10 czerwca 1944 roku- pod miejscowością Janiki niedaleko Lipy, doszło do pierwszych walk z Niemcami partyzantów "Ojca Jana" dowodzonych przez Bolesława Usowa "Konara" (Fot.Dziennik Złożony)

Parę słów o pomniku w nieistniejących już Janikach

W dniu 6 czerwca 2009 roku w lesie pod nieistniejącej miejscowości Janiki odbyła się uroczystość związana z obchodami 65 rocznicy walk partyzantów z oddziału “Ojca Jana” (Franciszek Przysiężniak) z Niemcami. W czerwcu 1944 roku Naczelne Dowództwo Niemieckie zaplanowało akcję antypartyzancką oznaczoną kryptonimem “Sturmwind I” (Głównym celem akcji była całkowita likwidacja oddziałów partyzanckich stacjonujących na obszarze Puszczy Solskiej, w celu zabezpieczenia wycofujących się Niemców z obszaru ziem Polskich). Do pierwszego starcia partyzantów z Niemcami doszło 10 czerwca 1944 roku w pobliżu Janików niedaleko również nieistniejących już Kochan. Regularnym siłom Niemieckim stawił czoła oddział NOW – AK “Ojca Jana” dowodzony przez Bolesława Usowa “Konar”

W miejscu, gdzie doszło do walk między polską partyzantką, stanął w roku 2000 pomnik upamiętniający te wydarzenia. W uroczystym spotkaniu w lesie pod dawnymi Janikami, które poprowadził ówczesny Przewodniczący Rady Powiatu Niżańskiego Eugeniusz Trzuskot, wzięła dość liczna rzesza mieszkańców okolicznych miejscowości i Stalowej Woli. Uczestniczyła młodzież i kombatanci wojenni. Po skończonej mszy świętej swoimi wspomnieniami podzielili się byli partyzanci z oddziału “Ojca Jana” Melchior Batorski, Waldemar Górski oraz Maria Mirecka – Loryś, wówczas członkini Kongresu Polonii Amerykańskiej wywodząca z rodziny patriotycznej Mireckich pochodzącej z Racławic koło Niska. Zbigniew Markut, obecny prezes Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej Obwodu Nisko – Stalowa Wola, rodzony syn partyzanta “Wichury”, został oznaczony z rąk kombatantów medalem pamiątkowym.

Opis starcia pod Janikami

Pod datą 9 czerwca 1944 roku Mieczysław Ostrowski (Sęp) jeden z partyzantów oddziału “Ojca Jana”, tak zanotował to starcie w swoich pamiętnikach:

Dzisiaj mamy jak zwykle pobudkę. Poranna Modlitwa, a potem śniadanie. O godzinie 7 rano przyjeżdża na koniu łącznik, który zameldował, że do nas zbliżają się Niemcy, byli od nas zaledwie 8 km. Jest ich około dwóch tysięcy. Później z innej strony, że jest ich tysiąc, to oznaczało jedno, że oni nas okrążyli. Szkoła jest na razie przerwana. Kto mógł się ukryć to poszedł: do domu względnie na placówkę (…). Pogotowie bojowe. Będziemy próbować się przebić przez ten pierścień. Nie było pewne, że to nam się uda (…) Samoloty niemieckiego Luftwaffe nom stop latają nad naszymi głowami. Wieczorową porą wyruszamy marszem bojowym. Marsz był niezwykle daleki, męczący, a najważniejsze, że mamy przejść szosą obstawioną przez Niemców. Dzięki Bogu szczęśliwie przeszliśmy. Odpoczywamy niedaleko rzeki (…) Patrol melduje, że nadchodzi w naszym kierunku tyraliera niemiecka. Wszyscy na swoje stanowiska i zaczyna się pierwsza walka pod Janikami. Nasze pozycje znajdują się za rzeką, a most został spalony. Do wycofania mamy tylko drewniane kładki, do tego rzeka jest za głęboka i jej brzegi są zbyt spadziste. Komendant “Konar” (…) każe nam jechać przez rzekę, a sam robi przeciwnatarcie. Pierwsza furmanka zaryła się w rzece, konie poobrywały postronki i uciekły. Jednak niektórym wozom udało się przejść przez rzekę. Walka jednak trwała nadal, Niemcy nom stop ściągają posiłki. Wiadomo było, że nie damy rady, a tu wycofanie jest trudne. Została nam jedyna droga przez groblę (…) Grobla ma około 3 kilometrów. Gdyby siły nieprzyjacielskie zajęły by stanowiska wokół grobli, to ani jeden z nas cało nie przeszedłby.

Zakończenie

Pierwsza potyczka partyzantów z dnia 10 czerwca w pobliżu rzeki Łukawica zaczęła się w godzinach popołudniowych i rozpoczęła się pomyślnie. Partyzanci zaskoczyli Niemców i w czasie opisanego przez “Sępa” kontrnatarcia wzięto do niewoli jednego niemieckiego jeńca. Partyzantom udało się pod naporem niemieckiego ognia, co prawda był to ostrzał nieskuteczny, sforsować groblę. Nie obyło się bez strat. Bo ta grobla została wcześniej zaminowana przez radzieckich partyzantów z oddziału Czepigi, sądząc, że “Konar” razem ze swoim oddziałem zdołał się przedrzeć na zachód. Na zastawioną przez Rosjan minę wchodzi Sanitariuszka “Basia” (Barbara Mączyńska), mina wybuchła, a sama sanitariuszka straciła obie nogi. Dwa dni później umiera w Szklarni pod Janowem Lubelskim. “Konar” wycofuje oddział w kierunku folwarku w Świdrach. Tam także doszło do starcia z Niemcami. Osłona taboru, służba sanitarna i konwojenci jeńców wojennych spotykają zwiad radziecki i wkrótce oni przyłączają do obozu Czepigi. Sam oddział “Ojca Jana” wycofał się w kierunku Lasów Janowskich, a dokładnie w stronę rejonu Porytowego Wzgórza, gdzie 14 czerwca 1944 roku, doszło do największej bitwy partyzanckiej AK i partyzantki radzieckiej z Niemcami. Temu zgrupowaniu nocą z 14 na 15 czerwca udało się wymknąć z pod niemieckiego okrążenia, unikając przy tym zagłady.

Artykuł napisał Jacek Furman

Dodaj komentarz