Kiedy Polak zacznie się bogacić?

0
184
Rys. A. Mleczko

W ostatnim czasie informowani jesteśmy, że nasz kraj odnotowuje coraz  wyższy poziom PKB. To mniej więcej ma oznaczać to, iż nasza gospodarka zaczęła się dynamiczniej rozwijać. Tym samym, my Polacy stajemy się coraz bardziej zamożni. Wzrost gospodarczy przyspieszył więc mamy powód do radości. Jak to się ma do rzeczywistości?

Na początku zdefiniujmy sam wskaźnik PKB, czyli produkt krajowy brutto.
PKB to jeden z podstawowych mierników makroekonomicznych, który określa łączną wartość wytworzonych dóbr i usług danego kraju bez rozróżnienia pochodzenia kapitału jaki je wytworzył.  Zwykle dotyczy okresu jednego roku. Wykorzystuje się go do oceny poziomu gospodarczego kraju.  
PKB a dobrobyt państwa
Z definicji już wynika, iż obliczając wskaźnik PKB bierzemy pod uwagę łączną wartość wytworzonych dóbr i usług nie uwzględniając pochodzenia kapitału – nie jest istotna własność przedsiębiorstw. Ważne jest, aby zostały one wytworzone na terenie naszego kraju. Wszystko pięknie, PKB wzrasta, czyli polski potencjał gospodarczy według przyjętej teorii również wzrasta. Tylko zastanawia jedno, jakie będzie ostateczne rozliczenie – to znaczy, ile faktycznie dochodu pozostanie w naszym kraju z procesu tworzenia wartości dodanej? Odpowiadając na tak postawione pytanie, otrzymamy prawdziwy obraz tego, ile zyskamy jako państwo na dopuszczeniu inwestorów zagranicznych na polski rynek, a dalej jak to wpłynie na tworzenie dobrobytu państwa.
Moim zdaniem, bardziej trafne jest stwierdzenie, iż to międzynarodowa gospodarka rozwija się na terenie Polski, a nie polska gospodarka. Postaram się to udowodnić.
Kontynuując tę ostatnią myśl, można by powiedzieć, iż wartość PKB jest sztucznie pompowana poprzez sprowadzanie do Polski inwestorów zagranicznych. Są to tzw. „grube ryby” z dobrą kasą, które wykorzystują przede wszystkim luki w naszym kiepskim systemie podatkowym i tanią siłę roboczą. Naturalne jest, iż każdy przedsiębiorca niechętnie dzieli się swoimi zyskami z państwem, zwłaszcza zagraniczny. Niestety polskie prawo daje możliwości takim firmom do unikania wywiązywania się z odpowiednich płatności na rzecz państwa, w którym prowadzą swoją działalność. Ogromne zyski wypracowane przez obcy kapitał są w większości wyprowadzane za granicę, czy też dalej reinwestowane w Polsce – dając im tym samym pozycję lidera na rynku. Niestety te nasze małe polskie firmy nie mają takiej siły przebicia i w następstwie takiej polityki podatkowej często szybko kapitulują. My Polacy na tym tracimy, ponieważ te pieniądze wypływają z naszego kraju, zamiast trafiać do naszego budżetu.
W czym tkwi problem?
Otóż, obowiązujący w Polsce podatek od dochodów przedsiębiorstw, tzw. CIT jak sama nazwa wskazuje jest płacony od dochodów, którą to wartością można łatwo manipulować wykorzystując odpowiednio politykę kosztową. Daje to możliwość umiejętnego unikania płacenia odpowiedniej wartości podatku. Dobrym, bardziej sprawiedliwym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie podatku od przychodów –   tzw. podatku obrotowego. Jego zaletą jest przejrzystość, prosty sposób rozliczenia, a przede wszystkim zlikwidowanie zjawiska omijania płacenia podatków przy wykorzystaniu polityki kosztowej.
Jak już wcześniej wspomniałam, oczywiste jest, iż przedsiębiorcy niechętnie rozliczają się z dochodów ze swojej działalności – tym bardziej, że jest to dla nich często bardzo duże obciążenie. W związku z tym, zgodnie z tzw. krzywą Laffera, obniżenie samego opodatkowania przyczyniłoby się do większych wpływów budżetowych. Przedsiębiorcy będą woleli zapłacić niski sprawiedliwy podatek niż ryzykować łamanie prawa. Po prostu przestałoby im się to opłacać. Najważniejsze – zmniejszenia obciążenia podatkowego doprowadziłoby do uwolnienia przedsiębiorczości, a przede wszystkim dało szansę średnim, małym rodzimym graczom wykazać się na rynku. Polak przecież pracowity i twórczy jest.
Dzięki temu zabiegowi uzyskalibyśmy większe wpływy do budżetu państwa – a dalej stałoby się to impulsem do prawdziwego wzrostu, tylko że odpowiednio polskiej gospodarki. Te działania w jakiejś części mogłyby doprowadzić do wzrostu zamożności Polaków, ponieważ zyski zostałyby w kraju.
W chwili obecnej grupą społeczną najbardziej uprzywilejowaną w Polsce są głównie rodziny z dwójką i więcej dzieci, bądź też z jednym dzieckiem przy odpowiednich dochodach rodziców. To efekt wprowadzenia przez rząd programu 500+. Biorąc pod uwagę niską zasobność naszego portfela w porównaniu z portfelem państw zachodnich była to bardzo  pożądana inicjatywa. W większości polskich rodzin ciężko było związać „koniec z końcem”, mając gromadkę dzieci na utrzymaniu. Jest to efekt ciągłego funkcjonowania Polski jako państwa dysponującego tanią siłą roboczą i niestety w tej kwestii niewiele się zmieniło. Także trzeba zadać sobie pytanie, czy droga do zwiększenia choć trochę zasobności kieszeni Polaka powinna prowadzić  poprzez Program 500+? Oczywiście, główny jego cel to zwiększenie poziomu dzietności w Polsce. Okazuje się jednak, iż przy okazji przyczynia się on do obniżania aktywności zawodowej, pośrednio powodując w coraz większym stopniu do sytuacji, ze opłaca się bardziej nie pracować niż pracować.
Reasumując, to praca powinna zapewnić godne warunki życia, a nie socjal od państwa. A teraz przyjrzyjmy się, jak to wszystko się ma do promowanej idei sprawiedliwości społecznej? Co z osobami pracującymi, których zarobki są na bardzo niskim poziomie, a nie są związani z programem 500+, to znaczy – nie posiadają dzieci z różnych względów osobistych, bądź  też posiadają jedno dziecko, ale ich dochody minimalnie przekraczają ustanowiony pułap dochodowy tego programu. Pracujący rodzic z jednym dzieckiem, którego dochód nieznacznie tylko był wyższy od ustanowionego pułapu już nie otrzyma wsparcia od państwa, a w obecnych polskich warunkach, dodatkowo jeszcze musi zapłacić podatek dochodowy. Dalej, co z biednymi rencistami, emerytami, którzy muszą rozliczać się z fiskusem? Nasuwają się następujące wnioski – potrzebne są odpowiednie zmiany przepisów podatkowych, aby odciążyć i te grupy społeczne, a osoby czynne zawodowo powinny zostać szczególnie wyróżnione i odpowiednio docenione za swoją pracę.

W tym kontekście należałoby przyjrzeć się kwocie wolnej od podatku, która przez 8 ostatnich lat była w naszym kraju na bardzo niskim poziomie – 3091 zł rocznie. Zarabiając już powyżej tej kwoty, czyli około 250 zł miesięcznie, musieliśmy państwu zapłacić podatek. Jakie zmiany zaszły w tym kierunku w ostatnim czasie? W 2017 r. kwota wolna wynosi 6600 zł, natomiast w 2018 – 8000 zł, jednak te progi kwoty wolnej dotyczą tylko osób, które mieszczą się w tym limicie. Oznacza to, iż zarabiając nieco powyżej 1 tys. zł na miesiąc niestety nadal obowiązuje nas kwota wolna od podatku w kwocie 3091 zł, czyli w sumie za wiele się nie zmieniło. W związku z tym osoba, która pracuje za najniższą krajową nie skorzysta za wiele. Natomiast skorzystają z niej zarabiający mniej niż połowę pensji minimalnej. Polski system podatkowy obciąża podatkiem osoby o niskich dochodach, co często za granicą jest nie do pomyślenia.

Prosta zasada, pieniądze należy zostawić w kieszeni podatnika, on już najlepiej będzie wiedział jak zająć się ich rozdysponowaniem. Państwo niech przestanie karać za pracę, niech  po prostu nie przeszkadza.  Państwo woli jednak uchodzić za „dobrego wujka”, decydując komu zabrać , a za to komu dać, przysparzając sobie wdzięczność obdarowanych.
Reasumując, zmiany w naszym polskim prawie podatkowym są niezbędne i z niecierpliwością oczekiwane przez większość Polaków (niestety tylko przez tych, którzy zdają sobie sprawę, jaki ponoszą ciężar z tego tytułu).
Biedny jak Polak
Obecnie jako Polska zajmujemy niechlubne 29 miejsce w Europie pod względem zamożności obywateli. Jestem przekonana, że wprowadzenie zmian opodatkowania, zarówno dla osób prowadzących działalność gospodarczą, jaki i dla przeciętnego Kowalskiego zatrudnionego na etacie, czy pobierającego emeryturę, według powyższej propozycji w jakimś już stopniu  przyczyniłyby się do poprawy naszego statusu finansowego. Państwo powinno wyróżniać obywateli czynnych zawodowo nie blokując ich potencjału, a tym samym bierną część społeczeństwa, pobierającą często bez przerwy liczne świadczenia socjalne, motywować do pracy, a nie utwierdzać w przekonaniu, że to czynne działanie nie będzie jej się wcale opłacać.
Byłyby to jednak zmiany symboliczne, biorąc pod uwagę wachlarz obciążeń, które dotykają każdego Polaka na każdym kroku. Systematyczne odciążanie społeczeństwa polskiego z licznych na ten czas nieuzasadnionych danin powinno być celem polskiego rządu na najbliższe lata. Jak najbardziej pożądane jest obniżenie oskładkowania samej pracy, które na ten czas jest bardzo wysokie w Polsce.
Wracając do tematu, miernik Produktu Krajowego Brutto  nie pokazuje rzeczywistego obrazu zamożności Polaków, a dobrobyt może zostać osiągnięty dopiero przy wykorzystaniu m.in. odpowiedniej polityki podatkowej.
Konieczne jest wiec obniżenie opodatkowania, i nie blokowanie naszego potencjału – są to oczekiwania coraz większej części społeczeństwa świadomego korzyści z tego wynikających.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ