Podsumowanie występów piłkarzy Stali Stalowa Wola w rundzie wiosennej oraz sezonie 2018/2019

0
252
Spokojny sezon piłkarzy Stali Stalowa Wola

                     Minęło właśnie cztery tygodnie od zakończenia piłkarskiej wiosny i całego sezonu 2019/2019 w wykonaniu piłkarzy Stali Stalowa Wola. Rozgrywki nabrały więc „mocy urzędowej”, najwyższy zatem czas, aby podsumować to co się wydarzyło w ostatnim sezonie.
                  Bardzo przyzwoita gra piłkarzy ze Stalowej Woli w 21 meczach jesiennych i wyniki chyba nawet lepsze niż na miarę możliwości, były zwiastunem spokojnej jak nigdy dotąd wiosny. Najstarsi fanatycy nie przypominają sobie, kiedy to „Stalówka” przystępując do wiosennych spotkań, których pozostało po przerwie zimowej ledwie trzynaście, miała w tabeli rozgrywek tak komfortową sytuację. Wszystkie znaki zwiastowały więc sakramencki spokój wiosną i choć to sport, faktycznie tak było.
Na początek piłkarskiej wiosny Stalowcy podejmowali w Boguchwale Błękitnych Stargard, którzy wiosną musieli twardo walczyć o pozostanie na II-ligowym froncie. Nasi piłkarze zademonstrowali sporo wigoru, ale też nonszalancji. O zwycięstwo walczyli na dwie raty. Najpierw po dwóch zdobytych golach mieli już rywali na „łańcuchu”, lecz zamiast zawczasu rozstrzygnąć spotkanie, pozwolili stargardzianom wbić dwa gole i doprowadzić do remisu. Jednak w niedługi okresie Stal doszła znów do głosu, aplikując rywalom kolejne dwa gole i wygrywając 4-2.
O kolejnym wiosennym meczu, rozgrywanym na boisku rywali z Pogonią Siedlce, lepiej zapomnieć. W traumatycznych warunkach pogodowych – przy padającym rzęsiście deszczu i wściekle wiejącym w różne strony wiatru – gracze Stalówki jeszcze po pierwsze połowie mogli mieć nadzieję, gdyż przegrywali tylko 1-2. Mimo fatalnej gry w tyłach, pod koniec tej odsłony goście prowadzili grę i byli bliscy doprowadzenia do wyrównania. Po przerwie wszystko rozsypało się jak domek z kart i zamiast coś dobrego, z całości wyszedł mały blamaż. Stal uległa siedlczanom 1-5 i to był już drugi w tym sezonie beznadziejnie słaby występ przeciwko Pogoni (na jesieni w Boguchwale porażka 0-2).
Kolejnymi zawodami w wykonaniu Stali był derbowy pojedynek z tarnobrzeską Siarką. Jedyny w swoim rodzaju i jedyny w całej historii potyczek między obiema sąsiadkami. Tym razem nikt nie obierał kursu autokarowego na Tarnobrzeg czy Stalową Wolę. Obie ekip musiały przejechać przez Rzeszów stojąc na skrzyżowaniach kilkunastu sygnalizacji świetlnych, by dotrzeć do domu, a raczej przysposobionej chatki stalowowolan na Izo-Arenę w Boguchwale. Mecz wyglądał tak, jakby nikt nikomu specjalnej krzywdy nie chciał wyrządzić. Dopiero w ostatniej akcji meczu, po stałym fragmencie gry, aż dwóch piłkarzy Stali kopali piłkę do bramki tarnobrzeżan. Ostatecznie zza dymnej zasłony wyskoczył Piotr Mroziński i to on był strzelcem zwycięskiego gola. Stal lepsza od Siarki w stosunku 1-0. Po meczu w obozie piłkarzy Stali były tańce, hulanki, swawole. Generalnie długa i ciężka do opisania radość szatniowa autorów derbowego sukcesu. Już gospodarze obiektu zastanawiali się, czy szatnia zostanie w porę zwolniona przez zielono-czarnych na użytek prawdziwych domowników – IV ligowego Izolatora.
Następnie Stal wybrała się do Radomia, by stawić czoła liderowi rozgrywek. Przynajmniej w I połowie meczu piłkarze znad Sanu napędzili sporo strachu liderowi rozgrywek, będąc co najmniej równorzędnym rywalem dla Radomiaka. To samo zanosiło się w drugiej połowie, jednak na jej początku niefortunnie dla Stali przydarzyła się powtórka z jesieni z Boguchwały. Wtedy Stalówka musiała sobie radzić na boisku przez 40 minut w osłabieniu. Ta historia nieubłagalna stała się też wiosną. Tyle że do tego osłabienia doszedł jeszcze rzut karny, podyktowany dla radomian kilka minut przez zakończeniem rywalizacji i gospodarze dopięli swego. Piłkarze Stali opuszczali więc Stadiom Miejski w Radomiu pozostawiwszy tam dobre wrażenie, ale także wszystkie punkty. Radomiak zwyciężył 1-0.
Po sprawieniu problemów liderowi, w kolejnym meczu w Boguchwale już co niektórzy przed meczem dopisywali Stalówce punkty w spotkaniu ze Skrą Częstochowa. W podrzeszowskiej miejscowości i na całym Podkarpaciu zapanowała bajeczna aura, a na obiekcie Izolatora pojawiły się całe rodziny z dziećmi. Na trybunach rodzinny, piknikowy nastrój, a na boisku, zwłaszcza na przedpolu klops za klopsem jak nie bramkarza to obrońców gospodarzy. Piłkarze spod Jasnej Góry aż takimi frajerami być nie mogli, aby przegapić nadarzające się okazje. Rozgromili naszych piłkarzy w Boguchwale 4-1 i to był najniższy wymiar kary dla zielono-czarnych za to spotkanie.
Pomni obronnych wybryków, starcie prestiżowe z Ruchem Chorzów potraktowano szkoleniowo. Stal zabezpieczyła solidnie tyły, licząc, że z kilku swoich ataków coś się uda zrobić. Poza ambitną walką, z jakością obu ekip było już gorzej. Tylko niewielkimi fragmentami mecz mógł się podobać. Z przebiegu gry drużynom należało się po solidarnym punkcie i właśnie remisem 1-1 zakończył się ten pojedynek. Z uwagi na sytuację w tabeli, w Chorzowie pozostał gruby niedosyt.
Kolejny mecz Stali był pojedynkiem najszczerszej prawdy, bo na Podkarpacie zawitał mocny i liczący się w walce o awans GKS Bełchatów. Prawda okazała się wyjątkowo miła, gdyż spotkanie było naprawdę dobrym widowiskiem z obu stron okraszane sytuacjami podbramkowymi, niemniej więcej z gry mieli piłkarze z ulicy Hutniczej. To nasi gracze po jednej ze świetnych akcji zdobyli tego złotego gola, zwyciężając bełchatowskich gości 1-0.
To była połowa kwietnia, 6 kolejek do końca, a Stalówka mogła już na ten sezon spoglądać z jeszcze większym spokojem. Z takim nastawieniem piłkarze reprezentujący Stalową Wolę pojechali do Grudziądza, gdzie czekała już kolejna silna ekipa – grudziądzka Olimpia. Nie był to udany mecz, gdyż ubiegłoroczni spadkowicze z I ligi zaserwowali ostre tempo i szybko objęli prowadzenie. Nasi zawodnicy próbowali się odgryźć, ale w stosunku do miejscowych rywali byli zbyt wolni. Do tego w naszej ekipie znów dały o sobie znać niepożądane kolory. Dwóch naszych graczy opuściło plac gry z czerwonymi kartkami i stało się jasne, że Stalówka z Grudziądza żadnej zdobyczy nie przywiezie. Olimpia wygrała pewnie 2-0.
Później przyszedł kolejny mecz z Olimpią – tym razem z drugiego bieguna tabeli, tą z Elbląga. Zaledwie 75 osób nie oglądało w Boguchwale olśniewającego widowiska, lecz po końcowym gwizdku satysfakcję kibice mieli. Stalówka odniosła skromne zwycięstwo 1-0, ale to akurat wystarczyło do podreperowania morale po wcześniejszej, grudziądzkiej wpadce.
Przed długim majowym weekendem, Stalówka pojechała mierzyć siły do Katowic na mecz z tonącym w ligowej tabeli Rozwojem. Zamiast przeciwnikiem, piłkarze z Podkarpacia mierzyli siły z deszczową pogodą, zaś Rozwój dalej tonął, ale jeszcze dodatkowo w kałużach będących wynikiem ulewy przechodzącej nad Katowicami. Obie ekipy ambitnie walczyły i spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem.
Pierwszy majowy mecz Stalówki z pruszkowskim Zniczem był szybkim pojedynkiem. W Boguchwale widzowie obserwowali żywy pojedynek, jednakże ze sporą ilością błędów w każdej formacji. Po pierwszej bezbramkowej połowie, po przerwie otworzył się worek z bramkami. Stalowowolanie mieli więcej sytuacji, jednak to piłkarze Znicza zaliczyli o jedno trafienie więcej i wywieźli ze stadionu Izo-Arena 3 punkty, wygrywając ze Stalą 2-1.
W drugim z rzędu meczu domowym nasi futboliści podejmowali górników z Łęcznej. Kibice z okolic kopalni Bogdanka po rundzie wiosennej obiecywali sobie tylko awansu. Gracze Górnika oblewali jednak egzamin za egzaminem i na mecz ze Stalówką dotarli niczym studenci po zawalonej sesji. Piłkarze Stali nie musieli się zatem stawiać w roli piłkarskich profesorów, ale nawet bez tego pokazali łęcznianom miejsce w szyku. Stal wygrała z Górnikiem 2-1.
W starciu ostatniej kolejki Stalówka miała zaplanowany daleki wyjazd na malownicze Kaszuby. Zamiast malowniczej przygody, wyszła zdecydowanie mokra. W wyniku barowej pogody, kibice Stalówki dopingowali zielono-czarnych z aut zaparkowanych przy stadionie. W dopingu jak na boisku – styl owszem ważny, ale liczy się skuteczność. Po pierwszej bezbramkowej połowie, goście ze Stalowej Woli sukcesywnie zwiększali tempo, a wejherowianie odliczali minuty do prysznica i sjesty. Wykorzystała to Stal zadając trzy ciosy i wygrywając na tamtejszym, zielonym Wzgórzu Wolności 3-1.
W ten sposób zakończył się ten miejmy nadzieję przełomowy dla Stali sezon. Któż się w warunkach przedsezonowych wibracji organizacyjnych w klubie oraz montowaniu składu na godziny przed pierwszym meczem spodziewał, że Stalówka w zdobyczy punktowej przekroczy pół setki ? Piłkarze z klubu z dwoma kominami w swoim godle ugrali na rywalach 51 punktów, aż 10 z nich zdobywając w spotkaniach ekipami, które w kolejnym sezonie zagrają w I lidze. A co ważne, nie było chyba w zakończonym sezonie momentu, w którym trzeba było się martwić o II-ligowy byt. To zdecydowany krok naprzód. Oby na kolejne nie musielibyśmy czekać latami…
                               Krzysztof Szkutnik

Dodaj komentarz