Dzisiaj mija, trzydziesta szósta rocznica wprowadzenia stanu wojennego w Polsce. Dnia 13 grudnia 1981 roku, władza ludowa wypowiedziała wojnę narodowi polskiemu i brutalnie zakończyła, trwający szesnaście miesięcy „karnawał Solidarności”.
Komuniści już od strajków w sierpniu 1980 roku, próbowali zlikwidować NSZZ Solidarność, czy to za pomocą różnych prowokacji (odwlekali rejestrację związku przez dwa miesiące, a na sesji rady narodowej w Bydgoszczy doszło do pobicia przez milicję działaczy Solidarności), czy lokując agenturę wewnątrz ruchu. Na nic sie te próby zdały, związek rósł w siłę i zdobywał nowych członków i sympatyków, stając się szybko ruchem masowym zrzeszającym kilka milionów osób.
W nocy z 12 na 13 grudnia 1981 roku 70 000 żołnierzy LWP i 30 000 funkcjonariuszy MSW ze wsparciem czołgów i transporterów opancerzonych, wyszło na ulicę. Obsadzali rozgłośnie radiowe i stacje telewizyjne, a w ramach akcji „Jodła” aresztowali działaczy Solidarności, którzy później byli internowani. Rankiem w niedziele 13 grudnia o godzinie 6:00, z ekranów telewizorów przemówił gen. Wojciech Jaruzelski, ogłaszając społeczeństwu stan wojenny, zrzucając odpowiedzialność za zaistniałą sytuację, na opozycję. Połączenia telefoniczne zostały zablokowane, co uniemożliwiało chociażby wezwanie karetki pogotowia, przyczyniając się zapewne do zwiększenia liczby ofiar Stanu Wojennego.
Od poniedziałku 14 grudnia, w całym kraju wybuchały strajki, które były brutalnie tłumione przez ZOMO. Protestowali głównie robotnicy i studenci. Najbardziej krwawa pacyfikacja miała miejsce w kopalni „Wujek” w Katowicach, gdzie zginęło od milicyjnych kul dziewięciu górników. Najdłużej, bo dwa tygodnie, protestowali górnicy kopalni „Piast” w Bieruniu, cały ten czas spędzając pod ziemią.
Po stłumieniu masowych protestów i internowaniu 10 000 działaczy opozycji (w tym 300 kobiet), władza stosowała dalsze represje. Zwolnienia z pracy, wyrzucanie z uczelni a nawet więzienie, groziły za każdy, nawet najmniejszy bunt przeciw komunistycznej władzy. Wszystko to skutecznie zdławiło opór społeczeństwa. Opozycja zeszła do podziemia a wielu jej działaczy znalazło schronienie w Kościele, który jak zwykle w trudnych momentach historii, trwał solidarnie przy narodzie. Do większych manifestacji doszło jeszcze w maju i sierpniu 1982 roku, jednak i one zostały brutalnie stłumione.
Stan wojenny został zawieszony 31 grudnia 1982 roku a całkowicie zniesiony 22 lipca 1983 roku, choć władza „wojskowych” trwała do końca lat osiemdziesiątych. Bilans tego tragicznego okresu to ponad 70 ofiar śmiertelnych (nie licząc osób potrzebujących pomocy lekarskiej, do których nie można było wezwać pogotowia), 10 000 internowanych i 4000 skazanych na więzienie. Wprowadzenie stanu wojennego nie rozwiązało problemów z jakimi borykała się komunistyczna władza na początku lat osiemdziesiątych, a próba regulowania gospodarki za pomocą metod wojskowych, tylko pogorszyło sytuację. Do końca dekady działacze opozycji i księża katoliccy byli ofiarami skrytobójczych morderstw, za które odpowiadały tajne służby PRL. Ostatni został znaleziony, ksiądz Sylwester Zych, w nocy z 10 na 11 lipca 1989 roku (ponad miesiąc po wyborach kontraktowych z 4 czerwca).
Na koniec nadmienić trzeba, że stan wojenny został wprowadzony niezgodnie z ówczesnym prawem. Konstytucja PRL nie przewidywała takiego organu jak Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego, a Rada Państwa miała prawo podejmować uchwały na mocy dekretów, tylko w czasie przerw między sejmowymi sesjami, a taka sesja wówczas trwała. Dodatkowo, dziś już wiemy, że ZSRR nie planował inwazji na Polskę w 1981 roku a towarzysze radzieccy naciskali na swoich polskich „podwładnych”, by ci poradzili sobie z Solidarnością własnymi siłami. Ciężko więc uznać, że generał Wojciech Jaruzelski wprowadzając stan wojenny, uratował cokolwiek poza swoim własnym stołkiem i ustrojem socjalistycznym, który jeszcze przez dekadę uciskał Polaków, opóźniając rozwój gospodarczy, społeczny i polityczny kraju. Co najgorsze, gen. Jaruzelski wręcz prosił o pomoc „bratnich” państw w spacyfikowaniu narodu (w jego imieniu gen. Florian Siwicki zabiegał o to na posiedzeniu komitetu ministrów obrony państw Układu Warszawskiego na początku grudnia 1981 roku). Winni wprowadzenia stanu wojennego, nigdy nie zostali za to, pociągnięci do odpowiedzialności.

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ