny)

Co dalej z dobrami rudnickimi

Dobra rudnickie w rękach Tarnowskich pozostały do roku 1944, kiedy to doszło do ich upaństwowienia przez władzę ludową. Należy wspomnieć, że wywodząca z rodu Branickich hrabina Róża, żona hr. Stanisława Tarnowskiego, również dbała w swoich dobrach o rozwój koszykarstwa. Poza Rudnikiem, kosze wikliniarskie, były wytwarzane, także w Groblach, Kończycach, Jeżowym, Kopkach, Łętowni, Łowisku, Tarnogórze i Wólce Łętowskiej działali chałupnicy zrzeszeni w Rudnickiej Fabryce Wyrobów Koszykarskich – Karol Kraus i Józef Pragsko. w 1904 roku mieszkańcy Rudnika ufundowali pomnik założyciela przemysłu wikliniarskiego, który stoi do dziś w centrum miasteczka, mianowanego jako stolica polskiego wikliniarstwa (w czasach PRL na miejscu obecnego pomnika Hrabiego, stał pomnik Lenina, który został rozebrany na początku lat 90-tych XX wieku). Popiersie Ferdynanda dobrodzieja Rudnika wykonał rzeźbiarz Juliusz Relowski z Rzeszowa.

Na początku swojej działalności hrabia Ferdynand Hompesch odkrył bogate w wiklinę nadsańskie pola. Na zdjęciu jest zrobiony z wikliny smok na rudnickim rynku (fot.echodnia.eu)

Artykuł napisał Jacek Furman

ZOSTAW ODPOWIEDŹ