Historia pewnego kamienia strażackiego

0
259

Gdzie ten kamień się znajduje?

Znajduje się w Nisku przy ulicy Kwiatkowskiego, dawna ulica Strażacka, tuż obok siedziby ochotniczej straży pożarnej, najstarszej jednostki straży pożarnej w Nisku.

Co opisuje tablica zamieszczona na kamieniu?

Umieszczona jest tam tablica z napisem: Pamięci długoletnich członków pożarnictwa w ramach XX rocznicy śmierci tragicznej z rąk niemieckiego okupanta w latach 1939-1940. Zginęli: Tadeusz Klocek, Karol Bajak, Antoni Ostrowski, Jan Antoni Ostrowski, Julian Kata, Marian Frankowicz. Ku chwale ich pamięci. Tablica ta została przekazana przyszłym pokoleniom Ochotnicza Straż Pożarna w Nisku 22 lipca 1960 roku.

Akcja nadzwyczajna i pierwsze aresztowania

Hans Frank generalny gubernator 30 maja 1940 wprost powiedział na naradzie na Krakowskim Wawelu o założeniach planowanej niemieckiej akcji o nazwie Ausserordentliche Befriendungsaktion, czyli w skrócie akcja AB. Była to nadzwyczajna akcja przeciwko polskiej inteligencji:

Muszę przyznać otwarcie, że w rezultacie tej akcji z życiem będzie musiało się rozstać kilka tysięcy Polaków, głównie tych co wywodzą się ze sfer ideowych (…) Hitler osobiście powiedział mi … Wykrytych do tej pory osobników, z kręgu polskich przywódców należy niezwłocznie zlikwidować, a nowy ich nabytek należy mieć na oku i w właściwym momencie usunąć…

Akcja AB w Nisku zaczęła się rankiem 18 maja 1940 roku.  Policja, w tym Policja Granatowa, Wehrmacht, gestapo, żandarmeria wojskowa i SS otoczyły miasto ze wszystkich stron. Listę ewentualnych wrogów III Rzeszy Niemieckiej układał Wilhelm School, który w czasie okupacji był stolarzem i posiadał swój warsztat w Nisku. Według statystyk wydał on na pewną śmierć około 35 mieszkańców miasta. Według informacji zawartej w parafialnej kronice, tego samego dnia aresztowano trzydziestu mieszkańców. Każdy aresztowany był doprowadzony i przetrzymywany w budynku Towarzystwa Gimnastycznego “Sokół”, dzisiaj znajduje się tam niżańskie centrum kultury “Sokół”. Nieco później do nich dołączyła grupa aresztowanych z Rozwadowa i w godzinach popołudniowych samochodami ciężarowymi przetransportowano ich do więzienia w Tarnowie. Z Niska zostali aresztowani i później uwięzieni w Tarnowie zostali: ostatni przedwojenny proboszcz parafii Św. Józefa, Ks. Stanisław Węgrzynowski, przedwojenny burmistrz Jan Filip, doktor Stefan Pizło, sędzia Kazimierz Andrysik, adwokat Tadeusz Klocek, nieznany z imienia sędzia Piec, ostatni dyrektor Liceum i Gimnazjum dyr. Zdzisław Londoński, dyrektor niżańskiej placówki Kasy Stefczyka  – Antoni Ostrowski, Wojciech Kapusta przedwojenny kierownik Akcyz i Monopoli, Jan Stojakowski pracownik urzędu gminy w Nisku, Julian Gazda zarządca dóbr G. Franckego, Jagodziński Mieczysław właściciel restauracji, Józef Durski pracownik PKP, Władysław Piłat niżański przedsiębiorca, pasierb burmistrza Filipa Antoni Ostrowski – mistrz kominiarstwa i komendant Straży Pożarnej w Nisku, pracownik poczty Andrzej Baranowicz, Władysław Moskwa urzędnik, Karol Bajak działacz PPS-u, Józef Kwolek. Za ojca zabrano także osiemnastoletniego Zygmunta Sobolewskiego, aresztowano także przyszłego dowódcę Rozwadowskiego Kedywu wysiedlonego z Poznania Stanisława Bełżyńskiego. Pośród aresztowanych znajdowały się także kobiety: Maria Wierzbińska, Irena Sitarz i Bronisława Kolińska, wraz ze swoim ojcem Wojciechem Kapustą zabrana została również jego córka Helena Kapusta. A kilka osób zwolniono, m. im. żonę i córkę Juliana Gazdy.

Pierwszy transport do Auschwitz

Mężczyzn wywieziono pierwszym transportem do Oświęcimia 14 czerwca 1940 roku. Kobiety przebywały w obozie w Brzezince do 10 września 1940 roku, potem zostały one przeniesione do kobiecego obozu w Ravensbrück. Inne przebywały w pozostałych obozach na terenie Niemiec. Udało się przeżyć Helenie Kapuście i Marii Wierzbińskiej. Dzięki wybiegowi zastosowanemu przez Bertika Schimdta z niżańskiego urzędu pracy Irena Sitarz została zwolniona pod koniec grudnia 1943 roku.

Auschwitz dla mieszkańców Niska był w sposób szczególny tragiczny. Na sto procent przeżyli go: Durski, Filip, Jagodziński, Stojakowski i Piłat, a także Sobolewski, który zaraz po wojnie wyemigrował do Kanady. Dzięki pomocy pewnego młodego chłopca z Jarocina, swojej wolności doczekał się również Julian Gazda, został oswobodzony przez armię amerykańską w maju 1945 roku. Następnie sprowadzony dzięki rodzinie do USA, gdzie zmarł tam w 1949 roku. Rodzina także opłaciła przejazd do Stanów owemu młodemu chłopcu, który swoją pomocą ocalił życie Gaździe. Najwcześniej do Niska powrócił Antoni Ostrowski, był mistrzem kominiarstwa. Został wykupiony przez swoją żonę Annę, za pośrednictwem swojego adwokata w Rozwadowie, który miał swoje znajomości w gestapo. Dzięki wstawiennictwu matki Stanisława Bełżyńskiego i on mógł opuścić bramy obozu Auschwitz pod koniec roku 1941.

Antoni Ostrowski był przedwojennym działaczem OSP w Nisku, pracował jako mistrz kominiarstwa, natomiast sam Antoni Jan Ostrowski był w latach przedwojennych naczelnikiem i prezesem OSP w Nisku, a także dyrektorem Kasy Stefczyka. Zrezygnował z funkcji prezesa OSP w 1938 roku. Również adwokat dr Tadeusz Klocek był członkiem OSP jeszcze przed wybuchem wojny. Komendantem przedwojennej straży pożarnej w Nisku był Władysław Frankowicz. Na początku roku 1940 do niżańskiej straży pożarnej włączono 40 osób, w tym także pod naciskiem stosowanym przez Niemców. Ale to było bardzo dobre rozwiązanie dla ludzi młodych, że służba w pożarnictwie chroniła ich przed wywózką na prace przymusowe w głąb Niemiec.

Stanisław Puchalski w swojej książce “Partyzanci Ojca Jana” tak napisał…

Pod koniec lutego czy też w pierwszych dniach marca 1941 roku wczesnych godzinach porannych w Soldatenheim doszło do wybuchu pożaru. Wśród zatrudnionych tam znajdował się jeden Polak- Roman Kowalczyk, przedwojenny mieszkaniec Niska (…). Pracował tam jako sprzątacz. Po pożarze został aresztowany przez gestapo i po kilku dniach pobytu w areszcie został zwolniony. Na ulicy spotkał swoich kolegów: Jana Kozaka i Juliana Katę. Udali się do lokalu gastronomicznego będącego własnością Józefa Myśliwca i Stanisława Pacha (…) znajdującego się przy ulicy Sandomierskiej, by przy obfitym kuflu piwa cieszyć się z wyjścia na wolność ich kolegi Romana. Ale ta radość trwała krótko. Wszyscy trzej zostali aresztowani, a w czasie dokonanej przez gestapo rewizji mieszkania Kowalczyka znaleziono “Odwet”, była to konspiracyjna gazetka wydawana w Tarnobrzegu. Wszystkich wywieziono do obozu Auschwitz w Oświęcimiu. Żaden nie przeżył.

Julian Kata i Jan Kozak

Julian Kata przyszedł na świat w 1915 roku w Łańcucie. Przed wojną mieszkał w Nisku. Z zawodu był księgowym. Został aresztowany przez niemieckie gestapo w związku z wykryciem przez gestapo siatki kolporterów pisma konspiracyjnego “Odwet”. Było drukowane na powielaczu przez Władysława Jasińskiego dowódcy grupy “Jędrusie”. Protokół napisany przez gestapo tuż po zakończeniu śledztwa scharakteryzował zeznania Juliana Katy stwierdził:

Podaje, że jako Polak z swoim przekonaniem, zarówno przez czytanie pisma “Odwet”,  jak i przede wszystkim przez rozpowszechnianie tego nielegalnego pisma na swój sposób walnie przyczynia się do odrodzenia Polski poprzez wzmocnienie przysposobienia wojskowego.

Po zakończonym śledztwie Kata został wywieziony do Oświęcimia i tam zamordowany poprzez kąpiel w komorze gazowej. Natomiast kolega Katy – Jan Kozak był z pochodzenia Ukraińcem, ale wśród swoich przyjaciół był popularny i znany jako gorący patriota-Polak. Zresztą nigdy się nie czuł Ukraińcem. Razem z Katą i Kowalczykiem kolportował wyżej już wspomniany “Odwet” i za to musiał zginąć w obozie. Podobnie jak Roman Kowalczyk, który tuż przed wybuchem wojny rozpoczął studia, był też instruktorem harcerskim w niżańskim kole ZHP. W czasie swojego pobytu w gestapo powiedział, że chciał być dobrym Polakiem i służyć w sprawie polskiej i dlatego propagował “Odwet”. Kowalczyk zginął tak jak Kata i Kozak w obozie Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu w roku 1941.

Powiązane z odkryciem przez Niemców “Odwetu” na przełomie marca i kwietnia 1941 roku przeprowadzono masowe aresztowania. Objęły one w swoim zasięgu ponad dwadzieścia osób z Tarnobrzega, Wielowsi, Charzewic, Rozwadowa, Stalowej Woli, Niska oraz położonego pod Leżajskiem Grodziska Dolnego. Również Józef Gawroński mieszkaniec Niska został aresztowany w związku z kolportowaniem nielegalnego według Niemców “Odwetu”. W połączonym z torturami śledztwie stwierdził wyraźnie, że czytał to pismo i rozpowszechniał, ponieważ musiał to robić jako dobry Polak, nie mogąc pogodzić się z tym co Niemcy robili w Polsce. Tak jak pozostali konspiratorzy zginął w obozie w Oświęcimiu.

Jacek Furman

 

 

Dodaj komentarz