Współpraca gospodarcza z Rosją, a nie polityka wrogości i izolacji

0
166
Dwa artykuły „Solidarność (drogo) sprzedam” i „Za pięć lat bez gazu z Rosji”, które ukazały się w „Gościu Niedzielnym” (GN) nr 25 z 25 czerwca 2017r. głęboko mnie zasmuciły. Jestem stałym czytelnikiem GN  i cenię ten tygodnik katolicki m.in. za niezależną i wolną publicystykę. Z uwagą przeczytałem wyżej wymienione artykuły  i doszedłem do wniosku że one są oparte na błędnych,  kłamliwych i szkodliwych dla Polski założeniach i nie wyrażają wolnej myśli  polskiej. Są pisane pod wpływem jakiejś zakłamanej, ciasnej,  poprawnej politycznie inspiracji. Nie mają polotu wolnego orła, latającego samotnie ale cechę barana chodzącego w stadzie. Kłamstwo jest zawsze kłamstwem, nawet gdy wszyscy w stadzie w nie wierzą.  Duch katolicki pojednawczy,  nie był oparciem dla pierwszego z artykułów, choć autor nosi piękne polskie nazwisko Jacek Dziedzina.
Kilka dni temu 28 czerwca obchodziliśmy 98 rocznicę podpisania układu pokojowego zwanego  „Traktatem wersalskim”, kończącego I wojnę światową i przywracającego Polskę na mapę Europy. Traktat był zwieńczeniem paryskiej konferencji pokojowej trwającej  od 18 stycznia 1919 roku do 21 stycznia 1920 roku. Brało w niej udział 27 zwycięskich państw. Polska była reprezentowana przez Ignacego Paderewskiego i  wielkiego polityka Romana Dmowskiego. Dla Polski Traktat był wielkim wydarzeniem historycznym, którego rocznica nie była  zauważona  w polskich mediach. Wówczas Polska doznała wielkiego dobrodziejstwa, odzyskała niepodległość.
W piątek 8 czerwca 2017r. Polska w osobie komisarz Elżbiety Bieńkowskiej na forum międzynarodowym  (Komisja Europejska) chciała zablokować dostawę gazu dla Europy i jako jedyna  na 27 państw głosowała przeciwko tej dostawie. Nasza postawa zaznaczyła się wobec 27 państw. Jak wiadomo gaz ziemny dla gospodarki danego państwa jest nieodzownym i nieocenionym dobrem, jest podstawą działalności zakładów przemysłowych i gospodarstw indywidualnych.  A więc za  doznane ogromne dobro odpłacamy próbą blokady dostaw błękitnego paliwa.  I to są fakty. Autorzy artykułów operują  językiem politycznym unijnym piszą o solidarności w blokowaniu Nord Stream o  zobowiązaniach Unii Europejskiej i używają określeń rusofil, rusofob. Oni wierzą w ustalenia unijne  a nie w realne potrzeby gospodarcze krajów europejskich.  Domagają się solidarności w złym a nie w dobrym. (patrz nauczanie JPII).
Kilkanaście milionów Polaków gdy codziennie odkręca w swoich domach kurki gazowe to zapala rosyjski gaz jak też  kilkanaście milionów Polaków z chwilą gdy przekręca kluczyki w samochodzie to zapala rosyjskie paliwo z ropy naftowej albo rosyjski gaz jeśli napęd jest gazowy. Zakłady przemysłowe i elektrownie w znacznej części funkcjonują w oparciu o rosyjski gaz lub rosyjską  ropę. Czy to nie jest ogromne dobro, które powinno być doceniane ?
Zapotrzebowanie Polski na gaz ziemny wynosi ok. 16 miliardów metrów sześciennych, zaś na ropę naftową  ponad 25 milionów ton.  Są to ogromne ilości. W znacznej części te potrzeby, jeśli chodzi o gaz zaspakaja gazociąg Jamalski „Błękitny potok”  biegnący z Syberii, zaś jeśli chodzi o ropę,  rurociąg naftowy „Przyjaźń”, który otwarto w 1964 roku. Już ponad 50  lat eksploatujemy te rurociągi. Nasz rozwój gospodarczy oparty był na właściwie nieograniczonych dostawach tych cennych surowców. Komu to przeszkadza i kto chce nam to popsuć! Czy nie jest to realne ogromne dobro i realne zagrożenie utraty tego dobra. Czy można tego nie zauważyć i to lekceważyć.  Ktoś powie, że  my za to płacimy! Cóż znaczą pieniądze za naturalne realne materialne dobro. Doceniamy to wówczas gdy mamy pieniądze a nie możemy jakiegoś dobra  kupić! Tak przyzwyczailiśmy się do tej sytuacji że wydaje się nam  jakby  to się należało. A tak być nie musi.
Unia Europejska (UE) Komisja Europejska (KE), to są instytucje międzynarodowe służące do gry politycznej, których istnienie bardziej sprzyja państwom silniejszym. Państwa silne wykorzystują UE i KE dla swoich interesów. Mniej silna Polska też chce wykorzystać te instytucje ale niestety nie dla swoich żywotnych interesów ale do walki z Rosją. I to jest istota sprawy w sporze o Nord Stream (Gazociąg Północny).  
Powstanie Gazociągu Północnego było efektem tego, że Rosjanie nie mogli wybudować gazociągu Jamał II . W 2001 roku Polska odmówiła współpracy przy tej inwestycji. To my sami zmusiliśmy Rosję do szukania innych rozwiązań  w efekcie czego takie rozwiązanie omijające łukiem Polskę znaleźli. Co więcej myśmy o tym rozwiązaniu wiedzieli i uparcie skazywaliśmy się na izolację. Nasi politycy wybrali „genialną” strategię blokowania. Wicepremier Janusz Steinhoff  z ramienia rządu, wtedy awuesowskiego tę strategię blokowania Jamału II realizował. Amerykanie politycznie  podtrzymywali nas w blokowaniu tej inwestycji, zaś firmy amerykańskie podpisywały umowy z rosyjskimi firmami w sektorze energetyki o wartości dziesiątków miliardów dolarów. Wbrew Polsce tę ogromną inwestycję Nord Sream I zrealizowano.
Strategia blokowania okazała się klęską. Polska przegrała na własne życzenie, przegrała w wielu dziedzinach. Do tej pory gaz przesyłany był z Rosji do Europy za pośrednictwem krajów tranzytowych – Białorusi, Ukrainy, Czech, Słowacji i Polski. Uruchamiając Gazociąg Północny kraje te tracą na znaczeniu, są pominięte i wyłączone, również z przychodów z tytułu pośredniczenia w przesyle gazu. Bycie głównym krajem tranzytowym dawało nam znaczne możliwości wpływania na politykę europejską i rosyjską. Bezpieczeństwo energetyczne , rozumiane jako groźba zakręcenia kurka z dostawami gazowymi, to bardzo rozdmuchany medialnie i politycznie problem, który nie ma odzwierciedlenia w rzeczywistości. Rosjanie nie mają żadnego interesu aby zakręcić komukolwiek kurek z gazem. Przez ponad 50 lat eksploatacji rosyjskiego gazociągu nie zdarzyło się to nigdy. Straszenie zakręceniem  kurka jest kłamstwem, którym karmi się Polaków. Chyba że z góry zakłada się konflikt z Rosją budując ofensywne bazy wojskowe w strefie przygranicznej z Rosją. Dopiero teraz gdy gaz może być przesyłany do Europy z pominięciem Polski, przestaje się Polska liczyć, a w sytuacji konfliktowej można jej dotychczasowy kurek z gazem zakręcić i cenę za gaz wywindować, która zresztą na skutek złych stosunków z Rosją  jest już wywindowana. Polska polityka  nieufna , nienawistna (palenie rosyjskiej flagi) , rozrachunkowa historycznie w stosunku do Rosji niestety doprowadziła  do tej sytuacji.  Tutaj w pełni wyszła na jaw choroba  Polaków na Moskala.  
Europa chce żyć dostatnio, chce się rozwijać, chce zapewnić swoim obywatelom i przedsiębiorstwom przemysłowym bezpieczeństwo energetyczne. I to jest najważniejsze. Dopominanie się Polski by poprzez UE i KE zablokować dostawę gazu  z Rosji do Europy szkodzi Europie i wystawia nas na złą opinię. Sami nie chcemy korzystać z możliwości rozwoju i innym chcemy odmówić tego rozwoju.   
Aby osłodzić tę porażkę z Nord Stream, trzeba Polakom coś w zamian obiecać. A w obiecywaniu jesteśmy bardzo dobrzy. Więc obiecują ciągnąć  ropę nowym wybudowanym przez Polskę rurociągiem pod Bałtykiem (Baltic Pipe)  z szelfu norweskiego. Piotr Naimski w drugim z artykułów stwierdził iż  Baltic Pipe jest projektem o tak wielkim znaczeniu dla Polski, że może być porównywany do członkostwa w NATO.  Tylko szkopuł w tym że rurociąg ma przebiegać przez Danię, która nie jest zainteresowana tym projektem i ze względu na koszty już teraz znaczną część ropy kupuje od Niemiec. Teoretycznie z każdego punktu na ziemi można poprowadzić rurociąg tylko po jakich kosztach. Takie znaczące firmy jak Shell, Total, EnQuest wydobywają ropę na Morzu Północnym ale z bardzo wysokimi kosztami. Dla obniżenia tych kosztów zwalniają pracowników. Bardzo wysokie koszty produkcji spowodowane są specyficznym układem skał.  Po jakich kosztach wydobywać będzie Polska jeśli dodać jeszcze koszty wybudowania platformy wiertniczej, rurociągu po dnie Bałtyku i koszty eksploatacji tego rurociągu?
Należy zauważyć  iż Niemcy, którzy umieją liczyć koszty i ich położenie jest bliższe złożom norweskim nie ciągną rurociągu  z tych złóż ale z odległej Rosji ponad 55 razy większej od Polski. Z naszej strony zamiar budowy norweskiego rurociągu wygląda  na jakieś złudzenie  czy romantyczne marzycielstwo.
Nie trzeba być geniuszem by stwierdzić iż to skończy się  na kupowaniu rosyjskiej ropy ale od Niemców za solidną cenę. Wtedy będziemy zadłużać się u Niemców na dużą skalę, a o to Niemcom chodzi by z Polski zrobić bankruta. Nie trudno się domyśleć co wówczas stracimy. Dowożenie gazu skroplonego statkami z Ameryki i później jego rozprężanie, też nie będzie tanie. Z grubsza to wygląda tak jakbyśmy chcieli przewozić prąd elektryczny w akumulatorach  zamiast puścić  go przewodami.
Nasuwa mi się następujący wniosek: najwyższy czas zrewidować politykę względem Rosji gdyż jest ona kluczem do rozwiązania polskich problemów.  W historii Polski zawsze tak było że współpraca z Rosją  dawała Polsce rozwój i pomyślność, zaś wrogość w stosunku do Rosji, dla Polski kończyła się klęską. Wrogość rodzi fatalne owoce i jest taka nie polska i nie katolicka. 
Wizyta Trumpa w Polsce tylko umocniła i utrwaliła stanowisko Polski w sprawie Nord Stream II co narzuca iść w zaparte w złym kierunku. Co może Trump. Zniesienie wiz dla Polaków? – Nie. Nie wiele może albo nic bez decyzji Kongresu Stanów Zjednoczonych. Wpływ Kongresu na prezydenta jest duży co widać po tym że nie może zrealizować wyborczych obietnic.    
W środę 5 lipca, w dniu przyjazdu Donalda Trumpa do Polski, węgierski minister spraw zagranicznych Peter Szjjarto poleciał z roboczą wizytą do Moskwy, aby podpisać z prezesem Gazpromu Aleksiejem Millerem porozumienia o dostawach rosyjskiego gazu nowym połączeniem z Europy Południowej. Ta postawa Węgrów oznacza że zbytnio nie liczą na  unijną i amerykańską pomoc.  
A więc po pierwsze współpraca gospodarcza z Rosją a nie polityka wrogości i izolacji. Silna gospodarka to dobrobyt obywateli, silne państwo i niezależność.
                                                                 9 lipca 2017r.,  Marian Kolasa.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ