Okres letni nie jest być może najlepszym czasem na opowieści o cierpieniu i martyrologii, ale to właśnie teraz przypada 75 rocznica największej ilości zbrodniczych ataków ukraińskich nacjonalistów  na Polaków zamieszkujących Kresy, Podkarpacie oraz część Małopolski.

       11-12 lipca 1943 roku doszło do kulminacji rzezi wołyńskiej. W tych dniach szowiniści ukraińscy z OUN-UPA opętani zbrodniczą ideologią napadli na 99 polskich wsi na Wołyniu, mordując co najmniej 3 tysiące bezbronnych osób. Historycy oceniają, że liczba ofiar była znacznie wyższa. Według szacunków polskich historyków ukraińscy szowiniści wymordowali w latach 1943-1945 na Wołyniu i w Galicji Wschodniej ponad 100 tysięcy Polaków.

     Mordowano metodami, które nie mieszczą się w głowach zdrowych ludzi, oraz które trudno opisać bez emocji, wzruszenia, a czasem nawet chęci zemsty. Najtrudniej zrozumieć „winę” polskich kobiet, starców, małych dzieci, którym zadawano niewyobrażalne cierpienia, tylko dlatego, że byli „Lachami” lub „polskimi panami”. W zasobach cenzuralnych słów nie ma też chyba wystarczająco właściwych określeń, którymi dałoby się opisać postępowanie i metody działania oprawców.

Gdzie należy szukać genezy tego dramatu oraz jakie są jego przyczyny?

      Wbrew pozorom nie powinniśmy się skupiać tylko na latach 40- tych czy w ogóle okresie drugiej wojny światowej. Główną płaszczyzną, którą w tym przypadku należy brać pod uwagę była wieloletnia wola Ukraińców do utworzenia niepodległego państwa. Między innymi to było jednym z powodów powstania w Wiedniu w lutym 1929 roku Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, w swojej działalności kierującej się ideologią integralnego ukraińskiego nacjonalizmu, dążącej do zbudowania na ziemiach uznawanych przez nią za ukraińskie niepodległego państwa o ustroju zbliżonym do faszyzmu. Właśnie za ukraińskie uznawała ona ziemie II Rzeczpospolitej położone na wschód od Sanu, które licznie zamieszkiwali Polacy. Jednym z punktów zapalnych było zamordowanie przez OUN w czerwcu 1934 roku polskiego ministra spraw wewnętrznych Bronisława Pierackiego. To właśnie działacze tej organizacji podczas zjazdu Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów w Berlinie podjęli decyzję o zorganizowaniu na niego zamachu. Morderstwo miało być odpowiedzią na aresztowania, których dokonały polskie władze po nieudanym napadzie nacjonalistów ukraińskich na pocztę w Gródku Jagiellońskim.  

      Koniec lat 30-tych to względny spokój w kontaktach polsko-ukraińskich. Na Kresach tętniło niemal sielskie życie. Polacy i Ukraińcy potrafili żyć w zgodzie. Wszystko do czasu, kiedy na początku lat-40-tych ponownie obudziły się na Ukrainie aspiracje niepodległościowe. Do głosu doszły ponownie organizacje nacjonalistyczne, a w październiku 1942 roku powstała ta okryta najgorszą sławą-Ukraińska Powstańcza Armia, na czele której stanął Dmytro Kłaczkiwski. To UPA ma na rękach krew tysięcy niewinnych Polaków, mężczyzn, kobiet, starców, dzieci. Mordowano do początku drugiej połowy lat 40-tych.

         Kulminacyjny moment przypada na 11 lipca 1943 roku, ale to data tylko symboliczna. Upowcy mordowali przez lata niemal codziennie, również swoich rodaków, którzy mieli odwagę bronić Polaków. Wspomina o nich Kresowa Księga Sprawiedliwych.

      Historia stosunków polsko -ukraińskich w latach 40-tych do dziś dzieli oba narody, po obu stronach rodzi konflikty i antagonizmy oraz utrwala stereotypy.

       Stalowa Wola pamięta o zbrodniach UPA i OUN. Z inicjatywy Fundacji Przywróćmy Pamięć i Stowarzyszenia Stalowi Patrioci nazwany zostanie Skwer przy kościele św. Floriana.

Bogusław Drelich

ZOSTAW ODPOWIEDŹ