Wspomnienie księdza Jerzego Warchoła w 6-tą rocznicę śmierci

0
858
18 grudnia b.r. przypada 6-ta rocznica śmierci ks. Jerzego Warchoła

                     Żył, pracował, tworzył, organizował i  posługiwał przez 30 lat w naszej małej stalowowolskiej Ojczyźnie. Choć był skromnym człowiekiem, imponował bogactwem myślowym i uczuciowym. Polubiony przez rzesze ludzi stronił od sławy i wywyższania się – chciał być tylko jednym z nich. Chociaż zmagał się z problemami zdrowotnymi, zawsze starał się pokonywać trudności. Był człowiekiem wielkiego serca, oddanego Bogu i człowiekowi. Kształtował umysły od dzieciństwa, wskazywał właściwą drogę dojrzałym pokoleniom. Wzmacniał dobrą radą ważnych i możnych, a materialnie pomagał biednym. Wszystkich wspierał modlitwą, umiłowaniem mądrości oraz doświadczeniem życiowym. Mowa o księdzu kanoniku Jerzym Warchole, niezwykłym człowieku, którego przez otwartość do  ludzi na zawsze zapamięta szereg środowisk, z którymi był związany. Szybko zleciało te 6 lat, odkąd księdza Jerzego nie ma już wśród nas.

                   Ksiądz Jerzy Warchoł urodził się 29 kwietnia 1950 roku w Kwidzynie. Po ukończeniu szkoły średniej dokonał stanowczego wyboru. Rozpoczął studia w Wyższym Seminarium Duchowym w Przemyślu. Święcenia kapłańskie przyjął 15 czerwca 1974 roku. Od tego czasu pracował najpierw w parafii w Nowym Żmigrodzie na Dolnym Śląsku, a potem w parafiach Diecezji Przemyskiej. Następnie, latem 1982 roku pojawił się w parafii Matki Bożej Królowej Polski w Stalowej Woli. To był niezwykle trudny czas dla kraju, dla miasta i dla tej parafii. Już wtedy ksiądz Jerzy dał się poznać jako osoba dobrze zorganizowana, dynamiczna, tryskająca pomysłem i humorem. I to nieraz wszystko w jednej chwili. Takiego księdza zapamiętali parafianie, a szczególnie dzieci przygotowujące się do Pierwszej Komunii Świętej. Cóż to były za katechezy odbywające się w salkach pod szklaną salą, cóż to był za ich klimat i Boży przekaz, trafiający do małych jeszcze sumień za pośrednictwem człowieka w sutannie. Mali obywatele z większą chęcią uczęszczali wówczas specjalnie na lekcje religii prowadzone zwykle popołudniami w obiektach parafialnych, aniżeli dzisiaj do szkoły na najbardziej ulubione zajęcia. Wraz z księdzem Jerzym pojawił się tam jakiś magnes, który przyciągał do kształtowania wiary, budowania rozwoju człowieka, poznawania sensu istnienia i szanowania innych ludzi. Także właściwie pierwsze zderzenie z hierarchią wartości wpajaną przez księdza, najmłodsi wspominają bardzo mile.  I ta profesjonalnie przygotowana uroczystość tej właśnie Pierwszej Komunii Świętej, w której kilkaset istot przyjmujących po raz pierwszy ciało i krew Chrystusa z radością i uwielbieniem Najwyższego. To był niesłychany moment, to nie do zapomnienia uroczystość pod każdym względem. Ileż to jednostek z tego okresu wyszło na wartościowych ludzi !

Ksiądz Jerzy zapisywał się także wieloma  innymi przedsięwzięciami i kapitalnym kontaktem społecznym. Umiał słuchać innych, wyciągał rzeczowe wnioski. Miał pomysły w momentach wytchnienia, wiedział jak się zachować i rozwiązywać najtrudniejsze sytuacje.

Stało się zatem jasne, że ksiądz Jerzy to oddany duszpasterz, zdolny do podejmowania różnorakich inicjatyw, gotowy do podejmowania zadań o nawet dużym ryzyku oraz fachowiec od integrowania ludzi. W 1984 roku został więc desygnowany do zorganizowania wspólnoty kościoła na budującym się jeszcze osiedlu Poręby, a w 1986 roku mianowany pierwszym proboszczem erygowanej na skraju osiedla Parafii p.w. Opatrzności Bożej. Dzięki Jego zaangażowaniu oraz woli parafian, zaczęło się od postawienia dwóch kaplic,  w których odprawiały się msze święte i nabożeństwa. Za kilka lat – już po politycznej odwilży –  stanęła tutaj piękna świątynia o kształcie igloo, która stała się nie tylko wizytówką  mieszkańców młodego osiedla.

To autorytet księdza Jerzego dodawał animuszu parafianom zaangażowanym w kolejne inicjatywy. To Jego ogromne zaangażowanie jako budowniczego świątyni nadało nowy charakter miejscu, na którym kilka lat wcześniej nikt o zdrowych zmysłach kościoła się nie spodziewał. Z czasem powstały obiekty parafialne, służące tak osobom duchownym oraz świeckim. Nawet w latach dziewięćdziesiątych – z uwagi na przegęszczenie budynku Szkoły Podstawowej nr 12 – niektóre klasy w murach plebani kompleksowo realizowały program edukacyjny. Organizowanie parafii i budowa kościoła oraz innych obiektów to wysiłek, którego niejeden miałby dosyć. Jednak wciąż niezmordowany i pełen entuzjazmu kapłan działał na wielu płaszczyznach. Świetna komunikacja pozwalała mu na zapoznanie się z bolączkami różnych grup społecznych oraz problemami osób indywidualnych. Choć nieraz był zmęczony, zafrasowany i zajęty inicjatywami duszpasterskimi, kulturowymi i społecznymi, znajdował czas na różne rozmowy, również na pochylenie się nad będącymi w opresji. Wszędzie Go było pełno, w parafii, wśród ludzi pracy, w dekanacie, w diecezji – najpierw Przemyskiej, a potem Sandomierskiej.  W sierpniu 1988 roku wspierał pracowników Huty Stalowa Wola w trakcie najważniejszych dla Polski, regionu i miasta strajków. Był wieloletnim kapelanem „Solidarności” i duszpasterzem ludzi pracy. Od 1993 roku był też kanonikiem honorowym Kapituły Konkatedralnej w Stalowej Woli, dziekanem Dekanatu Stalowa Wola – Południe,  kapelanem Stowarzyszenia Łączności i Pomocy Rodakom we Lwowie i na Kresach. 

Z troską  i energią popierał wszelkie oddolne ruchy mające na celu poprawę jakości życia człowieka, mimo że  prywatnie nie dbał o osobisty majątek. Cele duszpasterskie i osobiste realizował jeżdżąc mocno wysłużonym autem, wystarczyła mu sutanna uboga, plebania na willę nie wyglądała.  Daleki był od  inspiracji ziemskimi dobrami.  Stalowowolska parafia  p.w. Opatrzności Bożej stała się jedną z prężniej działających w regionie. To w trakcie przewodniczenia tą organizacją, ksiądz proboszcz Warchoł założył w Stalowej Woli Akcję Katolicką, Oazę Młodzieży, Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży, Białą Armię, Caritas  i wielu wspólnot parafialnych oraz grup modlitewnych. Wciąż w Jego otoczeniu dorastali ludzie, którzy w dalszej osobistej karierze zdecydowanie wybili się ponad przeciętność.   Dzielił się z wiernymi swoimi przemyśleniami, dając siłę do życia, nauki i pracy oraz wysiłku na rzecz Boga i ludzi. Zabierał głos w sprawach religijnych, społecznych, politycznych i obyczajowych, odnosił się do historii Polski, zachęcał do pielęgnowania kultury, wiary i tradycji. Jak mało kto zorientowany był w różnych dziedzinach,  a kontakty personalne ubogacały jego zasób wiedzy. Ludzie napotykający na tego kapłana byli pod wrażeniem życzliwości, kurtuazji, gestów i spontaniczności. Za najdrobniejsze rzeczy służące dobru kościoła, parafii i wspólnoty chciał się odwdzięczać. Słodycze i poczęstunki od księdza proboszcza były wręcz na porządku dziennym. W okresach przedświątecznych rodziny wielodzietne w parafii mogły liczyć na hojność i wsparcie księdza Jerzego.  Przygotowane dary i paczki zapewniały spędzanie najpiękniejszych momentów w polskiej kulturze w radości i dostatku. Czujny był również letnią porą, kiedy grupy wiernych pielgrzymowały  na Jasną Górę. Pielgrzymi w trakcie odpoczynków mogli liczyć na przychylność księdza Warchoła, która jak się pojawił, to tylko z bogatym, smakowitym prowiantem. Impuls z tamtych lat stał się dziś tradycją pielęgnowaną po teraźniejszy czas „Skarby”, jak bardzo często zwracał się do bliźnich, podziwiały szczodrość i kurtuazję tego Kapłana.

Ciekawe  tematy były poruszane w świątyni, nie tylko w homiliach. Parafianie z niecierpliwością czekali na kolejną niedzielną mszę świętą, którą wyróżniało w stosunku do innych głoszone pod koniec eucharystii motto tygodnia. Padały celne słowa, spostrzeżenia odnoszące się do bieżącego okresu, nie brakowało też niejednokrotnie humoru. Był też dni, że biuletyny NSZZ „Solidarność” w Hucie Stalowa Wola rozprowadzały się jak świeże bułeczki, gdyż tam można było zapoznać się ze „Złotymi myślami dla szarych komórek”. Kapłan pisał wartościowe i dające sporo do myślenia teksty do stalowowolskiego magazynu „Nasz czas” oraz diecezjalnych dodatków tygodników katolickich.  

Umiał znaleźć czas również na bliższe kontakty społeczne. Niezliczoną ilość mile widziany i  zapraszany był nie tylko przez swoich parafian na przyjęcia okolicznościowe z okazji chrztu, komunii czy ślubu. Przyjmowany jak dostojny gość, choć na chwilkę starał się zawitać i porozmawiać z gospodarzami oraz pozostałymi gośćmi, często z innych stron, niemniej wpatrzonych w księdza niczym w ikonę. Zawsze padały mądre, ciepłe i życzliwe słowa. Rozlegał się śmiech, bo znany z dobrego żartu duszpasterz rozbawiał do łez dowcipami najczęściej słyszanymi po raz pierwszy.

Rok 2012 zaczął się dla księdza Jerzego nieszczególnie. Z powodu perturbacji zdrowotnych, w marcu znalazł się w stalowowolskim szpitalu w stanie ciężkim. Wyszedł jednak z tej opresji i powrócił do duszpasterskiej pracy w swojej parafii, udzielając nawet ślubu. Jak się okazało już miał najpewniej zaproszenie do Domu Ojca, a Ten Najwyższy być może pozwolił charyzmatycznemu kapłanowi na pożegnanie się z bliską sercu wspólnotą parafialną i otoczeniem.

18 grudnia 2012 roku w godzinach przedpołudniowych Stalową Wolę obiegła smutna wiadomość o śmierci cenionego w naszym środowisku księdza Jerzego Warchoła, który zmarł w wielu zaledwie 62 lat.  W czasie uroczystości pogrzebowych, 21 grudnia 2012 roku kilkutysięczny kondukt żałobny to świadectwo wielkich czynów, jakie były udziałem wspaniałego Kapłana.

Jego działalność została zebrana i uwieczniona w publikacji „Myśli i słowa”, której –  dzięki staraniom ludzi zrzeszonych w środowisku NSZZ „Solidarność” oraz Prezydenta Miasta Stalowej Woli –  promocja odbyła się w 2015 roku, w trzecią rocznicę śmierci księdza Jerzego.

Na początku bieżącego roku, 11 stycznia na rondzie znajdującym się najbliżej świątyni p.w. Opatrzności Bożej miała miejsce uroczystość nadania tego miejsca Rondem im. Księdza Jerzego Warchoła. To gest Rady Miejskiej wyrażony w uchwale niemal w przededniu 5 rocznicy śmierci stalowowolskiego duszpasterza, 15 grudnia 2017 roku.

To była cudowna działalność, to była przepiękna posługa. Łaskę i szczęście miał ten kto przez te 30 lat posługiwania w naszym mieście miał radość poznać księdza Jerzego. Lat zdecydowanie za krótkich jak na potrzeby stalowowolskiej społeczności.

                                                                                             Krzysztof Szkutnik

Dodaj komentarz