Polska siatkówka z najwyższą ścianą świata

0
159
Polacy mistrzami świata w siatkówce w 2018 roku

                     Trwające przez kilkanaście dni w Bułgarii i Włoszech mistrzostwa świata w męskiej siatkówce zakończyły się kosmicznym sukcesem reprezentacji Polski. Nasi siatkarze obronili zdobyty przed czterema laty tytuł mistrzów świata i na dobre położyli kres hegemonii Brazylijczyków, panujących wcześniej przed polskimi triumfami od 2002 roku. W wielkim finale rozegranym w Turynie Polska rozbiła Brazylię 3-0, kontrolując przebieg pojedynku od początku do końca.

                      Po tym sukcesie już nikt nie powinien mieć wątpliwości, że wśród gier zespołowych to nie piłka nożna, a siatkówka jest obecnie naszym sportem narodowym numer 1. Zliczając imprezy rangi mistrzowskiej (mistrzostwa  świata i Europy) oraz igrzyska olimpijskie, polscy sportowcy zdobyli już w tej widowiskowej dyscyplinie 29 medali, w tym 7 złotych. W dziejach światowej i europejskiej siatkówki aż do 1983 roku bywało tak, że polski kibic  z urzędu musiał być rozpieszczany – jak nie przez reprezentację męską, to chociaż kobiecą. Potem przez dwadzieścia okrągłych lat mieliśmy totalną posuchę. Polskie zespoły wprawdzie często w imprezach znaczącej rangi występowały lecz bez wartych odnotowania wyników. Za to te ostatnie 15 lat wywindowały siatkówkę do rangi sportu narodowego, z pełnymi halami na wszystkich meczach reprezentacyjnych siatkarzy rozgrywanych na terenie kraju, a także dużym zainteresowaniem, gdy grały biało – czerwone panie. To właśnie one, niemal dokładnie 15 lat temu dały impuls do natarcia, kiedy w rozgrywanych na terenie Turcji mistrzostwach Europy zdobyły sensacyjnie, ale jakże zasłużenie złoty medal, gromiąc w finale imprezy gospodynie. 28 września 2003 roku piękne kobiety z biało-czerwonym nadrukiem na koszulce stanęły na najwyższym podium mistrzostw starego kontynentu i jednocześnie rozpoczęły trwający po dzisiaj piękny okres polskiej piłki siatkowej. Polskie „złotka” dominację ubezpieczyły dwa lata później w Chorwacji, powtarzając w kolejnym europejskim czempionacie,  znów pod wodzą nieodżałowanego trenera Zbigniewa Niemczyka ten wielki sukces.

Panowie nie myśleli być gorsi. Już w 2006 roku w mistrzostwach świata grali jak natchnieni, ale w finale czekali perfekcjoniści z Brazylii i musieliśmy się zadowolić i tak olbrzymim sukcesem, jakim było wicemistrzostwo globu. Na mocniejsze wrażenia w wykonaniu polskich siatkarzy czekaliśmy kolejne 3 lata, kiedy na mistrzostwach Europy sportowcy znad Wisły byli najlepszą ekipą. Do złotego medalu mężczyzn, panie też dorzuciły swój sukces w 2009 roku na zawodach rozgrywanych w Polsce, którym był brązowy krążek. Na następnych mistrzostwach Europy w 2011 roku siatkarze bronili najważniejszego na Starym Kontynencie trofeum, lecz ta sztuka się nie udała. Z mistrzostw z niczym jednak nie wróciliśmy. Wygraliśmy mecz o 3 miejsce i wzbogaciliśmy kolekcję o brązowy medal.

Wreszcie nadszedł rok 2014 i mistrzostwa świata, których Polska była gospodarzem. Przepełnione hale, szaleństwo na ulicach, obiektach  w siedmiu polskich miastach oraz pubach i  przed telewizorami. Entuzjazm i euforia popchnęły rodaków do spektakularnego sukcesu. W finałowym meczu granym w katowickim Spodku Polska pokonała Brazylię 3-1 i została mistrzem świata.

No i wreszcie zakończone przed momentem mistrzostwa, jakże udane. Morderczy siatkarski maraton, jaki trzeba było w ciągu niespełna dwóch wrześniowych dekad odbyć na terenie Bułgarii oraz Włoch.  Polacy zdobyli mistrzostwo świata broniąc tym samym zdobytego przed czterema laty tytułu, rozgrywając 11 spotkań w ciągu 19 dni. Nasi gracze uporali się nie tylko z przeciwnikami, lecz także z dziwaczną formułą mistrzostw. Na te piękne chwile złożyło się wiele elementów, jak przygotowanie, trafienie z formą, strategia i taktyka. W wielu siatkarskich elementach Polacy dominowali niepodzielnie, a niektóre zagrywki i bloki przyprawiały rywali o zawrót głowy. Zwłaszcza gra szczelnym, wysokim blokiem robiła różnice. W grze blokiem stawialiśmy rywalom najwyższą siatkarską ścianę świata, której nikt nie był w stanie przekroczyć. A to co wyprawiali na bułgarskich a zwłaszcza włoskich parkietach Michał Kubiak i Bartosz Kurek, to aż niemożliwe, by z jednej reprezentacji dwóch graczy było w tak galaktycznej, życiowej formie. Każdy mistrzowski turniej charakteryzuje się tym, że bez któregoś z elementów o prymat trudno. Polacy więc wygrali te mecze, które wygrać musieli, aby świętować ten sukces. Jeśli trzeba było wygrać jednego seta, tak jak ze współgospodarzami imprezy Włochami, to wygrali tego pierwszego, by nie pozostawić rywalom złudzeń.

Złota do czegoś zobowiązują. Deszcze sukcesów po naszych rodakach, zwłaszcza tej młodszej generacji, nie spływają jak po kaczce. Na całe szczęście oczywiście. Dzieci i młodzież reagują chęcią uprawiania tej dyscypliny sportu. Boiska na placach zabaw i inne areny dla amatorów szybko zapełniają się propagatorami piłki siatkowej. Nawet w naszym mieście, gdzie posiadamy jedynie sekcje młodzieżowe, a siatkówka w wydaniu ligowym od końca lat osiemdziesiątych przestała funkcjonować. Po otwarciu w lecie największego placu zabaw, gdzie umiejscowione są boiska do siatkówki i  koszykówki, to pierwsze bardzo często było zajęte przez kilkunastoletnich adeptów tej dyscypliny sportu. Tak niejednokrotnie wyglądają promyczki pracy od podstaw, z której wykluwają się talenty takie jak Jakub Kochanowski czy Artur Szalpuk. Jeśli tylko jest to poparte odpowiednim systemem szkolenia oraz organizacją na poziomie klubów i związku krajowego, efekty przychodzą.

A jeśli dojdzie do całości ciężka praca i autentyczność działań, zwycięża nie tylko sport, nie tylko siatkówka. Zwycięża Polska, zwycięża naród, zwycięża radość ludzi w biało-czerwonych barwach. Tak jak dziś w Turynie.

                                                                Krzysztof Szkutnik

ZOSTAW ODPOWIEDŹ