Stal zatrzymała lidera

0
342
Widzew Łódź - Stal Stalowa Wola 0-0, 1.12.2018

                                Ostatni przed zimową przerwą wyjazdowy pojedynek piłkarzy ze Stalowej Woli w Łodzi był prawdziwym piłkarskim świętem. Blisko 16 tysięcy widzów nieodstraszonych kilkoma stopniami mrozu, w tym zapełniony do ostatniego miejsca sektor gości, walka do upadłego i sceneria z użyciem środków pirotechnicznych znana z meczów decydujących o mistrzostwie Polski. Przy obrazkach nieznanych chyba dotąd na II-ligowych boiskach i sportowym, ogłuszającym dopingu z wszystkich sektorów stadionu, Stal Stalowa Wola zatrzymała łódzki Widzew na jego obiekcie, remisując 0-0 w meczu rozegranym w ramach 21 już kolejki rozgrywek.

Na ten spektakularny występ w Łodzi szykowali się nie tylko piłkarze z nadsańskiego grodu, ale również kibice w zielono-czarnych szalikach i kilka przyjaznych im ekip. To sprawiło, że w mieście włókniarzy piłkarze Stali pojawili się w towarzystwie około tysiąca sprzymierzeńców. Naszym graczom niestraszne było, że zwolenników gospodarzy było 15 razy więcej. Stalówka na nowoczesnym stadionie Widzewa czuła się jak ryba w wodzie i rozegrała na zakończenie jesiennych bojów kolejny świetny mecz.

Bardzo dobre nastawienie psychiczne sprawiło, że nasi zawodnicy od początku prezentowali stalową wolę do odniesienia zwycięstwa. W pierwszej fazie gry Stal zaskoczyła łodzian wysokim pressingiem. W 4 min. po natarciu na obrońców rzut rożny miała nasza drużyna, po którym w idealnej sytuacji znalazł się Piotr Mroziński, lecz trafił piłką w obrońcę. Dlaczego strzelał głową, a nie nogą ? W 12 min. strzału z dystansu próbował Bartosz Sobotka, ale tą próbą dał się bardziej zapamiętać fanom z „młynu” Widzewa, niż bramkarzowi gospodarzy. Po kwadransie gry inicjatywę chcieli przejąć widzewiacy, lecz poza dwoma rzutami rożnymi z którymi nasi obrońcy nie bez problemów sobie poradzili, nic nie wskórali.  Inicjatywę za to przejęli łódzcy kibice, którzy urządzając dwie oprawy stadionowe z zastosowaniem środków pirotechnicznych postawili na mocne efekty, z których wyszły również skutki w postaci dwóch kilkuminutowych przerw w grze. Zadymienie boiska było bowiem na tyle poważne, że sędzia innych decyzji podjąć nie mógł. Po przerwach na kibicowskie harce, na szczęście w tym nieszkodliwym wydaniu, dalej lepsze wrażenie sprawiali goście ze Stalowej Woli. Bliscy oni byli udokumentowania lepszej gry  w doliczonym do I połowy czasie, którego w sumie uzbierało się 9 minut. Najpierw Robert Dadok uderzył z dystansu, ale bramkarz z Łodzi nie dał się zaskoczyć. Golkiperowi Widzewa należy się sowita premia za interwencję niemal na linii 16-stego metra chwilę potem, jak na czystą pozycję wyszedł Mroziński. Stalowowolski pomocnik zagrania do bramki szukał gdzieś między nogami bramkarza, tylko że ten wyczuł intencję strzelającego. W pierwszej połowie choć bezbramkowej, nudów nie było.

Po przerwie liczni sympatycy Widzewa spodziewali się ataków swojej drużyny. A tu pewne zaskoczenie – pierwszy kwadrans całkowicie zdominowała Stal. W 52 min. tańczący z łódzkimi obrońcami na lewej flance Dadok dostrzegł znajdującego się w dobrej sytuacji Michała Mistrzyka i dograł tam gdzie chciał. Wychowanek Stalówki miał dużo czasu na ustawienie piłki na ułożenie jej na nodze, ale szczęścia już w ogóle – trafił w poprzeczkę. Później w ciągu kliku minut na bramkę Widzewa sunęła akcja za akcją. Po pięknej wymianie podań o gola mógł się pokusić Michał Trąbka, zaraz potem Michał Kitliński, ale najbardziej żałował swojego strzału Przemysław Stelmach, gdyż ten zakończył się na jedynie bocznej siatce. Kilka naprawdę dobrych szans było, oby nie chciały się zemścić. Na szczęście Stalówki choć łodzianie mieli gola na wyciągnięcie ręki, strzał ich gracza w 77 min. odbił się od górnego obramowania stalowowolskiej bramki.  Już blisko końca meczu, kibice gości czują niedosyt. Mróz się lekko nasila, jednak na boisku, a zwłaszcza w sektorze gości termometry pokazują co innego. Tam słupek rtęci na którejś kresce powyżej zera. I to dobrze powyżej zera, ponieważ część kibiców zostawia na sobie odzienie od dołu do pasa. Na boisku piłkarze próbują rozstrzygnąć pojedynek na swoją stronę. Piłka po centrze ze stałego fragmentu gry po główce jednego z naszych graczy jest już chyba w bramce… O nie, widzewiak tam stał i jakimś fartem to wybił ! Na boisku pojawił się nasz najlepszy strzelec Adrian Dziubiński. Niebawem potem i on miał szanse na zwycięskiego gola, kolejny raz próbą nie pogardził Trąbka. Najwięcej okazji miał bardzo pracowity tego dnia Mroziński. Stal nie jest osą i Widzewa chyba dziś nie użądli. To już 15 strzałów na bramkę gospodarzy i w tym 5 celnych ! Widzew jednak zachowuje wciąż czyste konto. Ostatnie chwile podstawowego czasu gry i 3 minuty doliczonego już bronimy tego co mamy. Najpierw groźnie piłka zmierza w kierunku prawego słupka naszej bramki, ale Łukasz Konefał wyciąga się jak struna i wypycha piłkę za końcową linię boiska. Za chwilę słabiej kryjemy lewą stroną, a tamtędy łodzianie mkną jak łódź motorowa. Wgranie piłki w pole karne, ale jest ze wślizgiem któryś z naszych obrońców. Tylko rzut rożny dla łodzian. Po nim zamieszanie, ale nasi wspaniali zawodnicy wśród których nie można wskazać dzisiaj żadnego słabego punktu wyjaśniają sytuację. Już prawie kwadrans po dwudziestej pierwszej. Nareszcie sędzia zawodów gwiżdże i oznajmia, że w meczu faworyta na Stal ze Stalowej Woli po raz kolejny nie było mocnych.

Po konsekwentnej grze, pełnej piłkarskiej jakości, dojrzałości i entuzjazmu Stalówka wywozi z Łodzi 1 punkt. Jest się z czego cieszyć, ale też Widzew może odetchnąć z ulgą. Z przebiegu gry i stworzonych sytuacji to raczej szczęśliwy remis dla lidera, który już jutro z tym fotelem może się pożegnać.

Barw Stali w Łodzi bronili: Łukasz Konefał – Adam Waszkiewicz, Kacper Czajkowski, Grzegorz Janiszewski, Bartosz Sobotka, Michał Mistrzyk, Piotr Mroziński, Przemysław Stelmach, Robert Dadok (62, Adrian Dziubiński), Michał Trąbka – Andrzej Trubeha (54, Michał Kitliński).

Jutro może się okazać, że Stal strąciła dzisiejszym występem Widzew z pozycji lidera. Będzie tak wówczas, gdy swój mecz wygra Radomiak. Ostateczny kształt tabeli przed zimową przerwą będzie znany po niedzielnych spotkaniach. Na dzisiaj wiadomo tyle, że drużyna ze Stalowej Woli ma już tylko 5 punktów straty do miejsca premiowanego awansem.

P.S. I stało się. Radomiak po niedzielnym zwycięstwie z Olimpią Grudziądz 4-2 jest nowym liderem tabeli. Zgromadził 41 punktów i zasiada na fotelu lidera co najmniej do marca 2019 roku. Nasza Stalówka ma 10 punktów mniej, co po 21 meczach gwarantuje 6 pozycję w drugoligowej tabeli.

                                          Krzysztof Szkutnik

ZOSTAW ODPOWIEDŹ