Zwyciężyła demokracja

0
88

                   To nie koniec rozpoczętego ubiegłej jesieni cyklu wyborczego, który zaczął się wyborami samorządowymi, a zakończy prezydenckimi w przyszłym roku. To koniec jednak batalii o polski parlament. Przynajmniej na razie. Batalii najważniejszej – jak to wielu spuentowało – po 1989 roku.
Jednak wyniki walki o mandaty posłów i senatorów powodują, że najpewniej kolejne najważniejsze wybory po sławetnym 1989 roku, tym razem prezydenckie właśnie, będą też na wiosnę.
To efekt tego, że zwycięstwo Prawa i Sprawiedliwości choć zdecydowane i przekonujące, wielką rewelacją nie pachnie. Pozytywne zmiany dla społeczeństwa były dość widoczne, zaś ta sejmowa większość już takowa nie jest. Zważywszy na ilość wdrożonych programów socjalnych oraz wzrost płac chociażby, obóz rządzący może mieć powody do rozczarowania. Wpadek nie tak wiele, nawet więcej wizerunkowych niż pragmatycznych trochę było, a to nie pozostało bez wpływu na postawę wyborców.
Największych komplikacji spodziewamy się w senacie. Walka o większość trwała do ostatniego miejsca. Teraz jednak okazuje się, że prace tej izby mogą się odbywać pod dyktando opozycji. Tej samej opozycji, co w imię obrony własnej skóry zaczęła programy wyborcze majstrować, gdy ta skóra już od wielu miesięcy była podzielona. I tej samej opozycji, co silniej niż o posady w aparacie władzy polskiej polityki rozmaitymi sposobami kombinowała różne fuzje, aby kuferki w sejmowych siedziskach utrzymać. Dlatego tym bardziej sejmowa przewaga Zjednoczonej Prawicy z nóg nie powala.
Nowy senacki układ nie powali także na łopatki procesu legislacyjnego, niemniej znacząco może go spowolnić i utrudnić. Jeśli współpracownicy opozycji sejmowej w senacie nie wyciągną wniosków z totalnym zabiegów przez ostatnie 4 lata, prace parlamentu mogą przypominać wyścig żółwi. A nie o to nam chyba wszystkim chodzi.
W trakcie tej kampanii i samego procesu głosowania można było zaobserwować wiele budujących rzeczy.
Najpierw o kampanii, która była łagodniejsza, aniżeli zapowiadano. Spodziewano się wysypu afer, skandali z udziałem polityków z pierwszych stron gazet, przekrętów na szeroką, partyjną skalę. Zamiast tego był szereg insynuacji, podejrzeń, więcej dziecięcych sztuczek niż politycznych gier. Najczęściej chyba wzajemne udowadnianie, co kto powiedział i czego kto nie powiedział. Mało konkretów, a dowodów jak na lekarstwo.
Niektórzy mieli bardzo mało czasu na zarejestrowanie własnych komitetów, dlatego nie robiono przystanków na mało intratne interesy. Przez okres wakacji ochoty na rozgrywki polityczne nie było, a po ich zakończeniu termin wyborów pilił wszystkich i wszystko. Nim się obejrzeliśmy, wybory parlamentarne są już historią. Teraz czas na układanki między partiami w ramach Zjednoczonej Prawicy. I pomysł na funkcjonowanie senatu naturalnie.
Teraz o samych wyborach i ich pozytywach.
Najpierw o rekordowej od pierwszych wolnych wyborów frekwencji, która w istocie ustrojowej dobrze o demokratyzacji ludzi świadczy. A przecież byli tacy w kończącej się kadencji sejmu, którzy już apokalipsę demokracji obwieścili. Chwała władzy, że te wybory tak zorganizowała i chwała tej opozycji, która w pewnym zakresie też się do tego przyczyniła. Społeczeństwo w końcu uznało, że coś w tej polityce rusza, toteż zasadne jest ruszyć w dniu wyborów do urn. Dla porównania politycy obozu rządzącego musieli zdobyć zdecydowanie więcej uznania społeczeństwa, aby stan posiadania utrzymać. Tak jak stalowowolscy parlamentarzyści: poseł Rafał Weber i senator Janina Sagatowska.
Drugim ważnym elementem była natura głosowania, wynikająca z dysproporcji szans pomiędzy najważniejszymi konkurentami. Różnice sondażowe między Prawem i Sprawiedliwością a odwiecznym rywalem Platformą Obywatelską i jej satelitami skupionymi w Koalicji Obywatelskiej były tak oczywiste, że zjawisko politycznej polaryzacji jak nigdy dotąd wygasło. Spora część wyborców ominęła magię walki Dawida z Goliatem czy wojny polsko – polskiej, a skupiła się na własnych preferencjach. Bez naciągania swojego sumienia i bez zmiany decyzji już nad listą wyborczą. Stąd wszystkie ogólnopolskie komitety wprowadziły do ław sejmowych swoich przedstawicieli, a niemal całe polskie społeczeństwo będzie mieć swoją parlamentarną reprezentację. Tego jeszcze nie było. Do tego, na polskiej scenie sejmowej mogła śmiało pojawić się nowa siła – Konfederacja Wolność i Niepodległość.
Kwestia numer trzy to zgodność przedstawionych po zakończonej ciszy wyborczej sondażowych wyników wyborów z tymi ogłoszonymi dzień później przez Państwową Komisję Wyborczą. Choć pracownie badań opinii publicznej korzystały przy okazji wcześniej przeprowadzonych wyborów z coraz bardziej nowoczesnych technik, wyniki trywialnie się rozjeżdżały. Teraz były niemal idealne. Może to też zasługa wspaniałej pogody, która przysłużyła się pracom komisji wyborczych ? Przecież wcześniej często zdarzały się noce cudów. Jednym zdobycze ginęły gdzieś w porannej mgle, innym słupki z wynikami rosły jak grzyby po deszczu. Teraz wystarczyło mniej wody sodowej jednych i wyobraźni twórców portalu pilnujwyborow.pl, żeby o nas mówiono w superlatywach.
Wreszcie parę słów o politycznej stabilizacji. Po ośmioletnich rządach Platformy Obywatelskiej, mimo dzielenia się władzą z koalicjantem, teraz przychodzi czas na kolejną samodzielną kadencję Zjednoczonej Prawicy. Od pierwszych wolnych wyborów było zgoła inaczej. Wówczas co wybory, wygrywał kto inny. Społeczeństwo zatem wymieniało rządzących niczym rękawiczki. Teraz już w drugim układzie pozwala kontynuować to, co zostało w ubiegłej kadencji zainicjowane. Naród staje się suwerenem, surowym sędzią w tych wyborczych szrankach. Za dobro nagradza, a złem gardzi. Dlatego postanowił dać szanse władzy na dokończenie reform. Wprawdzie z pewnym balastem w postaci obsady senatu, lecz to absolutnie mieści się w regułach demokracji.
A właśnie polska demokracja jest największym zwycięzcą tych wyborów. Większym niż PiS.
Krzysztof Szkutnik

ZOSTAW ODPOWIEDŹ